Pierwsza poznanianka na Dachu Świata!

Tomasz Cylka
12.06.2010 , aktualizacja: 12.06.2010 12:40
A A A Drukuj
Jej przygoda z górami rozpoczęła się ponad 20 lat temu w poznańskim VI LO im. Ignacego Jana Paderewskiego. Wtedy o Mount Evereście tylko myślała, czytając książki i pisząc sprawdzian z geografii. Ale w maju tego roku Magdalena Prask stanęła na Dachu Świata - jako pierwsza poznanianka i szósta Polka w historii.
Magdalena Prask
Fot. Strona Magdaleny Prask
Magdalena Prask


Na wspomnienie swoich pierwszych, górskich wędrówek uśmiecha się z rozrzewnieniem. Z klasą turystyczną w VI LO jeździła na szkolne wycieczki w Tatry i Beskidy. Wtedy nawet wejście na niepozorne Pilsko (1557 m n.p.m.) w Beskidzie Żywieckim nastręczało jej wiele trudności. - Kondycyjnie byłam kiepska. Podczas podejścia męczyłam się tak bardzo, że musiałam wychodzić wcześniej niż cała grupa, żeby nie opóźniać marszu - wspomina.

Od tych szkolnych wycieczek wszystko się zaczęło. Najpierw Beskidy, później Tatry z zimowym wejściem na Przełęcz pod Chłopkiem i Rysy, a potem to już tylko coraz wyżej i wyżej. W Europie weszła na Gran Paradiso (4061 m n.p.m.), Lagginhorn (4010), Dom (4545), Dufourspitze (4634), Mont Blanc (4810). To właśnie tam, gdzie Kordian obwieszczał światu, że Słowianin będzie papieżem, pomyślała po raz pierwszy, że może warto porwać się na Koronę Ziemi, czyli zdobycie najwyższych szczytów poszczególnych kontynentów. Karuzela zaczęła się kręcić. Na Kaukazie weszła na Elbrus (5642), w Afryce na Kilimandżaro (5895), w Ameryce Południowej na Aconcaguę (6962), Chimborazo (6310), Cotopaxi (5897), Cayambe (5790) oraz patagońskie wulkany Villarica, Quetrupillan i Lanin. Potrafiła nawet rzucić pracę w banku, żeby przez pół roku wędrować samotnie po sześciotysięcznikach. - W pracy się męczyłam. To w górach tak naprawdę oddychałam - przyznaje poznanianka.



Pomysł zdobycia najwyższej góry świata pojawił się w połowie ubiegłego roku. Wtedy to Polacy zaczęli montować silną ekipę, która miała zdobyć szczyt z okazji 30. rocznicy zimowego wejścia na Mount Everest. 17 lutego 1980 r. pochodzący z Ostrzeszowa i późniejszy zdobywca "Gazetowego" Giganta Krzysztof Wielicki oraz Leszek Cichy weszli tam, gdzie wyżej już nie można. Zimą nikomu to się wcześniej nie udało. Sam Cichy miał być uczestnikiem wyprawy A.D. 2010, a Wielicki chciał patronować temu przedsięwzięciu. W skład weszli też m.in. zdobywca biegunów Marek Kamiński i znany himalaista Dariusz Załuski. W planach było nakręcenie filmu i powstanie książki. Jesienią 2009 r. do tego silnego grona dołączyła Magda Prask.

- Na początku myśleliśmy, że będzie wsparciem dla ekipy atakującej szczyt, ale z biegiem czasu wszystko się zmieniało. Dzięki swojej konsekwencji i samozaparciu weszła do głównego składu - mówi Zbigniew Bąk, kierownik "Polish Everest Expedition 2010". - Podziwiam Magdę za jej konsekwencję. Nigdy nie narzeka, choćby była w najtrudniejszej sytuacji.



Względy rodzinne i organizacyjne sprawiły, że z zaprawionej w bojach kilkunastoosobowej ekipy została tylko trójka: Zbigniew Bąk z Warszawy oraz Magdalena Prask i Stanisław Budny - oboje z Poznania. W końcu marca ruszyli do Nepalu. Wyprawa miała być wiernym odtworzeniem pierwszego ataku na szczyt z 1912 r. Prowadziła od chińskiej, północnej strony Everestu przez Tybet. Jest to najdłuższa droga na szczyt, północno-wschodnią granią, do której prowadzi lodowiec Rongbuk. Po ponad 50 dniach aklimatyzacji, wspinaczki i wynoszeniu depozytów, 15 maja Magda i Zbyszek - z powodów rodzinnych Staszek Budny musiał wrócić do Polski - ruszyli z bazy wysuniętej na Dach Świata. Decydujący atak trwał trzy dni: najpierw Obóz I (7060 m n.p.m.), potem II (7650) i wreszcie "trójka" na zabójczej wysokości - 8300 m. Tutaj zaczęli używać butli tlenowych, które wspomagają oddychanie w "Strefie Śmierci". Powyżej 8000 m n.p.m. tlenu jest zaledwie jedna trzecia tego, co na poziomie morza. - Tutaj człowiek czuje się całkowicie wyczerpany, a decydujący pojedynek z potężną górą dopiero przed nim - przyznaje Magda.



O godz. 21 czasu nepalskiego ruszyli do ataku szczytowego. Najpierw szedł Zbyszek, za nim poznanianka z szerpą Dawą. Niebo mieli bezchmurne, ale było minus 30 st. C, do tego wiał wiatr 60 km na godz. 18 maja o godz. 6.45 Magda stanęła na Dachu Świata. Jest pierwszą poznanianką i szóstą Polką w historii, która weszła na Mount Everest (8848 m n.p.m.). Przed nią na szczycie stanęły: Wanda Rutkiewicz, Anna Czerwińska, Martyna Wojciechowska, Agnieszka Kiela-Pałys i Anna Barańska.

- To było kilkanaście godzin trudnej wspinaczki. Kiedy czytam na forach internetowych wiele lekceważących opinii o Mount Evereście, to zastanawiam się, po co ludzie piszą te głupoty, skoro nigdy tam nie byli. To jest naprawdę ekstremalne przeżycie - opowiada Magda.



Co było dla niej najbardziej ekstremalne? Gdy mijała ciała zmarłych wspinaczy ("bałam się nawet patrzeć w ich stronę"), gdy w trakcie pokonywania trudnej skalnej ściany nagle zaczęła się dusić, bo skończył się tlen w butli ("myślałam, że to koniec"), gdy przy zjeździe worek maski tlenowej wkręcił się do sprzętu wspinaczkowego ("sytuacja była totalnie beznadziejna, uszkodzenie maski tlenowej oznaczało dla mnie śmierć"). Ale szczęście dopisało. Zeszła na dół cała i zdrowa. - Jeszcze tylko lekarz dał mi zastrzyk i pogonił na dół.

Teraz przyszedł czas nad odpoczynek nad polskim morzem. Ale już myśli o górach. Do zakończenia projektu Korony Ziemi zostały jeszcze dwa szczyty w Australii i po jednym na Antarktydzie i w Ameryce Północnej. Żadna poznanianka jeszcze tego nie dokonała.

Podziel się

  • 6 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy