Policja: Więcej fotoradarów na poznańskich ulicach!
29.07.2010
, aktualizacja: 28.07.2010 21:07
Kiedy Sejm zdecyduje, że z ulic muszą zniknąć wszystkie puste puszki na fotoradary, w Poznaniu z dziewięciu pozostaną tylko trzy. Ale nasza drogówka proponuje, żeby - zamiast rozbierać skrzynki - wypełnić je wszystkie nowymi urządzeniami
ZOBACZ TAKŻE
- Krzyżem w dewelopera, czyli protest na Ratajach (29-07-10, 10:00)
- Strażnicy zarabiali na fotoradarach: nawet po 150 zł (22-10-09, 18:16)
- Nielegalne wyścigi: Policja znów szybsza [ZDJĘCIA] (21-08-09, 19:10)
- Kierowcy kontra policjanci. Walka na drogach (20-07-09, 05:00)
SONDAŻ
Fotoradar można spotkać w Poznaniu na jednej z ośmiu stacji bazowych: na Grunwaldzkiej, Hetmańskiej, Reymonta, na Ks. Mieszka I, Wyszyńskiego, Bałtyckiej, Baraniaka czy Drodze Dębińskiej. Strażnicy miejscy mają do dyspozycji trzy fotoradary. To i tak nie najgorzej, bo wielkopolska policja na kilkadziesiąt skrzynek ma tylko osiem fotoradarów.
Wczoraj poznańska straż miejska chwaliła się nowym urządzeniem do rejestrowania prędkości. Najnowszy nabytek ma świetne parametry techniczne. Lampa w aparacie nie razi kierowców i może robić zdjęcia w temperaturze od -30 do +60 st. C. Radar może wędrować między kolejnymi masztami lub namierzać kierowców z samochodu.
Tymczasem Sejm pracuje nad projektem ustawy, która zlikwiduje puste maszty i atrapy fotoradarów. Posłowie chcą, aby fotoradar był widoczny i dobrze oznaczony. A kierowca musi mieć pewność, że - jeśli mija maszt - to w środku jest sprawne urządzenie. Tak jest już m.in. w Niemczech. Jeśli nowe przepisy wejdą w życie, miasto będzie musiało zlikwidować puste skrzynki lub zapełnić je fotoradarami. A kupno sześciu takich urządzeń to ponadmilionowy wydatek.
Dr Michał Beim, ekspert od transportu: - Nie potępiałbym zakupu dodatkowych fotoradarów, ale one raczej nie poprawią kultury jazdy i nie zapewnią bezpieczeństwa na drogach. Czasami jest wręcz odwrotnie, bo samochody, widząc skrzynkę, nagle hamują. A czy opłaca się w nie inwestować? Na pewno. Wiele gmin traktuje fotoradary jako dodatkowe źródło dochodów.
Wiceprezydent Tomasz Kayser zapewnia, że w Poznaniu fotoradary nie są maszynkami do zarabiania pieniędzy. - To, gdzie znajduje się fotoradar, kierowcy mogą codziennie sprawdzić na stronie internetowej, więc kontrole są jawne - podkreśla. - Fotoradary nie mają łapać kierowców, ale poprawiać bezpieczeństwo w miejscach, gdzie dochodzi do największej liczby wypadków. I to się udaje. W porównaniu z ubiegłym rokiem mamy dwie trzecie wypadków mniej.
Józef Klimczewski, szef poznańskiej drogówki, chciałby, aby fotoradary znalazły się w każdej skrzynce. - Radar jest po to, aby poprawiać bezpieczeństwo - zaznacza.
Czy nasze miasto stać na dokupienie do pustych puszek sześciu urządzeń? - Weźmiemy to pod uwagę jako jedną z potrzeb w zakresie bezpieczeństwa w mieście - mówi wiceprezydent Kayser. I dodaje: - Zadecydujemy, czy jest to najpilniejsza sprawa.
Wczoraj poznańska straż miejska chwaliła się nowym urządzeniem do rejestrowania prędkości. Najnowszy nabytek ma świetne parametry techniczne. Lampa w aparacie nie razi kierowców i może robić zdjęcia w temperaturze od -30 do +60 st. C. Radar może wędrować między kolejnymi masztami lub namierzać kierowców z samochodu.
Tymczasem Sejm pracuje nad projektem ustawy, która zlikwiduje puste maszty i atrapy fotoradarów. Posłowie chcą, aby fotoradar był widoczny i dobrze oznaczony. A kierowca musi mieć pewność, że - jeśli mija maszt - to w środku jest sprawne urządzenie. Tak jest już m.in. w Niemczech. Jeśli nowe przepisy wejdą w życie, miasto będzie musiało zlikwidować puste skrzynki lub zapełnić je fotoradarami. A kupno sześciu takich urządzeń to ponadmilionowy wydatek.
Dr Michał Beim, ekspert od transportu: - Nie potępiałbym zakupu dodatkowych fotoradarów, ale one raczej nie poprawią kultury jazdy i nie zapewnią bezpieczeństwa na drogach. Czasami jest wręcz odwrotnie, bo samochody, widząc skrzynkę, nagle hamują. A czy opłaca się w nie inwestować? Na pewno. Wiele gmin traktuje fotoradary jako dodatkowe źródło dochodów.
Wiceprezydent Tomasz Kayser zapewnia, że w Poznaniu fotoradary nie są maszynkami do zarabiania pieniędzy. - To, gdzie znajduje się fotoradar, kierowcy mogą codziennie sprawdzić na stronie internetowej, więc kontrole są jawne - podkreśla. - Fotoradary nie mają łapać kierowców, ale poprawiać bezpieczeństwo w miejscach, gdzie dochodzi do największej liczby wypadków. I to się udaje. W porównaniu z ubiegłym rokiem mamy dwie trzecie wypadków mniej.
Józef Klimczewski, szef poznańskiej drogówki, chciałby, aby fotoradary znalazły się w każdej skrzynce. - Radar jest po to, aby poprawiać bezpieczeństwo - zaznacza.
Czy nasze miasto stać na dokupienie do pustych puszek sześciu urządzeń? - Weźmiemy to pod uwagę jako jedną z potrzeb w zakresie bezpieczeństwa w mieście - mówi wiceprezydent Kayser. I dodaje: - Zadecydujemy, czy jest to najpilniejsza sprawa.
- 8 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Policja: Więcej fotoradarów na poznańskich ulic...
dr.europa
29.07.10, 13:28
Tak właśnie. W ramach oszczędności i nie tylko proponuję zwolnić 2 (niepotrzebnych już) policjantów za każdy kolejny radar.»
Najczęściej czytane24 htydzień




