Pożar w kamienicy na Wildzie: zginął człowiek
23.07.2010
, aktualizacja: 23.07.2010 21:04
Ratujcie dzieci! - krzyczeli mieszkańcy wielorodzinnego domu przy Kosińskiego 25. Wczoraj w jednym z mieszkań po godz. 15 wybuchł ogień. Przyczyną było prawdopodobnie zaprószenie.
ZOBACZ TAKŻE
- Zmuszał czternastolatkę do rozbierania się w internecie (21-07-10, 18:47)
- To syn zabił ojca - ustaliła prokuratura w Koninie (21-07-10, 17:50)
Nie żyje 53-letni lokator mieszkania, dwie osoby z sąsiednich lokali trafiły z lekkimi obrażeniami do szpitala. Ok. 30 osób strażacy musieli ewakuować.
- Syn wyjrzał na balkon i krzyknął: "Mamo, za ścianą jest pożar!" Zdążyłam zadzwonić po pomoc. Wzięliśmy psy i zaczęliśmy zbiegać. Na schodach było już czarno od dymu. Nic już nie widziałam - opowiada jedna z lokatorek.
Ogień wybuchł w kamienicy na pierwszym piętrze, w jednym z pokoi od ulicy.
Przed godziną trzecią na klatce pojawił się dym. Natychmiast podniosła się też temperatura. Część mieszkańców została uwięziona w domach. - Na poddaszu jest kobieta z dwójką małych dzieci. Ratujecie dzieci! - krzyczeli sąsiedzi, którym udało się uciec.
W akcji ratunkowej wzięło udział sześć zastępów i 24 ratowników.
Kiedy strażacy ugasili ogień i ewakuowali ludzi, zaczęli ratować drewniane stropy. By odciążyć konstrukcję, wyrzucali na ulicę nasiąknięte wodą meble, ubrania, dywany.
Wczoraj wieczorem inspektor z powiatowego nadzoru budowlanego uznał, że mieszkańcy lokali mogą wrócić na noc do swoich domów. Zalany jest za to sklep na parterze.
Prokuratura wszczęła śledztwo. Powołano biegłego. Wiele jednak wskazuje na to, że mogło dojść do zaprószenia.
Sąsiedzi opowiadają, że w feralnym mieszkaniu dochodziło do alkoholowych libacji. Bywała tu też policja.
- Syn wyjrzał na balkon i krzyknął: "Mamo, za ścianą jest pożar!" Zdążyłam zadzwonić po pomoc. Wzięliśmy psy i zaczęliśmy zbiegać. Na schodach było już czarno od dymu. Nic już nie widziałam - opowiada jedna z lokatorek.
Ogień wybuchł w kamienicy na pierwszym piętrze, w jednym z pokoi od ulicy.
Przed godziną trzecią na klatce pojawił się dym. Natychmiast podniosła się też temperatura. Część mieszkańców została uwięziona w domach. - Na poddaszu jest kobieta z dwójką małych dzieci. Ratujecie dzieci! - krzyczeli sąsiedzi, którym udało się uciec.
W akcji ratunkowej wzięło udział sześć zastępów i 24 ratowników.
Kiedy strażacy ugasili ogień i ewakuowali ludzi, zaczęli ratować drewniane stropy. By odciążyć konstrukcję, wyrzucali na ulicę nasiąknięte wodą meble, ubrania, dywany.
Wczoraj wieczorem inspektor z powiatowego nadzoru budowlanego uznał, że mieszkańcy lokali mogą wrócić na noc do swoich domów. Zalany jest za to sklep na parterze.
Prokuratura wszczęła śledztwo. Powołano biegłego. Wiele jednak wskazuje na to, że mogło dojść do zaprószenia.
Sąsiedzi opowiadają, że w feralnym mieszkaniu dochodziło do alkoholowych libacji. Bywała tu też policja.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć