Sprzątanie po nawałnicy. Poznaniacy liczą straty
26.07.2010
, aktualizacja: 26.07.2010 19:25
- Woda zalała nas na ponad dwa metry. Rozlał się olej. Wszystko jest do wyrzucenia - skarży się Michał Połczyński
ZOBACZ TAKŻE
- Zobacz schron prezydenta Grobelnego! [ZDJĘCIA] (26-07-10, 20:00)
- Tramwaje objazdami, pasażerowie piechotą (26-07-10, 19:15)
- Takiej ulewy nie było w Poznaniu od dwóch lat (25-07-10, 20:37)
W całym Poznaniu trwa wielkie sprzątanie. Również na Sołaczu, gdzie po jednej ze stron al. Wielkopolskiej w sobotę woda zalała dosłownie wszystko. Jeszcze w poniedziałek po południu mieszkańcy ją wypompowywali. Pracownicy jednej z firm wynosili segregatory z uratowanymi dokumentami, by suszyły się na słońcu. - To już ósmy raz, gdy nas zalewa! Najgorzej było w 2007 r. i teraz - denerwuje się 60-letni Krzysztof Połczyński. Opisuje, co się działo w sobotę: - Bodganka zaczęła wylewać rano, jeszcze po południu przybierała, a dopiero o 20 zaczęła opadać. Woda uszkodziła mi płot, który postawiłem kiedyś za kilkadziesiąt tysięcy złotych. Teraz nawet nie mam pieniędzy, żeby go naprawić.
Dwa domy dalej brat pana Krzysztofa, Michał Połczyński, prowadzi firmę z tworzywami sztucznymi. - Woda zalała nas na ponad dwa metry. Rozlał się olej. Teraz wszystko jest do wyrzucenia. Również to, co było na sprzedaż - załamuje ręce. - Co będzie dalej? Nie wiem. Trzy lata temu po ulewie wziąłem kredyt i postawiłem firmę na nogi. Teraz znów dostałem w łeb.
Ucierpiały też miejskie instytucje. Zalało m.in. szpitale przy ul. Długiej i Krysiewicza.
Koszty liczy również Zarząd Dróg Miejskich. Jezdnia na Dolnej Wildzie (od Hetmańskiej do św. Jerzego) oraz na Ojca Żelazka jest tak uszkodzona, że trzeba było zamknąć te fragmenty ulic dla ruchu.
Na Dworcu Głównym PKP uszkodzeniu uległo 30 styków rozjazdowych. Pociągi są kierowane na nieuszkodzone tory, nie mają opóźnień.
Czy można coś zrobić, by skutki kolejnych ulew nie były tak drastyczne dla mieszkańców? Krzysztof Połczyński uważa, że tak: - Od lat walczymy, by coś z tym zrobić. Na Sołaczu wystarczyłoby poszerzyć odpływ Bodganki do Warty, tak żeby nie zalewała nas przy każdym większym deszczu. Ale urzędnicy nas lekceważą, często nawet nie odpisują na nasze pisma.
Urzędnicy nie mają żadnych planów, by poprawić sytuację. Tłumaczą, że ulewne deszcze zawsze wiążą się ze szkodami i nie da się ich całkowicie uniknąć. - Tak jest na całym świecie. Mamy odpowiednie służby, takie jak Aquanet, które działają w podobnych sytuacjach. A także wyciągają wnioski - mówi Rafał Łopka z biura prasowego Urzędu Miasta. Czy to oznacza, że nie ma owym służbom nic do zarzucenia? - Tego nie powiedziałem - zastrzega.
W podobnym tonie wypowiada się Dorota Wiśniewska, rzeczniczka Aquanetu: - Nasza kanalizacja zadziałała w sobotę prawidłowo. Gdyby było inaczej, całe miasto stałoby w wodzie. Rok ma 365 dni, z czego przez 364 nie ma żadnego problemu. Oczywiście robimy wszystko, by uniknąć takich sytuacji. A gdy już spadnie taki deszcz, nasze ekipy jeżdżą, wypompowują, pomagają ludziom.
Mieszkańcy al. Wielkopolskiej zapowiadają jednak, że nie odpuszczą urzędnikom. Czy będą ubiegać się o odszkodowanie? - Nie wiem. Spotkam się z sąsiadami i zdecydujemy, co dalej. Od niedawna można składać pozwy zbiorowe, może z tego skorzystamy - mówi Krzysztof Połczyński.
Dorota Wiśniewska z Aquanetu: - Mieszkańcy często występują do nas o odszkodowanie, ale większość wniosków jest niezasadna. Nie odpowiadamy za całą kanalizację, tylko za jej część. Innym wypłacamy odszkodowania, najczęściej to kwoty po kilkaset złotych.
Wypłacania odszkodowań nie przewiduje Urząd Miasta. Rafał Łopka: - Mieszkańcy mogą liczyć na odszkodowanie tylko w ramach ubezpieczenia.
Szkopuł w tym, że ubezpieczyciele niechętnie sprzedają takie polisy na zagrożonych terenach, bo ryzyko jest zbyt duże.
Wnioski z ulewnych deszczów wyciągają za to kolejarze. W sobotę po raz kolejny przejście podziemne na dworcu zostało zalane. - Obecny kolektor przy Głogowskiej nie jest zbyt wydolny. Dlatego budujemy doraźnie własną przepompownię, dzięki której woda nie będzie już spływać do tunelu. W pierwszych dniach sierpnia będzie gotowa - mówi Zbigniew Wolny z PKP Polskie Linie Kolejowe.
Dwa domy dalej brat pana Krzysztofa, Michał Połczyński, prowadzi firmę z tworzywami sztucznymi. - Woda zalała nas na ponad dwa metry. Rozlał się olej. Teraz wszystko jest do wyrzucenia. Również to, co było na sprzedaż - załamuje ręce. - Co będzie dalej? Nie wiem. Trzy lata temu po ulewie wziąłem kredyt i postawiłem firmę na nogi. Teraz znów dostałem w łeb.
Ucierpiały też miejskie instytucje. Zalało m.in. szpitale przy ul. Długiej i Krysiewicza.
Koszty liczy również Zarząd Dróg Miejskich. Jezdnia na Dolnej Wildzie (od Hetmańskiej do św. Jerzego) oraz na Ojca Żelazka jest tak uszkodzona, że trzeba było zamknąć te fragmenty ulic dla ruchu.
Na Dworcu Głównym PKP uszkodzeniu uległo 30 styków rozjazdowych. Pociągi są kierowane na nieuszkodzone tory, nie mają opóźnień.
Czy można coś zrobić, by skutki kolejnych ulew nie były tak drastyczne dla mieszkańców? Krzysztof Połczyński uważa, że tak: - Od lat walczymy, by coś z tym zrobić. Na Sołaczu wystarczyłoby poszerzyć odpływ Bodganki do Warty, tak żeby nie zalewała nas przy każdym większym deszczu. Ale urzędnicy nas lekceważą, często nawet nie odpisują na nasze pisma.
Urzędnicy nie mają żadnych planów, by poprawić sytuację. Tłumaczą, że ulewne deszcze zawsze wiążą się ze szkodami i nie da się ich całkowicie uniknąć. - Tak jest na całym świecie. Mamy odpowiednie służby, takie jak Aquanet, które działają w podobnych sytuacjach. A także wyciągają wnioski - mówi Rafał Łopka z biura prasowego Urzędu Miasta. Czy to oznacza, że nie ma owym służbom nic do zarzucenia? - Tego nie powiedziałem - zastrzega.
W podobnym tonie wypowiada się Dorota Wiśniewska, rzeczniczka Aquanetu: - Nasza kanalizacja zadziałała w sobotę prawidłowo. Gdyby było inaczej, całe miasto stałoby w wodzie. Rok ma 365 dni, z czego przez 364 nie ma żadnego problemu. Oczywiście robimy wszystko, by uniknąć takich sytuacji. A gdy już spadnie taki deszcz, nasze ekipy jeżdżą, wypompowują, pomagają ludziom.
Mieszkańcy al. Wielkopolskiej zapowiadają jednak, że nie odpuszczą urzędnikom. Czy będą ubiegać się o odszkodowanie? - Nie wiem. Spotkam się z sąsiadami i zdecydujemy, co dalej. Od niedawna można składać pozwy zbiorowe, może z tego skorzystamy - mówi Krzysztof Połczyński.
Dorota Wiśniewska z Aquanetu: - Mieszkańcy często występują do nas o odszkodowanie, ale większość wniosków jest niezasadna. Nie odpowiadamy za całą kanalizację, tylko za jej część. Innym wypłacamy odszkodowania, najczęściej to kwoty po kilkaset złotych.
Wypłacania odszkodowań nie przewiduje Urząd Miasta. Rafał Łopka: - Mieszkańcy mogą liczyć na odszkodowanie tylko w ramach ubezpieczenia.
Szkopuł w tym, że ubezpieczyciele niechętnie sprzedają takie polisy na zagrożonych terenach, bo ryzyko jest zbyt duże.
Wnioski z ulewnych deszczów wyciągają za to kolejarze. W sobotę po raz kolejny przejście podziemne na dworcu zostało zalane. - Obecny kolektor przy Głogowskiej nie jest zbyt wydolny. Dlatego budujemy doraźnie własną przepompownię, dzięki której woda nie będzie już spływać do tunelu. W pierwszych dniach sierpnia będzie gotowa - mówi Zbigniew Wolny z PKP Polskie Linie Kolejowe.
- 3 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Sprzątanie po nawałnicy. Poznaniacy liczą straty
wszechpastor
26.07.10, 22:48
najważniejsze, ze Rysiowi bunkra nie zalało...»
-
Re: Sprzątanie po nawałnicy. Poznaniacy liczą str
funkenschlag
27.07.10, 00:38
Jeśli kogoś stać na *płot* za kilkadziesiąt tysięcy, to stać go na ubezpieczenie rzeczonego płotu. Chyba, że płot wybudowany był przed denominacją złotego...»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Poznań na zdjęciach dawniej i dziś. Lata ...
- Szach Iranu na Ratajach. Co tam robił w ...
- Poznań na zdjęciach dawniej i dziś. Lata ...
- Napad w centrum: Biznesmen stracił 700 tys. zł
- Poznań na zdjęciach dawniej i dziś. Lata 70-te
- Szkoły katolickie? Miasto mówi "nie"
- Bardzo tanio do Berlina. Nawet za złotówkę





