Straż Miejska: mandat nie jest naszym celem
21.07.2010
, aktualizacja: 22.07.2010 00:32
- Możemy postawić pięciokrotnie więcej strażników, dać więcej mandatów, ale problemu nielegalnego parkowania tak nie rozwiążemy - mówi Tomasz Kayser, wiceprezydent Poznania.
ZOBACZ TAKŻE
- Słabsi uczniowie nie będą mieć miejsc w liceach? (22-07-10, 09:00)
- Zmocz się póki upał: wodne kurtyny na ulicach (22-07-10, 08:00)
- Kolejne posady w radio: nowi ludzie Rdesińskiego (21-07-10, 22:15)
- To syn zabił ojca - ustaliła prokuratura w Koninie (21-07-10, 17:50)
Jako wiceprezydent nadzoruje pan strażników miejskich. Jest pan z nich zadowolony?
Tomasz Kayser: - Patrzę na ich pracę przez pryzmat podejmowanych zadań dotyczących porządku i bezpieczeństwa oraz zgłoszeń od mieszkańców. Mieliśmy ich w ub.r. 66 tys. W 2008 r. było ich 58 tys., a w 2007 - 48 tys. Są takie zgłoszenia, które wymagają nie tylko interwencji, ale i prewencji. Mieliśmy problem z dzikami na Naramowicach. Strażnicy pomagali przenosić zwierzęta, ale też tłumaczyli mieszkańcom, żeby przestali dokarmiać dziki, bo to przyciąga je do miasta.
W przypadku problemów, w których mandat nie przynosi efektów, trzeba działać długofalowo, np. przeprowadzając regularne kontrole deratyzacji, oświetlenia posesji, kontrolując umowy na wywóz śmieci.
Co straż ma zamiar zrobić z nielegalnie parkującymi kierowcami, którzy są zmorą pieszych?
- Mandat nie jest celem, ale środkiem. Jeżeli dajemy dużo mandatów w jakimś miejscu, a zjawisko nadal trwa, to trzeba pomyśleć, czy nie szukać innych sposobów. Na ul. Szkolnej, gdzie wciąż parkowano na chodniku, ustawiliśmy paliki. Przy ul. Północnej jest wyższa szkoła, do której w weekendy przyjeżdżają studenci, część z nich parkuje nielegalnie. Po jednej stronie ulicy obowiązuje zakaz parkowania, bo chodnik jest wąski, ale w weekendy jest on praktycznie nieużywany. Dopuszczono więc tam parkowanie w soboty i niedziele. Na ul. Dominikańskiej wielu kierowców parkowało, bo autobus zasłaniał znak. Postawiliśmy więc więcej znaków "Parking dla autobusów". Analizujemy całe miasto pod kątem liczby mandatów i zastanawiamy się, jak ich na różne sposoby uniknąć. W ostatnim czasie wskazaliśmy ponad 40 takich miejsc - np. na ul. 28 Czerwca 1956 (Dębiec), na ul. Barzyńskiego (Jeżyce), Zakrzewskiego (Winogrady), Północnej.
Ale w tym działaniu nie widać całościowego podejścia do problemu, choćby w centrum, które powinno być priorytetem. Zastępca komendanta straży Jacek Chilomer tłumaczy się brakami kadrowymi. Ale radni z komisji bezpieczeństwa mówią, że władze Poznania nie prosiły o pieniądze na dodatkowe etaty. Tymczasem nielegalnie parkujących aut jest tak dużo, że strażnicy - poprzez wlepione mandaty - zarobiliby na siebie.
- To szerszy problem dotyczący całej polityki parkingowej miasta. Parkujące na staromiejskich uliczkach samochody to efekt tego, jak rozwinięta jest komunikacja publiczna czy system parkingów Park&Ride. Jeśli ich nie ma, tworzą się korki, brakuje miejsc postojowych. To system naczyń połączonych. Możemy postawić pięciokrotnie więcej strażników, dać więcej mandatów, ale problemu nie rozwiążemy. Pieniądze trzeba przeznaczać nie tylko na nowe etaty w straży, ale także na poprawę transportu publicznego. Choć oczywiście straż ma tak dużo zgłoszeń, że pracy starczyłoby dla większej liczby patroli.
Nasz Czytelnik Jacek Jaśkowiak zarzucił straży, że nie interweniuje w sprawie nielegalnego parkowania na ul. Dąbrowskiego.
- Znam ten problem. Straż już podjęła intensywniejsze działania represyjne. Uzgodniliśmy z Zarządem Dróg Miejskich, że w tym miejscu staną słupki uniemożliwiające parkowanie. Pan Jaśkowiak dostanie też od straży wykaz interwencji przeprowadzonych na tym terenie w ostatnim czasie.
Czy pana zdaniem poznaniacy są zadowoleni z pracy strażników?
- Z badań Pentora z 2009 r. wynika, że mieszkańcy mają nikłe pojęcie na temat tego, czym straż się zajmuje. Kojarzą ją tylko z zakładaniem blokad. A przecież interweniuje też m.in. w przypadku niszczenia zieleni, spadającego tynku, zepsutej huśtawki, nielegalnych wysypisk, żebractwa, porzuconych wraków. Straż odegrała też ważną rolę w zabezpieczaniu miasta przed powodzią.
Za co pochwaliłby pan strażników?
- Za to, że choć jest ich tylko ok. 330, to podejmują się tak wielu działań, z których tylko wycinek jest znany opinii publicznej. Ponadto duża i wciąż rosnąca liczba telefonów ze zgłoszeniami spraw od mieszkańców pokazuje skalę problemów, z którymi borykamy się w Poznaniu, a jednocześnie jest dowodem rosnącego zaufania do straży. Warto podkreślić, że strażnicy nie zajmują się jedynie "leczeniem objawów", ale i "profilaktyką". Wiele pozytywnych recenzji zbierają działania podejmowane w szkołach, w których strażnicy przejęli funkcję opiekunów. Wspólnie z nauczycielami dyżurują w czasie przerw, przeciwdziałają przemocy, handlowi narkotykami, prowadzą zajęcia edukacyjne.
A za co by pan ich zganił?
- Wolę mówić o wyzwaniach. Jest nim m.in. polepszenie współpracy z mieszkańcami. Chcemy, aby o strażniku myśleli: to nasz człowiek. By strażnik był postrzegany tak jak brytyjski policjant, który jeśli interweniuje, to znaczy, że działa we wspólnym interesie.
Tomasz Kayser: - Patrzę na ich pracę przez pryzmat podejmowanych zadań dotyczących porządku i bezpieczeństwa oraz zgłoszeń od mieszkańców. Mieliśmy ich w ub.r. 66 tys. W 2008 r. było ich 58 tys., a w 2007 - 48 tys. Są takie zgłoszenia, które wymagają nie tylko interwencji, ale i prewencji. Mieliśmy problem z dzikami na Naramowicach. Strażnicy pomagali przenosić zwierzęta, ale też tłumaczyli mieszkańcom, żeby przestali dokarmiać dziki, bo to przyciąga je do miasta.
W przypadku problemów, w których mandat nie przynosi efektów, trzeba działać długofalowo, np. przeprowadzając regularne kontrole deratyzacji, oświetlenia posesji, kontrolując umowy na wywóz śmieci.
Co straż ma zamiar zrobić z nielegalnie parkującymi kierowcami, którzy są zmorą pieszych?
- Mandat nie jest celem, ale środkiem. Jeżeli dajemy dużo mandatów w jakimś miejscu, a zjawisko nadal trwa, to trzeba pomyśleć, czy nie szukać innych sposobów. Na ul. Szkolnej, gdzie wciąż parkowano na chodniku, ustawiliśmy paliki. Przy ul. Północnej jest wyższa szkoła, do której w weekendy przyjeżdżają studenci, część z nich parkuje nielegalnie. Po jednej stronie ulicy obowiązuje zakaz parkowania, bo chodnik jest wąski, ale w weekendy jest on praktycznie nieużywany. Dopuszczono więc tam parkowanie w soboty i niedziele. Na ul. Dominikańskiej wielu kierowców parkowało, bo autobus zasłaniał znak. Postawiliśmy więc więcej znaków "Parking dla autobusów". Analizujemy całe miasto pod kątem liczby mandatów i zastanawiamy się, jak ich na różne sposoby uniknąć. W ostatnim czasie wskazaliśmy ponad 40 takich miejsc - np. na ul. 28 Czerwca 1956 (Dębiec), na ul. Barzyńskiego (Jeżyce), Zakrzewskiego (Winogrady), Północnej.
Ale w tym działaniu nie widać całościowego podejścia do problemu, choćby w centrum, które powinno być priorytetem. Zastępca komendanta straży Jacek Chilomer tłumaczy się brakami kadrowymi. Ale radni z komisji bezpieczeństwa mówią, że władze Poznania nie prosiły o pieniądze na dodatkowe etaty. Tymczasem nielegalnie parkujących aut jest tak dużo, że strażnicy - poprzez wlepione mandaty - zarobiliby na siebie.
- To szerszy problem dotyczący całej polityki parkingowej miasta. Parkujące na staromiejskich uliczkach samochody to efekt tego, jak rozwinięta jest komunikacja publiczna czy system parkingów Park&Ride. Jeśli ich nie ma, tworzą się korki, brakuje miejsc postojowych. To system naczyń połączonych. Możemy postawić pięciokrotnie więcej strażników, dać więcej mandatów, ale problemu nie rozwiążemy. Pieniądze trzeba przeznaczać nie tylko na nowe etaty w straży, ale także na poprawę transportu publicznego. Choć oczywiście straż ma tak dużo zgłoszeń, że pracy starczyłoby dla większej liczby patroli.
Nasz Czytelnik Jacek Jaśkowiak zarzucił straży, że nie interweniuje w sprawie nielegalnego parkowania na ul. Dąbrowskiego.
- Znam ten problem. Straż już podjęła intensywniejsze działania represyjne. Uzgodniliśmy z Zarządem Dróg Miejskich, że w tym miejscu staną słupki uniemożliwiające parkowanie. Pan Jaśkowiak dostanie też od straży wykaz interwencji przeprowadzonych na tym terenie w ostatnim czasie.
Czy pana zdaniem poznaniacy są zadowoleni z pracy strażników?
- Z badań Pentora z 2009 r. wynika, że mieszkańcy mają nikłe pojęcie na temat tego, czym straż się zajmuje. Kojarzą ją tylko z zakładaniem blokad. A przecież interweniuje też m.in. w przypadku niszczenia zieleni, spadającego tynku, zepsutej huśtawki, nielegalnych wysypisk, żebractwa, porzuconych wraków. Straż odegrała też ważną rolę w zabezpieczaniu miasta przed powodzią.
Za co pochwaliłby pan strażników?
- Za to, że choć jest ich tylko ok. 330, to podejmują się tak wielu działań, z których tylko wycinek jest znany opinii publicznej. Ponadto duża i wciąż rosnąca liczba telefonów ze zgłoszeniami spraw od mieszkańców pokazuje skalę problemów, z którymi borykamy się w Poznaniu, a jednocześnie jest dowodem rosnącego zaufania do straży. Warto podkreślić, że strażnicy nie zajmują się jedynie "leczeniem objawów", ale i "profilaktyką". Wiele pozytywnych recenzji zbierają działania podejmowane w szkołach, w których strażnicy przejęli funkcję opiekunów. Wspólnie z nauczycielami dyżurują w czasie przerw, przeciwdziałają przemocy, handlowi narkotykami, prowadzą zajęcia edukacyjne.
A za co by pan ich zganił?
- Wolę mówić o wyzwaniach. Jest nim m.in. polepszenie współpracy z mieszkańcami. Chcemy, aby o strażniku myśleli: to nasz człowiek. By strażnik był postrzegany tak jak brytyjski policjant, który jeśli interweniuje, to znaczy, że działa we wspólnym interesie.
- 24 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
Mandat nie jest naszym celem
liquid_force
21.07.10, 23:02
"Możemy postawić pięciokrotnie więcej strażników, dać więcej mandatów, aleproblemu nie rozwiążemy"Zupełnie nie zgadzam się z Panem wiceprezydentem. To nie jest tak, że każdyparkuje »
-
Mandat nie jest naszym celem
jaskowiak_0
22.07.10, 09:45
Panie Wiceprezydencie. Mnie nie interesuje to, ile mandatów wystawiono przed Pasażem Jeżyckim w ostatnim czasie. Nie zabiegam też o to, by kosztem utrzymania porządku w innych miejscach »
-
Spadająca ilość zgłoszeń wynika z braku rezultatów
cegla000
22.07.10, 11:12
pracy a nie z tego, że jest mniejsza potrzeba zgłaszania problemów.Ludzie myślą: po co mam zgłaszać, skoro i tak nic z tym nie zrobią.»
Najczęściej czytane24 htydzień




