Poznaniacy od lat w wyborach głosują tak samo

Tomasz Cylka
10.07.2010 , aktualizacja: 08.07.2010 20:04
A A A Drukuj
Jeśli porównamy wyniki wyborów prezydenckich do tych sprzed 5 lat, to przekonamy się, że w Poznaniu i okolicach najwięcej straciło Prawo i Sprawiedliwość. Ale od wyborów parlamentarnych z 2007 r. zmieniło się już niewiele.

Fot. Agencja Gazeta
ZOBACZ TAKŻE
Zwycięstwo Bronisława Komorowskiego w Wielkopolsce, a zwłaszcza nokaut w Poznaniu i powiecie poznańskim, nie dziwi. W latach 90. poznaniacy wybierali centrową Unię Demokratyczną, a później Unię Wolności, a od 2001 r. przerzucili się na Platformę Obywatelską. To ta partia rządzi niepodzielnie w stolicy regionu.

Kiedy spojrzymy na porównanie wyników tegorocznych wyborów prezydenckich z parlamentarnymi w 2007 r., zobaczymy, jak twardy elektorat mają trzy partie: PO, PiS i SLD. W pierwszej turze Bronisława Komorowskiego poparło w Poznaniu 59,43 proc. wyborców, a w powiecie 56,38 proc. Trzy lata temu w okręgu nr 39, obejmującym miasto i powiat, PO w wyborach do Sejmu uzyskała 58,60 proc. - to zatem niemal identyczny wynik jak obecnie. Podobnie jest w przypadku PiS. 20 czerwca na Jarosława Kaczyńskiego oddało głos 21,98 proc. wyborców w Poznaniu i 22,90 proc. w powiecie. Tymczasem poparcie dla PiS w wyborach do Sejmu wyniosło w tym okręgu niewiele ponad 21 proc. Równie konsekwentni są wyborcy lewicy. Trzy lata temu na SLD głosowało 11,38 proc. mieszkańców Poznania i powiatu, a w tym roku Grzegorza Napieralskiego poparło w obu przypadkach ok. 12 proc. wyborców. Różnice są zatem śladowe.

To znak, że mieszkańcy tzw. aglomeracji poznańskiej są stali w swoich poglądach. Dla nich nieważne jest, czy PiS opuścił Marcin Libicki i partia nie ma lidera. Nie interesuje ich, czy popularny piłkarz Lecha Bartosz Bosacki poparł Platformę Obywatelską. Na ich wybór nie ma wpływu fakt, że SLD brakuje w Poznaniu wyrazistego lidera, bo młodzi działacze odsunęli na boczny tor Krystynę Łybacką. Okazuje się, że trzy najważniejsze partie, jeśli tylko ustrzegą się skandali, mogą liczyć na twardy elektorat. Poznaniacy i mieszkańcy okolicznych gmin głosują podczas wyborów niemal identycznie i wyrwanie jakiegokolwiek procenta jest niezmiernie trudne. Platforma może się zatem cieszyć, że wyborców nie straciła, choć przecież trzy lata rządów Donalda Tuska mogły zniechęcić wyborców do rządzącej partii.

Komorowski wziął więcej niż Tusk

Zatem od 2007 r. zmieniło się niewiele. Zmiany w poparciu dla głównych partii miały miejsce natomiast wcześniej, podczas rządów PiS. Świadczą o tym wyniki wyborów prezydenckich z 2005 r., odbiegające od obecnych wyborów. W skali całego województwa wielkopolskiego Bronisław Komorowski uzyskał lepszy wynik niż Donald Tusk. Grzegorz Napieralski (SLD) okazał się o kilka procent skuteczniejszy niż Marek Borowski (SdPl, po rezygnacji ze startu Włodzimierza Cimoszewicza SLD nie miało swojego kandydata). Jedynie Jarosław Kaczyński dostał mniejszą liczbę głosów niż w 2005 r. jego brat Lech. To oznacza, że mieszkańcom naszego regionu utkwiły w pamięci rządy PiS, Samoobrony i LPR i twardy język Jarosława Kaczyńskiego.

Już w pierwszej turze na Bronisława Komorowskiego oddano w całym województwie prawie 704 tys. głosów, to jest o 176 tys. więcej niż 5 lat temu uzyskał Donald Tusk. O klęsce może mówić Jarosław Kaczyński, który 20 czerwca zdobył niecałe 425 tys. głosów, czyli mniej o prawie 80 tys. niż Lech Kaczyński w 2005 r. Te różnice były jeszcze większe w drugiej turze wyborów. Na Komorowskiego głosowało ponad 870 tys. Wielkopolan, a na Kaczyńskiego tylko ok. 567 tys. Prezes PiS 4 lipca uzyskał aż o 67 tys. głosów mniej niż jego tragicznie zmarły brat w drugiej turze 5 lat temu.

