Co wolno urzędnikowi?
27.07.2010
, aktualizacja: 27.07.2010 11:32
ZOBACZ TAKŻE
- Listy: mamy dowód na to, że władza demoralizuje (27-07-10, 11:39)
Albo wiceprezydent Sławomir Hinc jest tak zmęczony, że nie wie, co mówi, albo - co gorsza - chociaż wie, co mówi, to nie wie, o czym. Urzędnik miejski to ktoś, kto czuwa nad kulturą w mieście, stwarza jej dobre warunki do rozwoju, co wyraża się m.in. przyznawaniem dotacji na jej działalność. Ale pieniądze pochodzą z kasy miejskiej, a nie z kieszeni urzędnika i dlatego on sam nie może zachowywać się jak prywatny mecenas, który daje ze swojego - bo daje z NASZEGO.
Urzędnik to także ktoś, kto musi znać twórców kultury, wiedzieć, na czym polega ich specyfika, szanować ich historię. Wiceprezydent Hinc zachowuje się jak człowiek, który o Teatrze Ósmego Dnia dowiedział się w momencie, kiedy zaczął pracować w administracji publicznej. Pewnie nie wie, że istotą Ósemek - od chwili powstania - jest ich głębokie zaangażowanie polityczne. Tak jak zespołowość, którą na każdym kroku podkreślają. Mówienie, że powinni być apolityczni, to zakazywanie działalności. A to już postawa, którą urzędnik miejski powinien się brzydzić. Szczególnie urzędnik odpowiedzialny za kulturę, od którego wymaga się przecież większej otwartości i tolerancji niż od przeciętnego urzędnika.
Wiceprezydent Hinc światowego obycia nie ma, bo wygłasza głupoty w stylu: "Teatr jest powołany do kreowania i promowania wydarzeń kulturalnych, a nie politycznych". Nie wiem, o jakim teatrze mówi - może o elżbietańskim? W przeszłości mieliśmy w mieście radnych, którym nie podobał się repertuar Teatru Polskiego za czasów Pawła Łysaka i Pawła Wodzińskiego. Drażniły i bulwersowały przedstawienia Anny Augustynowicz ("Pasożyci"), Grzegorza Jarzyny ("4.48 Psychosis") czy Krzysztofa Warlikowskiego ("Oczyszczeni"). Skończyło się wywaleniem obu dyrektorów. Sławomir Hinc, który do tej pory sprawiał wrażenie rozsądnego, też chyba wpadł w pułapkę władzy. Polityczna postawa Ósemek może go wkurzać, ale prywatnie. A grozić palcem i upominać mógłby wtedy, gdyby Ewa Wójciak przekroczyła budżet - kupiła sobie maserati i urządziła prywatną imprezę w siedzibie teatru. Fakt, że Ósemki są na utrzymaniu miasta, nie może oznaczać, że nie mają prawa mówić własnym głosem.
Urzędnik to także ktoś, kto musi znać twórców kultury, wiedzieć, na czym polega ich specyfika, szanować ich historię. Wiceprezydent Hinc zachowuje się jak człowiek, który o Teatrze Ósmego Dnia dowiedział się w momencie, kiedy zaczął pracować w administracji publicznej. Pewnie nie wie, że istotą Ósemek - od chwili powstania - jest ich głębokie zaangażowanie polityczne. Tak jak zespołowość, którą na każdym kroku podkreślają. Mówienie, że powinni być apolityczni, to zakazywanie działalności. A to już postawa, którą urzędnik miejski powinien się brzydzić. Szczególnie urzędnik odpowiedzialny za kulturę, od którego wymaga się przecież większej otwartości i tolerancji niż od przeciętnego urzędnika.
Wiceprezydent Hinc światowego obycia nie ma, bo wygłasza głupoty w stylu: "Teatr jest powołany do kreowania i promowania wydarzeń kulturalnych, a nie politycznych". Nie wiem, o jakim teatrze mówi - może o elżbietańskim? W przeszłości mieliśmy w mieście radnych, którym nie podobał się repertuar Teatru Polskiego za czasów Pawła Łysaka i Pawła Wodzińskiego. Drażniły i bulwersowały przedstawienia Anny Augustynowicz ("Pasożyci"), Grzegorza Jarzyny ("4.48 Psychosis") czy Krzysztofa Warlikowskiego ("Oczyszczeni"). Skończyło się wywaleniem obu dyrektorów. Sławomir Hinc, który do tej pory sprawiał wrażenie rozsądnego, też chyba wpadł w pułapkę władzy. Polityczna postawa Ósemek może go wkurzać, ale prywatnie. A grozić palcem i upominać mógłby wtedy, gdyby Ewa Wójciak przekroczyła budżet - kupiła sobie maserati i urządziła prywatną imprezę w siedzibie teatru. Fakt, że Ósemki są na utrzymaniu miasta, nie może oznaczać, że nie mają prawa mówić własnym głosem.
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień


