Młodych coraz mniej. Ale na studiach i tak tłoczno

Natalia Mazur, qtk
06.08.2010 , aktualizacja: 06.08.2010 21:01
A A A Drukuj
Coraz łatwiej dostać się na studia. Choć liczba maturzystów spada, uczelnie przygotowały dla nich więcej miejsc. - Uczelniom grozi spadek poziomu i marazm - ostrzega socjolog, prof. Ryszard Cichocki
Studenci na korytarzu
Fot. Krzysztof Karolczyk/AG
Studenci na korytarzu
- Należę do pokolenia niżu, lecz nie czuję, żeby łatwiej nam było dostać się na wymarzone studia. Jest stres i jest rywalizacja - mówi Filip, rocznik 1991, od października student Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Na politologię w pierwszym naborze zabrakło mu jednego punktu, jego nazwisko znalazło się na liście rezerwowej. - Przyznam jednak, że byłem spokojny. Wiedziałem, że będę studiował, jeśli nie na tej, to na innej uczelni.

Autorzy strategii zamówionej przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego prognozują, że "liczba studentów w Polsce będzie nieprzerwanie maleć, by w 2025 r. osiągnąć 55 proc. stanu z 2005 r.". To - zdaniem strategów - ma wpłynąć pozytywnie na jakość kształcenia. Przy takich samych wydatkach na nauczanie więcej pieniędzy będzie przypadało na jednego studenta. Na razie spadkowego trendu na uczelniach jednak nie widać. Liczba miejsc czekających na kandydatów pozostaje taka sama, a często nawet rośnie.

W tym roku w całym kraju maturzystów było o 40 tys. mniej niż rok temu, w Wielkopolsce - o 3,5 tys. mniej. Tymczasem na Uniwersytecie Jagiellońskim liczba czekających na nich miejsc wzrosła o 30 proc. na Gdańskim - o 7 proc. Na Uniwersytecie Warszawskim liczba miejsc zmniejszyła o 262, wynika to jednak głównie z tego, że niektóre kierunki (np. hebraistyka czy turkologia) nie prowadzą rekrutacji co rok.

W Poznaniu 60 miejsc ubyło na Uniwersytecie Ekonomicznym. To jednak rzadki wyjątek. Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w tym roku przygotował miejsca dla 8102 absolwentów liceów - o 42 więcej niż rok temu. Na Uniwersytecie Przyrodniczym miejsc jest więcej o 60 - tyle ile pomieści nowy kierunek: turystyka i rekreacja. Politechnika Poznańska przyjmie od października 300 studentów więcej niż przed rokiem i o 700 więcej niż dwa lata temu. Limity wypełniają się bez problemu: jeśli nie w pierwszym, to w drugim naborze.

- Studia nie zapewniają pracy, lecz bez nich jest jeszcze trudniej - twierdzi prof. Włodzimierz Grajek, biotechnolog z UP. - Dlatego wielu młodych ludzi idzie na uczelnie tylko po to, by zdobyć dyplom. A ponieważ ten dokument znaczy coraz mniej, poświęcają się wielu sprawom poza nauką. Uczą się języków, pracują. Znajomość języków można pochwalić, ale praca studiom nie sprzyja. Spada zaangażowanie i poziom.

Jednak zmniejszanie limitów przyjęć uczelniom się nie opłaca. Wysokość przyznanych im dotacji zależy od liczby przyjętych studentów.

Aby dać szansę słabszym, uczelnie organizują zajęcia wyrównawcze: tak jest na politechnice i na wydziale matematyki i informatyki UAM. Na UAM z repetytorium matematyki elementarnej korzystają także najlepsi studenci, jednak w oddzielnej, zaawansowanej grupie. Dostaną taki sam dyplom jak ich mniej zdolni koledzy. - Ale już suplement będzie wyglądał inaczej. W jednym będą dwóje i tróje, w drugim pracodawca zobaczy rząd piątek - mówi prof. Marek Nawrocki, dziekan wydziału matematyki i informatyki UAM.

Według prof. Kazimierza Ilskiego, dyrektora Instytutu Historii UAM, duża liczba studentów na niektórych działa motywująco. Wiedząc, że wartość samego dyplomu spadła, wkładają więcej wysiłku w naukę. - Przeciętnych studentów przybywa, ale ambitni są coraz ambitniejsi. Poważnie myślą o studiach doktoranckich - zaznacza prof. Ilski.

- Dla dzisiejszych dwudziestolatków wyższe wykształcenie znaczy dziś tyle samo, co średnie dla pokolenia ich rodziców - zauważa prof. Ryszard Cichocki, socjolog z UAM. - Idziemy w tym samym kierunku, co Europa Zachodnia. Uczestniczyłem kiedyś w kursie niemieckiego z grupą studentów z Włoch. Ich poziom był bardzo kiepski, choć byli na piątym roku germanistyki! Jeśli nie chcemy dopuścić do takiej sytuacji, możemy wzorem Francuzów wyznaczyć najlepsze uczelnie, na które dostać się bardzo trudno, lecz dyplom znaczy bardzo dużo. Umasowienie szkolnictwa wyższego samo w sobie nie jest niczym złym, jeżeli jednak nad nim nie zapanujemy, na uczelniach zapanuje marazm.

Ministerstwo liczy, że problem ureguluje rynek. - Co drugi absolwent gimnazjum wybiera liceum ogólnokształcące i w konsekwencji studia. Na wyższych uczelniach uczą się studenci, którzy jeszcze kilkanaście lat temu prawdopodobnie zakończyliby edukację na etapie szkole zawodowej. Nie uważam, by ograniczenie przyjęć było dobrym rozwiązaniem - mówi prof. Zbigniew Marciniak, podsekretarz stanu w MNiSW. - 40 proc. mieszkańców Europy Zachodniej legitymuje się wyższym wykształceniem. Nie powinniśmy być gorsi, nawet jeśli nie wszyscy studenci osiągają poziom naukowców prowadzących zaawansowane badania. Póki młodzież chce się uczyć, trzeba wykorzystać tę tendencję i stwarzać odpowiednie szanse. Można słabszym zapewnić warunki do rozwoju, np. poprzez zajęcia wyrównawcze. W programie kierunków zamawianych finansujemy takie dodatkowe formy wspierania młodych ludzi. W przyszłości trend może się odwrócić. Już dziś brakuje posadzkarzy, tynkarzy, ich pensje rosną. Z czasem młodzi ludzie zorientują się, że to intratne i potrzebne zajęcia. I zamiast zdawać na studia, wybiorą szkolenie zawodowe, ale będzie to ich świadomy wybór.

Podziel się

  • 5 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów