Takiej ulewy nie było w Poznaniu od dwóch lat

Natalia Mazur
25.07.2010 , aktualizacja: 25.07.2010 20:37
A A A Drukuj
Dworzec PKP po ulewie Fot. Tomasz Kaminskii / Agencja Gazeta Dworzec PKP po ulewie
Zalane piwnice, nieprzejezdne drogi, niedostępne perony Dworca Głównego PKP. W sobotę Poznań nawiedziła gigantyczna ulewa, na 1 m kw. spadło 60 litrów wody. Straż pożarna nie nadążała z interwencjami

Fot. Tomasz Kaminskii / Agencja Gazeta Aleja Wielkopolska po ulewie
Fot. Tomasz Kaminskii / Agencja Gazeta
Aleja Wielkopolska po ulewie
Szpital przy ul. Długiej
Fot. Tomasz Kaminskii / Agencja Gazeta
Szpital przy ul. Długiej
Aleja Wielkopolska po ulewie
Fot. Tomasz Kaminskii / Agencja Gazeta
Aleja Wielkopolska po ulewie
Szpital przy ul. Długiej
Fot. Tomasz Kaminskii / Agencja Gazeta
Szpital przy ul. Długiej
Ulewa na Lutyckiej
Fot. Tomasz Kaminskii / Agencja Gazeta
Ulewa na Lutyckiej
ZOBACZ TAKŻE
- Ile dziś przeniosłem kilogramów? Nie mam pojęcia. Kursujemy tak od czterech godzin - Mateusz Mucha odbiera od kuzyna dwa pełne 10-litrowe wiadra. Biegnie przez ogród i wylewa zawartość na ulicę. Z ojcem, wujem, bratem i dwoma kuzynami usiłują usunąć wezbraną w piwnicy wodę. Założona zaledwie rok temu kanalizacja nie radzi sobie z nadmiarem. Przy bramie panowie zbudowali zaporę: z worków i kawałka blachy, aby przejeżdżające al. Wielkopolską samochody nie zalewały z powrotem posesji. - Cudem udało nam się dodzwonić na straż pożarną. Przyjęli zgłoszenie kilka godzin temu i do teraz ich nie ma - wzdycha Mateusz i prędko wraca do piwnicy.

Zapadnięty asfalt na Wildzie

W sobotę Poznań nawiedziła gigantyczna ulewa. Do godz. 14 na 1 m kw. spadło 60 litrów wody. Dla porównania: średnio przez cały lipiec pada w naszym mieście 75 litrów na 1 m kw.

- Pompowanie, zalanie, pompowanie, zalany garaż, lokal, sklep... - aspirant sztabowy Halina Dylańska z wojewódzkiej komendy straży pożarnej przegląda meldunki z jednostek. Do godz. 15 wielkopolscy strażacy wzięli udział w 578 akcjach. Zgłoszeń odebrali dwa razy więcej, nie byli jednak w stanie realizować ich na bieżąco. Z trudem nadążali z odbieraniem telefonów. Żeby dodzwonić się na alarmowy numer 112, trzeba było czekać 15 minut.

Także dla drogówki sobota była gorącym dniem. Już o godz. 6 rano policjanci zamknęli ul. Lutycką pod wiaduktem na Woli. Część kierowców ignorowała barierki, by pokonać głęboką na 1,2 m kałużę. - Udało się! Właśnie po to mam terenowy samochód - cieszył się pan Michał. Woda niemal w całości przykryła maskę jego land rovera. Podobny manewr nie udał się kierowcy malucha, porzucił zatopiony wóz.

Na ul. Ojca Żelazka, na wysokości krzyża papieskiego na Wildzie, zapadł się asfalt. Ul. Baraniaka przy Galerii Malta przypominała rzekę. - Sytuacja była dramatyczna. Wszystkie załogi były w terenie, ręcznie sterowaliśmy ruchem - mówi szef drogówki Józef Klimczewski.

"Jezioro Dworcowe"

Woda zalała tory tramwajowe wzdłuż parków Sołackiego i Wodziczki oraz pętlę na os. Lecha. Problemy mieli też pasażerowie PKP. Na dworcu głównym, przy wejściu do zalanego przejścia podziemnego, witała ich taśma zabraniająca wstępu. Z przyklejoną kartką: "Zakaz skakania na główkę. Ratownik". - Przyczepiłem ją, jak ochroniarz nie widział - śmiał się Sebastian czekający na pociąg, który zawiezie go na wakacje do babci. Na peron dotarł przez tory. Wcześniej ochroniarz zerwał już z taśmy napis "Jezioro Dworcowe", dowcipni pasażerowie pytali go o przeprawę promową.

Woda w podziemiu zasłaniała dwa stopnie schodów. Właściciele w kaloszach ratowali, co się dało. - Robię już szósty kurs - pracownik piekarni Liczbańskich, Zbigniew Lisowski, brodził z pudełkami lodów i ciastek między sklepem a samochodem. - Trudno teraz oszacować straty, na zapleczu jest ciemno. Woda zalała lodówki, nie wiem, czy będą jeszcze działały - mówiła Agnieszka Liczbańska.

Ulewy znów w środę i czwartek

Woda wdarła się do piwnic szpitala przy ul. Długiej, paraliżując pracę poradni na parterze. Wejście do nich znajduje się poniżej poziomu ulicy. - A czy bufet czynny? - pytał pielęgniarki jeden z pacjentów. - Skąd! Tam woda do kolan - odpowiadała.

Dyrektor szpitala Jan Talaga martwił się o zasilanie bloku operacyjnego: - Jeśli nie przestanie padać, woda może zalać agregaty. A właśnie w taką pogodę, przy zmianie ciśnienia, przyjeżdża do nas najwięcej pacjentów z pękniętym tętniakiem aorty.

Szczęśliwie ulewa zelżała o godz. 15. Ale deszcze nie opuszczą Poznania. Synoptycy przewidują obfite opady (10-20 litrów na 1 m kw.) w środę i czwartek.

Ostatni raz podobna do sobotniej ulewa przydarzyła się w Poznaniu w kwietniu 2008 r. Po krótkiej, intensywnej burzy, strażacy mieli pełne ręce roboty przy wypompowywaniu wody z piwnic, a pod torowiskiem na ul. Głogowskiej zapadła się jezdnia. - Będziemy przeżywać ulewy z coraz większą intensywnością - twierdzi prof. Piotr Kowalczak z Instytutu Środowiska Rolniczego i Leśnego PAN. - Nie ma to nic wspólnego z ociepleniem klimatu. Problem leży w zbytnim uszczelnieniu miasta. Spójrzmy: wszędzie asfalt, pozbruk, woda nie ma gdzie spływać. A kanalizacja, obliczona na potrzeby miasta mniej szczelnego, nie jest w stanie jej odprowadzić.

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów