Trzy lata więzienia za miłość do Moneta

Piotr Żytnicki
30.06.2011 , aktualizacja: 01.07.2010 20:28
A A A Drukuj
Złodziej "Plaży w Pourville" Moneta wczoraj rano stanął przed sądem, a już w południe usłyszał wyrok. - Zapisał się pan w światowej historii kradzieży dzieł sztuki - mówił sędzia

Fot. Piotr Skórnicki / Aencja Ga
Robert Z. płakał, przyznając się do kradzieży: - Żadne słowa nie wyrażą, jak bardzo żałuję tego, co zrobiłem. Jest mi ogromnie wstyd.

Dziesięć lat temu pracownicy Muzeum Narodowego odkryli, że warta 7 mln dolarów "Plaża w Pourville" - jedyny w Polsce obraz Claude'a Moneta - zniknęła, a w ramie tkwi kopia. Była to największa powojenna kradzież w Poznaniu.

Złodzieja złapano dopiero pół roku temu, gdy komputerowy system dopasował odciski z ramy obrazu do odcisków palców Roberta Z. Ten 41-letni bezrobotny malarz pokojowy z Olkusza znalazł się w policyjnej kartotece, bo nie płacił alimentów.

Tak szybkiego procesu dawno nie było w poznańskim sądzie. Zaczął się wczoraj rano, a już w południe zapadł wyrok: trzy lata więzienia i zwrot 28 tys. zł, które muzeum wydało na renowację "Plaży".

Robert Z. - jak zeznawał w śledztwie - kochał impresjonistów. Ich obrazy oglądał w Paryżu, gdy w latach 80. pracował tam na budowie. "Plażę..." zobaczył po raz pierwszy wiosną 1999 r. w jakimś albumie. Przeczytał, że wisi w poznańskim muzeum - i od razu tam pojechał. Zrobił zdjęcie obrazu, a potem w Krakowie u ulicznego malarza zamówił kopię za 300 zł. Jako Jacek Walewski, student malarstwa, poprosił muzeum o możliwość naszkicowania obrazu wiszącego obok "Plaży...". Kiedy strażniczka była w pobliżu, udawał, że szkicuje, gdy oddalała się, wycinał Moneta z ramy. Przerywał pracę, gdy słyszał zbliżający się odgłos kroków. Po pięciu godzinach oryginał zastąpił kopią - i odjechał do Olkusza. Obraz ukrył za szafą w mieszkaniu rodziców.

- Zaskakuje wyjątkowa determinacja i tupet, by przez tyle godzin na oczach pracowników wycinać obraz. Powinni złapać pana na gorącym uczynku - mówił w uzasadnieniu wyroku sędzia Mariusz Sygrela. - Ten akt oskarżenia po części dotyczy fatalnych zabezpieczeń w muzeum.

Również prokurator Artur Domański zwrócił na to uwagę: - System zabezpieczeń był przestarzały, nie chroniono najcenniejszych dzieł, nie było stałego, 24-godzinnego monitoringu kamer przy wejściu.

Robert Z. ukradł "Plażę...", by - jak wyjaśniał śledczym - móc czasami pooglądać ją w samotności. Ale nigdy nie wyciągnął dzieła z ukrycia. Twierdził, że odstraszył go szum, jaki zrobił się po kradzieży.

Sędzia Sygrela: - To była kradzież z egoistycznych pobudek. Ale sąd zastanawia się, jak to z tą motywacją było. Chciał pan w samotności obcować ze sztuką, odebrał taką możliwość innym miłośnikom, a potem ani razu nie wyciągnął obrazu z ukrycia. Sąd wie, że każde wyciągnięcie narażało pana na dekonspirację, ale nie widzi tu logicznego sensu.

Prokurator żądał dla Roberta Z. czterech lat więzienia. Obrońca wnosił o dwa. Sędzia - godząc strony - wydał wyrok trzech lat. To mało, jeśli wziąć pod uwagę, że oskarżonemu groziło nawet 10.

Sędzia zgodził się z prokuratorem, że kradzież "Plaży..." odbiła się w świecie szerokim echem, a obraz podczas wycinania został uszkodzony i wymaga renowacji. Ale jednocześnie zwrócił uwagę, że sprawcę złapano dopiero po 10 latach. W tym czasie w jego życiu wiele się zmieniło: ponownie się ożenił, a sześć lat temu urodził mu się syn. Wtedy właśnie chciał zwrócić obraz Moneta. Pojechał do Poznania, stanął pod komendą policji, ale ostatecznie stchórzył. Sędzia nie miał jednak wątpliwości. - Pan przeszedł już resocjalizację - mówił do Roberta Z.

Na niski wyrok miała też wpływ współpraca Roberta Z. z prokuraturą. Gdy został zatrzymany, policja przeszukała dom jego rodziców, ale obrazu nie znalazła. Wtedy Robert Z. wskazał skrytkę. - Gdyby nie to, być może nigdy nie udałoby się odnaleźć obrazu - przyznał prokurator Domański.

Zdaniem adwokata Mikołaja Pomina wyrok powinien być jeszcze łagodniejszy. - Złodzieje słynnego napisu "Arbeit macht frei" z muzeum w Oświęcimiu dostali wyroki od półtora do dwóch i pół roku więzienia. A ukradli dla zysku, dla pieniędzy - argumentował. - Dlatego zastanowimy się nad apelacją.

- Oskarżony nie kierował się chęcią zysku, nie ukradł obrazu, by go sprzedać - przyznał sędzia Sygrela. - Ale nie zachował się też jak Włoch, który w 1911 r. z pobudek patriotycznych ukradł z francuskiego muzeum "Monę Lisę" Leonarda da Vinci, by mogła wrócić do kraju malarza.

"Plażę w Pourville" będziemy mogli oglądać w Muzeum Narodowym od 17 października.

Podziel się

  • 10 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos