Plagiat: promotorka ściągała od pielęgniarki

Piotr Żytnicki
24.06.2010 , aktualizacja: 23.06.2010 20:42
A A A Drukuj
Profesor skopiowała w książce fragmenty pracy magisterskiej swojej studentki. Wydawnictwo wycofuje pozycję z księgarni. A naukowiec? Twierdzi, że zabrakło tylko... przypisu
Przy komputerze
Fot. AG
Przy komputerze
Plagiat wyszedł na jaw przez przypadek. W księgarni medycznej przy ul. Półwiejskiej pielęgniarka (kobieta chce pozostać anonimowa) przeglądała najnowszą książkę swojej promotorki Grażyny Bartkowiak. Zatrzymała się przy rozdziale o etyczno-filozoficznych i psychologicznych aspektach pracy lekarza i pielęgniarki. I odkryła, że promotorka przepisała tam jedną trzecią jej pracy magisterskiej.

Praca była poświęcona społecznym i psychologicznym uwarunkowaniom wsparcia w relacjach pacjenta z pielęgniarką. Studentka (pielęgniarka z 21-letnim stażem) obroniła ją przed rokiem. I zebrała bardzo dobre recenzje. Promotorka zapewniła ją nawet, że pracę magisterską pomoże wydać, ale temat szybko upadł.

Sprawę plagiatu opisał w najnowszym numerze miesięcznika "Forum Akademickie" dr Marek Wroński. Naukowiec od ośmiu lat prowadzi cykl "Z archiwum nieuczciwości naukowej", w którym demaskuje plagiaty na polskich uczelniach.

- Pani profesor na 41 stronach swojej książki skopiowała pracę magisterską, której była promotorem. To przykre, tym bardziej że autorka oryginału, doświadczona pielęgniarka, napisała rozprawę zupełnie samodzielnie i czuje się straszliwie oszukana przez tak miłą dotąd promotorkę - relacjonuje Wroński.

Naukowiec dokładnie porównał książkę z pracą magisterską: - Ewidentny plagiat. Pani profesor w niektórych miejscach zamieniła jedynie pojedyncze słowa. Zamiast "pielęgniarki" napisała "lekarz", albo "pielęgniarka i lekarz". Bo rozdział jej książki dotyczy także lekarzy. Ale większość tekstu skopiowała dosłownie, łącznie z przypisami, w tych samych miejscach, z tych samych źródeł - mówi Wroński

Dr hab. Grażyna Bartkowiak nie pracuje już na Uniwersytecie Medycznym, obecnie jest profesorem poznańskiego Uniwersytetu Ekonomicznego. Do połowy 2008 r. była też rektorem Zachodniej Wyższej Szkoły Handlu i Finansów Międzynarodowych w Zielonej Górze. W rozmowie z "Gazetą" podkreśla, że przeprosiła pielęgniarkę za zaistniałą sytuację, ale nie za plagiat. - Nie uważam, że był to plagiat, bo nie było to celowe działanie - mówi prof. Bartkowiak. I twierdzi, że jej błędem jest... brak przypisu z odniesieniem do pracy magisterskiej.

Czy jeden przypis może załatwić sprawę skopiowania 40 stron? - Ten przypis inaczej ustawiałby całą sytuację. Zabrakło go i to błąd - odpowiada prof. Bartkowiak.

- Albo zawiniły chochliki drukarskie, albo coś stało się przy wysyłce tekstu. Pani profesor wysłała pracę w wordzie, zamiast w PDF, przy którym nie ma możliwości przypadkowej zmiany tekstu. Niestety, w skrzynce mailowej pani profesor nie ma już tej wysłanej wiadomości, więc nie można tego sprawdzić - mówi reprezentujący profesor adwokat Krzysztof Degórski. I dodaje jeszcze jeden argument: praca magisterska jest wymieniona w bibliografii książki. Prawnika profesor zaangażowała kilka dni temu spodziewając się kłopotów w związku z ujawnieniem plagiatu.

Wrońskiego, który jest także rzecznikiem rzetelności naukowej na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, nawet nie dziwi takie tłumaczenie: - To jest bajdurzenie każdego plagiatora! A fakty są takie: żeby to było zgodne z prawem, to pielęgniarka powinna być autorem tego rozdziału. To, że została wymieniona w bibliografii, nic nie zmienia. Można cytować fragmenty cudzych prac, ale trzeba wziąć je w cudzysłów, albo napisać, że "pani X napisała, że..." Tego tu nie było.

Wątpliwości nie miało także warszawskie wydawnictwo Wolters Kluwer Business. Od razu wstrzymało sprzedaż książki i zaczęło wycofywać ją z księgarni. Z nakładu 700 egzemplarzy udało się odzyskać 400. - Autor w każdej umowie gwarantuje nam, że przekazuje tekst oryginalny. Dla nas ta sytuacja jest zaskoczeniem. Oczekujemy na jej wyjaśnienie - mówi Justyna Kossak, dyrektor działu praw autorskich w wydawnictwie.

Dr Wroński o plagiacie zawiadomił władze Uniwersytetu Ekonomicznego. Rzecznik uczelni Marzena Chomska: - Rektor wskazał sześciu pracowników naukowych z różnych wydziałów, którzy przygotują opinię dla rzecznika dyscyplinarnego. Ocenią, czy profesor Bartkowiak złamała prawa autorskie. Poprosiliśmy także Uniwersytet Medyczny o udostępnienie egzemplarza pracy magisterskiej.

Czy pani profesor będzie nadal wykładać? Chomska: - Teraz rok akademicki się już kończy, więc nie ma tego problemu. A postępowanie dyscyplinarne na pewno zakończy się do października.

Wroński: - Namawiam autorkę splagiatowanej pracy, by skierowała do sądu pozew cywilny o odszkodowanie za naruszenie jej praw autorskich.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 129 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów

  • To byłby plagiat nawet z przypisem framberg 24.06.10, 10:00

    Nie można kopiować idei i ujęcia tematu. Nawet wtedy gdy takie działanie opatrzysię przypisem to jest plagiat. Praca ma być samodzielna a przypisy sąkorespondencją z literaturą lub »

  • Plagiat: promotorka ściągała od pielęgniarki jaskowiak_0 24.06.10, 11:08

    Poznań stawia na naukę. Jeżeli środowisko akademickie nie będzie zwalczać tego typu zjawisk i eliminować ze swojego grona tego rodzaju oszustów plagiatorów (niezależnie od posiadanych przez »

  • Poznan rulez kluska11 24.06.10, 16:13

    Drews, Kamela, BartkowiakJeszcze ktos?»