W Poznaniu Palikot ważniejszy od tramwaju
01.07.2011
, aktualizacja: 05.08.2010 16:53
Wielkopolska PO, zamiast dyskutować z Ryszardem Grobelnym o przyszłości miasta i szykować strategię na jesienne wybory, zajmuje się sprawami dla Poznania drugorzędnymi
ZOBACZ TAKŻE
- Hinc nic tu nie pomoże. Potrzebna rewolucja! (01-07-11, 00:00)
- Hinc prezydentem tylko do wyborów? (01-07-11, 00:00)
- Poznań jest gorszy od Wrocławia. Przez polityków (01-07-11, 00:00)
We wtorkowy wieczór 6 lipca większość polityków oglądała przed telewizorami emocjonujący półfinałowy mecz Holandii z Urugwajem na mistrzostwach świata w RPA.
Do licznej grupy kibiców nie należał jednak europoseł Filip Kaczmarek, na co dzień szef poznańskiej PO. Kiedy na mundialu Holandia strzelała drugiego gola rywalowi z Ameryki Południowej, nasz polityk, siedząc za biurkiem we francuskim Strasburgu, ni z tego, ni z owego ogłosił na swoim blogu: "Dość Palikota". W tej niezwykłej formie zapowiedział złożenie wniosku o usunięcie posła Janusza Palikota z Platformy. Ożywił w ten sposób senne życie polityczne w całym kraju, a wynik starcia Holandii z Urugwajem stracił w tym momencie jakiekolwiek znaczenie.
Czyj to pomysł?
Naiwnością jest sądzić, że Filip Kaczmarek podczas nudnych obrad Parlamentu Europejskiego wpadł na ten pomysł sam z siebie. Łańcuszek wydarzeń jest oczywisty. Nowy marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna Palikota zdzierżyć nie może. Za człowieka Schetyny uchodzi poseł Rafał Grupiński, od dwóch miesięcy lider wielkopolskiej Platformy, a Filip Kaczmarek poparcia dla Grupińskiego nie kryje. Dzięki niemu przecież wygrał marcowe wybory na lidera poznańskiej Platformy. Europoseł, pytany przez "Gazetę" o kulisy powstania tego rewolucyjnego wniosku, stanowczo zaprzecza, że za wszystkim stoi Schetyna. Przekonuje, że na ten pomysł wpadł sam, bez jakichkolwiek konsultacji. Ale nie takie zaprzeczenia słyszałem już z ust polityków.
Hierarchia w każdej partii jest oczywista. Niczym niewyróżniający się polityk z Poznania nie może ot tak sobie złożyć wniosku o usunięcie popularnego, choć kontrowersyjnego działacza, którym emocjonuje się cała Polska. Takie rzeczy muszą być uzgadniane z warszawską centralą.
Kilka miesięcy temu poseł Waldy Dzikowski ogłosił w poznańskim ratuszu, że Ryszard Grobelny wstępuje do Platformy i będzie jej kandydatem na prezydenta. Później przyznał, że zareklamował Grobelnego po konsultacji z premierem Donaldem Tuskiem. Nie inaczej zapewne było z deklaracją Filipa Kaczmarka, który swój pomysł musiał konsultować z przełożonymi.
Ważne jest jeszcze coś innego. Ten krótki wpis na blog wywołał w Poznaniu lawinę istotnych wydarzeń. Spór o Palikota przysłonił nam tym samym jesienne wybory samorządowe.
Rusza śniegowa kula
Głos zabrało wielu. Najpierw zachowaniu Kaczmarka dziwił się najpopularniejszy poseł w regionie - Waldy Dzikowski. Zdziwienie jest jednak usprawiedliwione, bo obaj panowie sympatią się nie darzą.
Dwa dni później wniosek o usunięcie Kaczmarka z Platformy złożył lubelski poseł Stanisław Żmijan, bliski współpracownik Janusza Palikota. Poznański polityk już dziś miał stanąć przed Krajowym Sądem Koleżeńskim PO, ale z racji zaprzysiężenia Bronisława Komorowskiego poczeka na werdykt jeszcze miesiąc.
Kula śniegowa zabrała następnych, bo w obronie ostrych słów Palikota stanęli m.in. aktorzy poznańskiego Teatru Ósmego Dnia. To z kolei się nie spodobało wiceprezydentowi Poznania Sławomirowi Hincowi, który wezwał na dywanik dyrektor Ewę Wójciak.
Na to zareagował radny PO Jakub Jędrzejewski, który zarzucił Hincowi szkodzenie Platformie. Na deser Grzegorz Gauden w proteście przeciwko Hincowi zrezygnował z zasiadania w poznańskiej Radzie Merytorycznej Europejskiej Stolicy Kultury.
Lada dzień zbierze się zarząd miejski PO, który - zamiast szykować strategię na wybory - zajmie się Palikotem, Hincem i całą resztą. Sporo jak na wakacyjny miesiąc w polityce.
A gdzie program dla Poznania?
Chcąc nie chcąc, wzbudzający emocje polityk z dalekiego Lublina na trzy miesiące przed wyborami wpłynął na losy polityki w sercu Wielkopolski.
