Znalazł się hak na dziką dyskotekę? To się okaże

Piotr Żytnicki
25.07.2010 , aktualizacja: 25.07.2010 20:34
A A A Drukuj
W Clubie Broadway może bawić się nie więcej niż 250 osób - nakazała straż pożarna. Dyskoteka tymczasem promuje się jako klub na trzy tysiące gości. Czy wreszcie znalazł się hak na tę samowolę?
Neon klubu Broadway przy Gwarnej w Poznaniu
Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
Neon klubu Broadway przy Gwarnej w Poznaniu
Dzika dyskoteka działa w bramie przy ul. Gwarnej 9 w centrum Poznania od listopada. Głośna muzyka i goście klubu stali się utrapieniem mieszkańców sąsiednich kamienic. Hałas trzykrotnie przekracza dopuszczalne normy. Ostatnio imprezowicze zniszczyli drzwi na klatkę schodową. A gdy ktoś zwraca im uwagę, grożą wybijaniem okien.

Mało tego! Dyskoteka powstała bez wymaganego prawem pozwolenia na przebudowę. Inspektorzy nie mogą jednak przeprowadzić kontroli, bo najemca ich unika. Przestał płacić czynsz. Właściciele wypowiedzieli umowę najmu i skierowali do sądu wniosek o eksmisję. Miasto z tego powodu cofnęło już koncesję na sprzedaż alkoholu. Ale niezwykle skuteczny prawnik Broadwaya zażaleniami i pozwami blokuje wszelkie niekorzystne decyzje. I zabawa trwa dalej.

"Gazeta" pisze o dzikiej dyskotece od pięciu miesięcy. Po ostatnim artykule prezydent Poznania Ryszard Grobelny zaprosił na spotkanie przedstawicieli policji, straży miejskiej, nadzoru budowlanego, swoich urzędników i prawników. Co dały te zakulisowe negocjacje? Rzecznik prezydenta Anna Szpytko: - Potwierdziło się, że każda z służb podejmowała niezliczone interwencje i próby rozwiązania problemu. Przeszkodą były dalece niedoskonałe przepisy i ewidentnie zła wola właściciela.

Ale "Gazeta", idąc tropem podrzuconym przez jednego z czytelników, ustaliła, że dyskotekę pięć miesięcy temu skontrolowała straż pożarna. I wydała wtedy szereg zaleceń. Najważniejsze z nich - z rygorem natychmiastowej wykonalności - dotyczyło liczby osób mogących bawić się w klubie. Zdaniem strażaków, ze względów bezpieczeństwa, nie może być to więcej niż 250 osób. Sęk w tym, że sam Broadway od początku działalności promuje się jako klub na trzy tysiące gości.

W Broadwayu dawniej mieściły się garaże KW PZPR, a w ostatnich latach dom kupiecki. Nowy najemca bez pozwolenia wyburzył ścianki działowe i zrobił wielką dyskotekę. Byliśmy tam w piątkowy wieczór. W środku przeszklone loże, skórzane kanapy, dwie całkiem spore sale taneczne z muzyką house i dance, a także salka dla VIP-ów. Bawiło się kilkaset osób, ale trudno było policzyć, ile dokładnie. Na stronie internetowej klubu można zobaczyć jednak zdjęcia z największych imprez, gdy na parkiecie nie ma wolnego metra.

Jeszcze w czwartek strażacy twierdzili, że choć wydali zalecenia co do liczby gości, to nie są od stania przed dyskoteką i liczenia ich. Ale w piątek zmienili zdanie. - Będzie przeprowadzona kontrola sprawdzająca wykonanie zaleceń - mówi rzecznik poznańskiej straży Michał Kucierski.

Dlaczego strażacy do tej pory nie sprawdzili, czy ich zalecenie zostało wykonane? Kucierski tłumaczy, że nie docierały do nich sygnały, iż w Broadwayu może bawić się więcej osób. - Nie wiedzieliśmy, jak promuje się klub. Nie mamy obowiązku zaglądać na ich stronę internetową - mówi.

Straż zapowiada, że kontrolę wykonania zaleceń przeprowadzi w sierpniu. Będzie to jednak kontrola... zapowiedziana. Klub zostanie więc uprzedzony o niej i będzie wiedział, kiedy ograniczyć liczbę gości. - Nie możemy zrobić niezapowiedzianej kontroli. Takie jest zdanie naszych prawników - mówi Michał Kucierski.

Za Broadwayem stoją bracia Ryszard i Zbigniew M., którzy w latach 2005-2008 prowadzili dyskotekę Pulsar na poznańskich Ratajach. Pulsar utrudniał mieszkańcom życie nocnym hałasem i burdami. Batalia o zamknięcie trwała trzy lata. Zakończyła się, gdy bracia M. sami zwinęli interes. Wtedy nikt nie wiedział jeszcze, że przeniosą się do centrum Poznania.

Podziel się

  • 16 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów