Szarlatani i szajbusy, czyli politycy o podatkach

Adam Leszczyński
01.08.2010 , aktualizacja: 01.08.2010 21:00
A A A Drukuj
"Szarlatani i szajbusy" (ang. "charlatans and cranks") - tak w pierwszym wydaniu bardzo popularnego podręcznika ekonomii nazwał gospodarczych doradców prezydenta Reagana prof. Greg Mankiw z Harwardu.
Szło o podatki - i to nie o ideę, że warto je obniżać, tylko o pogląd, że obniżki podatków naprawdę nie zmniejszają wpływów do budżetu. Dlaczego? Bo - brzmiał argument - niższe podatki pobudzają wzrost gospodarczy, a wzrost przekłada się na wyższe wpływy z podatków, nawet jeśli ich stawki są niższe. (Anglosasi, którzy mają krótkie i lapidarne nazwy na wszystko, nazywają to „supply-side economics”; opis dyskusji można znaleźć na blogu Mankiwa ])

Dyskusja dziś wraca, bo amerykańscy politycy szykują się do debaty nad tym, czy przedłużyć na następne lata obniżki podatków wprowadzone za czasów Busha. "Polityczny geniusz tej idei jest oczywisty" - pisze na swoim blogu Martin Wolf, główny komentator ekonomiczny "Financial Times". "Ta doktryna przeobraziła Republikanów z partii mniejszościowej w większościową. Pozwoliła im obiecywać niższe podatki, niższe deficyty oraz, w rezultacie, niezmienione wydatki publiczne. Dlaczego ludzie nie mieliby nie lubić tej kombinacji? Kto nie lubi darmowego lunchu?"

Lunch jednak, jak przypomina Wolf, wcale nie był darmowy. Według danych MFW w czasach Reagana i pierwszego Busha zadłużenie Ameryki wzrosło z 33 proc. do 64 proc. PKB. Potem spadło do 57 proc. za Billa Clintona, żeby znów podskoczyć do 69 proc. PKB za rządów Busha II. Dla porównania: "pakiet stymulacyjny" Obamy - znienawidzony i wyśmiewany przez konserwatystów - zwiększy poziom zadłużenia o równowartość 4,7 proc. PKB w 2009-2010 r. Amerykańskie zadłużenie zwiększy się znacznie bardziej (o 23,5 proc. PKB, wliczając w to pakiet stymulacyjny), ale nie z powodu wzrostu wydatków, tylko najgłębszego od kilkudziesięciu lat kryzysu, który sprawił, że wpływy podatkowe drastycznie spadły.

Tyle statystyka, teraz polityka. Dawno, dawno temu to konserwatyści lubili uważać się za partię ludzi odpowiedzialnych: zwolenników zrównoważonego budżetu, niskich podatków i niskich wydatków. Praktyka rządzenia Republikanów - przynajmniej od czasów Reagana - była jednak zupełnie inna: za obniżkami podatków nigdy nie szło zmniejszanie wydatków. Przeciwnie: Bush II obniżył podatki, prowadząc dwie najbardziej kosztowne wojny w historii Stanów Zjednoczonych.

Politycy mogą robić takie rzeczy, bo pozwalają im na to wyborcy. Amerykanie - kiedy ich zapytać - są oczywiście za zmniejszeniem wydatków federalnych i zrównoważonym budżetem. Problem jednak w tym, że za każdą pozycją w astronomicznym budżecie federalnym - nawet najbardziej surrealistyczną, jak np. za dotacjami dla hodowców krewetek - stoi zorganizowane lobby, które przekłada się na głosy w wyborach. Amerykanie chcą ciąć wydatki, ale zawsze nie te, które ich osobiście dotyczą.

Wolf: "Czy zatem kiedy Republikanie krytykują rosnące zadłużenie za Obamy, trzeba ich traktować poważnie? Tak i nie. Tak, są politycznie zainteresowani oskarżaniem Obamy za deficyt (). Ale nie, to nie deficyty same w sobie martwią Republikanów, tylko raczej sposób, w jaki powstają: deficyty tworzone przez obniżki podatków są w porządku, ale wzrosty wydatków za Demokratów są diaboliczne, chyba że chodzi o armię".

Dlatego Republikańscy senatorzy w lipcu głosowali przeciwko przedłużeniu wypłacania zasiłków dla bezrobotnych (koszt: 30 mld dol.), a są za przedłużeniem obniżek podatków wprowadzonych za Busha II (koszt: 650 mld dol. w ciągu najbliższych 10 lat). Oficjalny argument? Obniżki podatków pobudzą gospodarkę, co spowoduje wzrost wpływów z podatków, itd. Ciąg dalszy znamy.

"To ekonomiczne wudu" - pisze w "New York Timesie" laureat Nagrody Nobla i sprzyjający Demokratom komentator ekonomiczny Paul Krugman. "Być może dlatego nie powinno zaskakiwać, że wiara w magiczne moce obniżania podatków jest jak zombie: nie ma znaczenia, ile razy zabijesz je faktami, ciągle wraca. I mimo że regularnie nie sprawdza się w praktyce, jest dziś, bardziej niż kiedykolwiek, oficjalnym stanowiskiem Republikanów".

Hipokryzja w polityce oczywiście często się opłaca - i Republikanie są na dobrej drodze, żeby zyskać większość w Kongresie po wyborach tej jesieni.

Jaki jednak stąd morał dla nas? Że niższe podatki są miłe, ale nie są darmowym lunchem. Jak wszystko w życiu, mają swoją cenę - i być może czasami nie są jej warte. Jeśli ktoś powie, że obniżanie podatków to lekarstwo na wszystkie gospodarcze problemy, trzeba mu zmierzyć temperaturę i wysłać do lekarza. A z pewnością nie wierzyć na słowo.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy