Wojewoda chce zreformować wielkopolskie pogotowie

Maria Bielicka
01.07.2011 , aktualizacja: 05.07.2010 20:27
A A A Drukuj
Nowy pomysł na działanie systemu ratownictwa ma wojewoda Piotr Florek. Stacji pogotowia pozostanie tyle, ile jest - ponad 30, ale stracą one samodzielność i będą działać pod dyktando dyspozytorów z pięciu ośrodków: w Poznaniu, Koninie, Lesznie, Pile i Kaliszu lub Ostrowie.
Karetka
Fot. Robert Kowalewski / AG
Karetka
Wojewoda oczekiwał akceptacji dla swojego kolejnego planu ze strony ratowników, starostów, dyrektorów szpitali i dyrektorów stacji pogotowia, których zaprosił na wczorajsze spotkanie. A kompromisu szukał, bo wcześniejsze jego zamiary dotyczące reformy systemu ratownictwa w regionie wywołały ostre protesty.

Przypomnijmy: wcześniej Piotr Florek chciał podzielić Wielkopolskę na pięć tzw. rejonów działania, czyli filii pogotowia z pięcioma dyspozytorniami odbierającymi numer 999.

Dziś każdy powiat ma własnego dyspozytora i własną filię pogotowia, a w niej dwie, góra trzy karetki. W rezultacie ambulanse często wożą rannych w wypadku do najbliższego szpitala powiatowego, a nie do specjalistycznego ośrodka. Dyspozytor stara się bowiem unikać wysyłania karetek poza granice powiatu, bo jeśli w tym samym czasie druga karetka też byłaby zajęta, a trzecia unieruchomiona, mieszkańcy zostaliby bez pomocy.

Żeby ten system działał bardziej elastycznie, wojewoda chciał powiększyć tereny działania poszczególnych stacji i zmniejszyć liczbę ośrodków dowodzenia: - Gdy dyspozytor będzie miał pod sobą więcej karetek, łatwiej będzie mu decydować, która gdzie ma jechać - argumentował.

Plany nie spodobały się jednak prawie wszystkim, którzy działają w obecnych strukturach - małe placówki nie dostałyby kontraktów z NFZ na ratownictwo, bo nie byłyby w stanie zaoferować takiej liczby karetek, jaka jest potrzebna do obsługi kilku powiatów (to wymagałoby ok. 20 ambulansów).

Wczorajsza propozycja wojewody ma być kompromisem, bo daje wprawdzie szanse startu w konkursach małym placówkom czy szpitalom powiatowym, ale odbiera im nad karetkami władzę.

Zdaniem wojewody to ważne, bo dziś często karetki - zamiast czekać na wezwanie do wypadku - transportują chorych między szpitalami. A do tego celu karetek systemu ratownictwa wykorzystywać nie wolno.

Ci, którzy przyjechali na wczorajsze spotkanie, nie mówili wprawdzie zdecydowanego "nie" dla nowej propozycji wojewody, ale chcieli mieć czas do namysłu i do konsultacji w swoich środowiskach. Byli też tacy, którzy zaakceptowali pierwszy plan i już rozmawiali o stworzeniu dużego konsorcjum - oni również nowym pomysłem wojewody nie byli zachwyceni.

Wojewoda natomiast nie chciał już przedłużać dyskusji na ten temat. Nie chciał też swoich pomysłów poddać pod głosowanie. Ostatecznie obiecał, że jeśli nie pojedzie we wtorek służbowo do Warszawy, wysłucha jeszcze opinii starostów na dzisiejszym konwencie. Zapowiedział jednak, że ostateczną decyzję podejmie być może jeszcze przed urlopem (który planuje już od środy) albo zaraz po powrocie. - Jestem skłonny rozważyć inne propozycje, ale na razie żadnej nowej nie ma - uciął.

Jego plan działania musi zostać zaakceptowany przez Ministerstwo Zdrowia. Gdy tak się stanie, NFZ będzie mógł ogłosić konkurs, który rozstrzygnie, kto będzie miał umowę na ratownictwo od 1 stycznia.

Niezależnie od ostatecznie wybranego wariantu reformy systemu również od 1 stycznia ma zostać uruchomiony nowy, analogowo-cyfrowy system łączności radiowej, dzięki któremu każda karetka będzie cały czas miała kontakt z dyspozytorem, z innymi karetkami i z lekarzem koordynatorem. W tej chwili łączność to poważny mankament systemu ratownictwa.

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy