Jak wyglądał świat przed ziemniakiem
07.08.2010
, aktualizacja: 06.08.2010 22:00
Choć trudno to sobie dziś wyobrazić, Wielkopolanie bardzo długo byli skazani na życie bez kartofli. Nasi przodkowie byli jednak zaradni. Mimo braku pyr jedli i pili naprawdę smakowicie.
ZOBACZ TAKŻE
- Zadbajmy o wizerunek ślepych ryb! (09-08-10, 19:34)
- Pyry, pyzy i rosół - co je Wielkopolska (08-08-10, 21:25)
- Pyszne piwo jak cola. A co wy lubicie? (08-08-10, 12:48)
- Wielkopolska je je je. Wolicie gzik czy ślepe ryby? (05-08-10, 19:43)
- Wokalista Genesis odkrywa tajemnicę naszych rogali (07-11-09, 10:00)
SERWISY
Ani pierwsi Piastowie na Lednicy, ani mieszkańcy Biskupina nie mogli jeść ziemniaków, bo do Europy dotarły o wiele później, prawdopodobnie w XVI wieku. Jednak brak pyr w jadłospisie nie oznacza, że w tych historycznych osadach nie było akcentów znanych nawet dziś w kuchni wielkopolskiej. Bo świat przed ziemniakiem naprawdę istniał i Wielkopolanie też mieli co jeść, a nawet czym się pochwalić. Sporo nam po nich zresztą do dziś zostało.
Kluchy prawie jak dziś
- Mieszkańcy Biskupina żywili się przede wszystkim wytworami mącznymi - opowiada Wiesław Zajączkowski, dyrektor Muzeum w Biskupinie. - Wiemy, że lubili kluchy, i to łudząco podobne do tych poznańskich. Żyjemy tutaj w Biskupinie na skraju różnych kultur. Choć na mapie jesteśmy w województwie kujawsko-pomorskim, to przecież wiemy, że motyka to haczka. Poza kluchami w biskupińskiej diecie nie brakowało też placków i podpłomyków. Znaleźliśmy tutaj nawet specjalne talerze do ich przygotowywania.
Czerpaki i różne dawniej stosowane naczynia można oglądać również w Muzeum na Lednicy, gdzie podpłomyki też należały do dań obowiązkowych. - Wojowie robili poza tym chleb z chrzanem i jedli dziczyznę - wymienia Judyta Pasternak z lednickiego muzeum. Kuchnia średniowieczna nie należała do lekkich - trzeba było mieć do niej i sprawny żołądek, i jeszcze mocną głowę. Bo kiedyś to naprawdę umieli się bawić. Wystarczy wspomnieć opisaną przez Galla Anonima biesiadę w Gnieźnie, która podobno spore wrażenie wywarła na samym cesarzu Ottonie III. Mniej co prawda dowiadujemy się z tych podań o jedzeniu, a więcej o bogatej zastawie, ale na pięknych talerzach nie jedzono przecież byle czego.
Jarosze? W żadnym wypadku
Nasi przodkowie zdecydowanie nie byli jaroszami: - W Biskupinie hodowano zwierzęta, więc i ich mięso trafiło do jadłospisu. A z 75 proc. kości znalezionych w osadzie, to kości zwierząt hodowlanych. W diecie było też dużo ryb, bo przecież Biskupin leży na półwyspie. W osadzie nie brakowało zbieraczy, którzy w zależności od pory roku dostarczali pokrzywę, komosę, grzyby, orzechy, buczynę.
Profesor Daniel Makowiecki z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, specjalista od wczesnośredniowiecznych jadłospisów: - Najlepiej jak do tej pory poznaliśmy dietę z początków państwa polskiego, dzięki zwierzęcym szczątkom znalezionym na Ostrowie Lednickim, w Poznaniu i w Gnieźnie. Charakterystyczną cechą diety elit wczesnośredniowiecznych była konsumpcja wieprzowiny, dopiero na drugim miejscu znajdowała się wołowina. Zmieniło się to, dopiero kiedy zaczęły powstawać miasta lokacyjne, w dużej mierze ze względu na rozwój rzemiosła: garbarstwa czy skórnictwa - przypomina i dodaje. - Elity w większym stopniu konsumowały mięso zwierząt łownych. A kiedy wprowadzono chrześcijaństwo, dieta wzbogaciła się też o ryby, wśród których elitarną był jesiotr, jako ta ryba, która nie była dostępna w jeziorach i trzeba było ściągać ją z dużych rzek: Wisły, Odry Noteci. Wiemy, że jesiotra jedli już Mieszko I i Bolesław Chrobry. Ustalono to na podstawie kości znalezionych na Ostrowie Lednickim - wyjaśnia.