Piętno zaborów

Od Jarosława Kaczyńskiego odwrócił się przede wszystkim Poznań i powiat poznański. W samym Poznaniu w 2010 r. w pierwszej turze Komorowski zdobył ponad 169 tys. głosów, a Jarosław Kaczyński - prawie 63 tys. Kandydat PO przyciągnął teraz o 25 tys. wyborców więcej niż Tusk przed 5 laty, a Jarosław Kaczyński stracił już w pierwszej turze ok. 6 tys. głosów - przy frekwencji wyższej o ok. 3 proc. W powiecie poznańskim w pierwszej turze na Komorowskiego głosowało prawie 85 tys. osób, a na prezesa PiS - niewiele ponad 34 tys. PO zyskała tu aż 27 tys. głosów, a Kaczyński przyciągnął tylko ok. 4 tys. więcej niż jego brat w 2005 r. - przy frekwencji wyższej o ok. 5 proc. Ten trend umacnia się w drugiej turze. Komorowski przekroczył 100 tys. głosów (zysk w porównaniu z Tuskiem o 28 tys.), a prezes PiS zbliżył się do 44 tys. (mniej o 3 tys. od wyniku Lecha Kaczyńskiego w drugiej turze). Poznaniacy i mieszkańcy okolicznych gmin nie uwierzyli w przemianę Jarosława Kaczyńskiego.

Im dalej od stolicy Wielkopolski, tym bardziej rośnie poparcie dla lewicy (na północy regionu) i PiS (na wschodzie województwa). To, że subregion koniński głosował na Jarosława Kaczyńskiego, dziwić nie może. W 2005 r. sukces odniósł tam Andrzej Lepper, a Samoobrona podczas wyborów parlamentarnych w tym samym roku zdobyła aż trzy mandaty poselskie. Teraz ten elektorat przejął PiS. Historycy, politolodzy i socjolodzy przywołują, że poparcie odzwierciedla granice zaborów. Dawny zabór pruski głosuje na PO, a rosyjski na PiS. Ten podział jest niezwykle precyzyjny. Dowodem na to są np. wyniki z powiatu słupeckiego. Z wyjątkiem Słupcy, która jak większość miast głosuje na Komorowskiego, tylko w trzech gminach nie wygrał Jarosław Kaczyński: to Strzałkowo, Powidz i Orchowo. Wynik wyborów dokładnie odzwierciedla przebieg granicy prusko-rosyjskiej!

Jesienią może być inaczej

Nowe władze wielkopolskiej PO z Rafałem Grupińskim mogą zacierać ręce, bo zwycięstwo Bronisława Komorowskiego w regionie jest wyraźne. To jednak nie oznacza, że ten wynik przełoży się na jesienne wybory samorządowe. Swój kilkunastoprocentowy wynik w województwie utrzymuje lewica. W powiatach rządzi PSL (uwzględniając proporcje Waldemar Pawlak też poprawił wynik Jarosława Kalinowskiego o 6 tys. głosów, wzrost do 32 tys.). O ile w Poznaniu zwycięstwo Ryszarda Grobelnego w pierwszej turze wyborów prezydenckich jest pewne, o tyle utrzymanie większości w sejmiku to dla Platformy olbrzymie wyzwanie. PiS i SLD się zbroją, zwłaszcza w Koninie i Kaliszu. W Urzędzie Marszałkowskim nowe rozdanie jest całkiem realne, jeśli na egzotyczną koalicję zdecydowałyby się PiS i SLD. Biorąc pod uwagę sytuację w mediach publicznych i podział łupów w wielkopolskim Radiu Merkury, jest to polityczny scenariusz możliwy do zrealizowania.

Podziel się

  • 3 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

  • Re: Poznaniacy od lat w wyborach głosują tak samo wlodzimierz_nowak 10.07.10, 13:39

    A jak nazwać prezydenta Grobelnego, sprzedawcę parków? Pan Cykla zebrałinformacje i dobrze, lecz przeoczył czynnik frekwencji. O ile prezydentaKomorowskiego wybrało 169 (194 w drugiej turze)»

  • Słaba rola Wielkopolski quinc 11.07.10, 11:09

    Jestęmy przewidywalni i dlatego politycy nic dla nas nie robią. Wielkopolanie praktycznie są nieobecni jako politycy ogólnopolscy, a w rządzie nie ma żadnych ministrów z Poznania. Może »