Problem polega na tym, że poznaniaków nie interesują partyjne przepychanki, tylko losy ich ukochanego miasta. Zamiast zastanawiać się nad tym, kto bardziej szkodzi Platformie - Hinc czy Palikot; czy Kaczmarek wyrzuci Palikota, czy odwrotnie - warto by wreszcie zaprezentować mieszkańcom oficjalnie Ryszarda Grobelnego jako kandydata na prezydenta i przedstawić program wyborczy na najbliższe cztery lata. Od wyborów partyjnych w PO w regionie minęły już dwa miesiące, ale panowie do tej pory nie potrafili usiąść twardo przy stole i szybko wynegocjować, co trzeba. Odbyły się tylko jakieś niezobowiązujące rozmowy na szczytach władzy i każdy poszedł w swoją stronę. Nikomu nigdzie się nie spieszy.
Zachowanie polityków Platformy jest poniekąd zrozumiałe. Start Ryszarda Grobelnego oznacza jego zwycięstwo w pierwszej turze i dlatego wszyscy są pewni swego. Oby jednak politycy PO się nie przejechali, bo zdobycie absolutnej większości w radzie miasta nie jest już wcale takie oczywiste. Tutaj każdy głos się będzie liczył i jeśli Platforma zwlekać będzie z decyzjami i programem dla miasta, to tego jednego, który da pełnię władzy, może zabraknąć.
Opozycja nie ma siły
Dziwne, że tej kłótni w poznańskiej Platformie nie potrafią wykorzystać rywale z PiS i SLD. Aż się prosi, by mimo wakacji ogłosić nazwiska swoich kandydatów i przystąpić do ataku. Grzegorz Napieralski, rozdając ulotki przed szóstą rano i kupując warzywa na targowiskach, pokazał, jak się robi skuteczną kampanię. Tematów samograjów u nas nie brakuje. Wystarczy pójść do Cegielskiego czy ZNTK, porozmawiać z pracownikami i zdobyć przychylne głosy. Problem polega na tym, że obie partie są w Poznaniu tak słabe, że nie mogą wśród swoich szeregów znaleźć skutecznego i odważnego kandydata. A jeśli już ktoś chce próbować (np. Zbigniew Czerwiński z PiS), to nie podoba się przełożonym.
W ten sposób motywem przewodnim w kampanii stanie się w stolicy Wielkopolski Janusz Palikot, a nie nowa linia tramwajowa na ul. Ratajczaka albo trzecia rama komunikacyjna. Platforma zaś będzie traciła czas na znajdywanie kompromisu w drugorzędnej sprawie, która dla życia przeciętnego poznaniaka nie ma większego znaczenia.
Do licznej grupy kibiców nie należał jednak europoseł Filip Kaczmarek, na co dzień szef poznańskiej PO. Kiedy na mundialu Holandia strzelała drugiego gola rywalowi z Ameryki Południowej, nasz polityk, siedząc za biurkiem we francuskim Strasburgu, ni z tego, ni z owego ogłosił na swoim blogu: "Dość Palikota". W tej niezwykłej formie zapowiedział złożenie wniosku o usunięcie posła Janusza Palikota z Platformy. Ożywił w ten sposób senne życie polityczne w całym kraju, a wynik starcia Holandii z Urugwajem stracił w tym momencie jakiekolwiek znaczenie.
Czyj to pomysł?
Naiwnością jest sądzić, że Filip Kaczmarek podczas nudnych obrad Parlamentu Europejskiego wpadł na ten pomysł sam z siebie. Łańcuszek wydarzeń jest oczywisty. Nowy marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna Palikota zdzierżyć nie może. Za człowieka Schetyny uchodzi poseł Rafał Grupiński, od dwóch miesięcy lider wielkopolskiej Platformy, a Filip Kaczmarek poparcia dla Grupińskiego nie kryje. Dzięki niemu przecież wygrał marcowe wybory na lidera poznańskiej Platformy. Europoseł, pytany przez "Gazetę" o kulisy powstania tego rewolucyjnego wniosku, stanowczo zaprzecza, że za wszystkim stoi Schetyna. Przekonuje, że na ten pomysł wpadł sam, bez jakichkolwiek konsultacji. Ale nie takie zaprzeczenia słyszałem już z ust polityków.
Hierarchia w każdej partii jest oczywista. Niczym niewyróżniający się polityk z Poznania nie może ot tak sobie złożyć wniosku o usunięcie popularnego, choć kontrowersyjnego działacza, którym emocjonuje się cała Polska. Takie rzeczy muszą być uzgadniane z warszawską centralą.
Kilka miesięcy temu poseł Waldy Dzikowski ogłosił w poznańskim ratuszu, że Ryszard Grobelny wstępuje do Platformy i będzie jej kandydatem na prezydenta. Później przyznał, że zareklamował Grobelnego po konsultacji z premierem Donaldem Tuskiem. Nie inaczej zapewne było z deklaracją Filipa Kaczmarka, który swój pomysł musiał konsultować z przełożonymi.