Proste dania, które podrobić trudno
Na Lednicy popularne były też zupy. O ile my dziś najczęściej kojarzymy z Wielkopolską zupę ziemniaczaną, czyli ślepe ryby lub zupę nic, o tyle nasi ledniccy przodkowie mogliby swój specjał nazwać "zupą wszystko" - Do wywaru wrzucali po prostu wszystko to, co mieli pod ręką - mówi Judyta Pasternak.
Dieta była niezwykle urozmaicona, a pomysłowość naszych przodków wręcz ogromna. - Próbowaliśmy odtwarzać niektóre przepisy i wtedy okazało się, że dania, choć pozornie proste, w wykonaniu proste wcale nie są łatwe. Udało nam się zrobić gulasz z wrzosówek - chwali Zajączkowski. Muzeum z powodzeniem wraca do tradycji z czasów przed ziemniakiem - owce wrzosówki hodowane są w Biskupinie już od 1984 roku. Można tu też zobaczyć kozy, które ze wszystkich biskupińskich zwierząt najmniej różnią się od swoich odpowiedników z wczesnej epoki żelaza.
Co jeszcze można zjeść dziś w Biskupinie? - W czasie festynów przygotowujemy próbki potraw, ale za bardzo najeść się tym nie da - przyznaje zupełnie szczerze Zajączkowski.
Obecnie na terenie rezerwatu uprawiane są cztery gatunki pszenicy, które znane były mieszkańcom Biskupina. - W Biskupinie znali różne zboża. Mogły służyć im do wytwarzania dań, ale można było też z nich wytwarzać alkohole. Co prawda biorąc pod uwagę dzisiejsze realia, słabe, bo nie mogły mieć więcej niż 17 proc., ale to i tak całkiem niezłe osiągnięcie - przyznaje.
Na 15 arach niedostępnych dla turystów muzealnicy prowadzą eksperymenty, także kulinarne. Na małych poletkach uprawia się m.in. proso, soczewicę, lniankę oraz bób celtycki.
Piszcie do nasJaka jest naprawdę nasza kuchnia regionalna? Prześlijcie swoją propozycję plebiscytową, zaproponujcie produkt czy potrawę, jakie Waszym zdaniem są symbolem naszego regionu. Opiszcie też wspomnienie kulinarne, podajcie przepis na ulubione danie z dzieciństwa, podzielcie się anegdotą. Na Wasze kulinarne opowieści czekamy pod adresem: wielkopolskaje@poznan.agora.pl do 20 sierpnia. Najciekawsze nagrodzimy kolacjami dla dwojga w jednej z poznańskich restauracji. Listę nominowanych produktów i potraw przedstawimy 23 sierpnia, tego dnia ruszy także głosowanie. Za pośrednictwem naszej strony internetowej możecie też wziąć udział w plebicycie w innych miastach - wystarczy wejść na www.gazeta.pl i wybrać interesujący Was region.Ramowy regulamin Plebicytu dostępny jest na gazeta.pl/plebiscyt oraz w siedzibie redakcji.
Kluchy prawie jak dziś
- Mieszkańcy Biskupina żywili się przede wszystkim wytworami mącznymi - opowiada Wiesław Zajączkowski, dyrektor Muzeum w Biskupinie. - Wiemy, że lubili kluchy, i to łudząco podobne do tych poznańskich. Żyjemy tutaj w Biskupinie na skraju różnych kultur. Choć na mapie jesteśmy w województwie kujawsko-pomorskim, to przecież wiemy, że motyka to haczka. Poza kluchami w biskupińskiej diecie nie brakowało też placków i podpłomyków. Znaleźliśmy tutaj nawet specjalne talerze do ich przygotowywania.
Czerpaki i różne dawniej stosowane naczynia można oglądać również w Muzeum na Lednicy, gdzie podpłomyki też należały do dań obowiązkowych. - Wojowie robili poza tym chleb z chrzanem i jedli dziczyznę - wymienia Judyta Pasternak z lednickiego muzeum. Kuchnia średniowieczna nie należała do lekkich - trzeba było mieć do niej i sprawny żołądek, i jeszcze mocną głowę. Bo kiedyś to naprawdę umieli się bawić. Wystarczy wspomnieć opisaną przez Galla Anonima biesiadę w Gnieźnie, która podobno spore wrażenie wywarła na samym cesarzu Ottonie III. Mniej co prawda dowiadujemy się z tych podań o jedzeniu, a więcej o bogatej zastawie, ale na pięknych talerzach nie jedzono przecież byle czego.
Jarosze? W żadnym wypadku
Nasi przodkowie zdecydowanie nie byli jaroszami: - W Biskupinie hodowano zwierzęta, więc i ich mięso trafiło do jadłospisu. A z 75 proc. kości znalezionych w osadzie, to kości zwierząt hodowlanych. W diecie było też dużo ryb, bo przecież Biskupin leży na półwyspie. W osadzie nie brakowało zbieraczy, którzy w zależności od pory roku dostarczali pokrzywę, komosę, grzyby, orzechy, buczynę.
Profesor Daniel Makowiecki z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, specjalista od wczesnośredniowiecznych jadłospisów: - Najlepiej jak do tej pory poznaliśmy dietę z początków państwa polskiego, dzięki zwierzęcym szczątkom znalezionym na Ostrowie Lednickim, w Poznaniu i w Gnieźnie. Charakterystyczną cechą diety elit wczesnośredniowiecznych była konsumpcja wieprzowiny, dopiero na drugim miejscu znajdowała się wołowina. Zmieniło się to, dopiero kiedy zaczęły powstawać miasta lokacyjne, w dużej mierze ze względu na rozwój rzemiosła: garbarstwa czy skórnictwa - przypomina i dodaje. - Elity w większym stopniu konsumowały mięso zwierząt łownych. A kiedy wprowadzono chrześcijaństwo, dieta wzbogaciła się też o ryby, wśród których elitarną był jesiotr, jako ta ryba, która nie była dostępna w jeziorach i trzeba było ściągać ją z dużych rzek: Wisły, Odry Noteci. Wiemy, że jesiotra jedli już Mieszko I i Bolesław Chrobry. Ustalono to na podstawie kości znalezionych na Ostrowie Lednickim - wyjaśnia.
Proste dania, które podrobić trudno
Na Lednicy popularne były też zupy. O ile my dziś najczęściej kojarzymy z Wielkopolską zupę ziemniaczaną, czyli ślepe ryby lub zupę nic, o tyle nasi ledniccy przodkowie mogliby swój specjał nazwać "zupą wszystko" - Do wywaru wrzucali po prostu wszystko to, co mieli pod ręką - mówi Judyta Pasternak.
Dieta była niezwykle urozmaicona, a pomysłowość naszych przodków wręcz ogromna. - Próbowaliśmy odtwarzać niektóre przepisy i wtedy okazało się, że dania, choć pozornie proste, w wykonaniu proste wcale nie są łatwe. Udało nam się zrobić gulasz z wrzosówek - chwali Zajączkowski. Muzeum z powodzeniem wraca do tradycji z czasów przed ziemniakiem - owce wrzosówki hodowane są w Biskupinie już od 1984 roku. Można tu też zobaczyć kozy, które ze wszystkich biskupińskich zwierząt najmniej różnią się od swoich odpowiedników z wczesnej epoki żelaza.
Co jeszcze można zjeść dziś w Biskupinie? - W czasie festynów przygotowujemy próbki potraw, ale za bardzo najeść się tym nie da - przyznaje zupełnie szczerze Zajączkowski.
Obecnie na terenie rezerwatu uprawiane są cztery gatunki pszenicy, które znane były mieszkańcom Biskupina. - W Biskupinie znali różne zboża. Mogły służyć im do wytwarzania dań, ale można było też z nich wytwarzać alkohole. Co prawda biorąc pod uwagę dzisiejsze realia, słabe, bo nie mogły mieć więcej niż 17 proc., ale to i tak całkiem niezłe osiągnięcie - przyznaje.
Na 15 arach niedostępnych dla turystów muzealnicy prowadzą eksperymenty, także kulinarne. Na małych poletkach uprawia się m.in. proso, soczewicę, lniankę oraz bób celtycki.
Piszcie do nasJaka jest naprawdę nasza kuchnia regionalna? Prześlijcie swoją propozycję plebiscytową, zaproponujcie produkt czy potrawę, jakie Waszym zdaniem są symbolem naszego regionu. Opiszcie też wspomnienie kulinarne, podajcie przepis na ulubione danie z dzieciństwa, podzielcie się anegdotą. Na Wasze kulinarne opowieści czekamy pod adresem: wielkopolskaje@poznan.agora.pl do 20 sierpnia. Najciekawsze nagrodzimy kolacjami dla dwojga w jednej z poznańskich restauracji. Listę nominowanych produktów i potraw przedstawimy 23 sierpnia, tego dnia ruszy także głosowanie. Za pośrednictwem naszej strony internetowej możecie też wziąć udział w plebicycie w innych miastach - wystarczy wejść na www.gazeta.pl i wybrać interesujący Was region.Ramowy regulamin Plebicytu dostępny jest na gazeta.pl/plebiscyt oraz w siedzibie redakcji.
- 7 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
Jak wyglądał świat przed ziemniakiem
mona_3
07.08.10, 10:41
Artykuł nieciekawy mimo że interesującego tematu - bardzo mnie rozczarował. Dlaczego nie ma w nim ani słowa o kaszy? To kasze pełniły rolę późniejszych ziemniaków w dawnej kuchni polskiej! »
Najczęściej czytane24 htydzień