Ważne jest jeszcze coś innego. Ten krótki wpis na blog wywołał w Poznaniu lawinę istotnych wydarzeń. Spór o Palikota przysłonił nam tym samym jesienne wybory samorządowe.
Rusza śniegowa kula
Głos zabrało wielu. Najpierw zachowaniu Kaczmarka dziwił się najpopularniejszy poseł w regionie - Waldy Dzikowski. Zdziwienie jest jednak usprawiedliwione, bo obaj panowie sympatią się nie darzą.
Dwa dni później wniosek o usunięcie Kaczmarka z Platformy złożył lubelski poseł Stanisław Żmijan, bliski współpracownik Janusza Palikota. Poznański polityk już dziś miał stanąć przed Krajowym Sądem Koleżeńskim PO, ale z racji zaprzysiężenia Bronisława Komorowskiego poczeka na werdykt jeszcze miesiąc.
Kula śniegowa zabrała następnych, bo w obronie ostrych słów Palikota stanęli m.in. aktorzy poznańskiego Teatru Ósmego Dnia. To z kolei się nie spodobało wiceprezydentowi Poznania Sławomirowi Hincowi, który wezwał na dywanik dyrektor Ewę Wójciak.
Na to zareagował radny PO Jakub Jędrzejewski, który zarzucił Hincowi szkodzenie Platformie. Na deser Grzegorz Gauden w proteście przeciwko Hincowi zrezygnował z zasiadania w poznańskiej Radzie Merytorycznej Europejskiej Stolicy Kultury.
Lada dzień zbierze się zarząd miejski PO, który - zamiast szykować strategię na wybory - zajmie się Palikotem, Hincem i całą resztą. Sporo jak na wakacyjny miesiąc w polityce.
A gdzie program dla Poznania?
Chcąc nie chcąc, wzbudzający emocje polityk z dalekiego Lublina na trzy miesiące przed wyborami wpłynął na losy polityki w sercu Wielkopolski.
Problem polega na tym, że poznaniaków nie interesują partyjne przepychanki, tylko losy ich ukochanego miasta. Zamiast zastanawiać się nad tym, kto bardziej szkodzi Platformie - Hinc czy Palikot; czy Kaczmarek wyrzuci Palikota, czy odwrotnie - warto by wreszcie zaprezentować mieszkańcom oficjalnie Ryszarda Grobelnego jako kandydata na prezydenta i przedstawić program wyborczy na najbliższe cztery lata. Od wyborów partyjnych w PO w regionie minęły już dwa miesiące, ale panowie do tej pory nie potrafili usiąść twardo przy stole i szybko wynegocjować, co trzeba. Odbyły się tylko jakieś niezobowiązujące rozmowy na szczytach władzy i każdy poszedł w swoją stronę. Nikomu nigdzie się nie spieszy.
Zachowanie polityków Platformy jest poniekąd zrozumiałe. Start Ryszarda Grobelnego oznacza jego zwycięstwo w pierwszej turze i dlatego wszyscy są pewni swego. Oby jednak politycy PO się nie przejechali, bo zdobycie absolutnej większości w radzie miasta nie jest już wcale takie oczywiste. Tutaj każdy głos się będzie liczył i jeśli Platforma zwlekać będzie z decyzjami i programem dla miasta, to tego jednego, który da pełnię władzy, może zabraknąć.
Opozycja nie ma siły
Dziwne, że tej kłótni w poznańskiej Platformie nie potrafią wykorzystać rywale z PiS i SLD. Aż się prosi, by mimo wakacji ogłosić nazwiska swoich kandydatów i przystąpić do ataku. Grzegorz Napieralski, rozdając ulotki przed szóstą rano i kupując warzywa na targowiskach, pokazał, jak się robi skuteczną kampanię. Tematów samograjów u nas nie brakuje. Wystarczy pójść do Cegielskiego czy ZNTK, porozmawiać z pracownikami i zdobyć przychylne głosy. Problem polega na tym, że obie partie są w Poznaniu tak słabe, że nie mogą wśród swoich szeregów znaleźć skutecznego i odważnego kandydata. A jeśli już ktoś chce próbować (np. Zbigniew Czerwiński z PiS), to nie podoba się przełożonym.
W ten sposób motywem przewodnim w kampanii stanie się w stolicy Wielkopolski Janusz Palikot, a nie nowa linia tramwajowa na ul. Ratajczaka albo trzecia rama komunikacyjna. Platforma zaś będzie traciła czas na znajdywanie kompromisu w drugorzędnej sprawie, która dla życia przeciętnego poznaniaka nie ma większego znaczenia.
- 6 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
11 głosów
-
W Poznaniu Palikot ważniejszy od tramwaju
zajob
06.08.10, 13:20
Nareszcie jakiś artykuł, w którym redaktor Tomasz Cylka miał odwagę napisaćcoś więcej niż to głosi wersja oficjalna. Czekamy jeszcze na inne, analizująceprogram PO w Poznaniu, jego »
Najczęściej czytane24 htydzień



