Poeta Pasewicz wyjeżdża z Poznania do Krakowa
10.06.2010
, aktualizacja: 10.06.2010 20:38
- Poznań potwornie mnie rozczarował. Jego mentalność, kunktatorstwo i niekompetencja urzędników. Dla artystów ta atmosfera jest nie do zniesienia - mówi poeta i kompozytor Edward Pasewicz.
ZOBACZ TAKŻE
- Sting zagra w Poznaniu na nowym stadionie (11-06-10, 07:00)
- Euro 2012: Ławica już nas nie opóźnia (11-06-10, 08:00)
- Z sądu: zabił żonę, a potem podpalił ciało (10-06-10, 20:54)
- Prezes Radia Merkury Piotr Frydryszek wyróżniony (10-06-10, 20:41)
- Cofnijmy się do Mieszka (10-06-10, 17:11)
- Poznaj top 10 najbardziej zakupionych ulic (10-06-10, 13:44)
Rozmowa z Edwardem Pasewiczem*
Michał Wybieralski: Cały kulturalny Poznań plotkuje o tym, że Edward Pasewicz wyprowadza się do dekadenckiego Krakowa.
Edward Pasewicz: Nie miałem w Poznaniu takiej pracy, którą chciałbym wykonywać, więc znalazłem ją w Krakowie. Zajęło mi to kwadrans, będę pracował w radiu. Jak informacja o moim przyjeździe rozniosła się po Krakowie, to dostałem też propozycję pisania do gazet. "Jak jesteś na miejscu, to trzeba cię przecież wykorzystać" - powiedzieli. W Poznaniu nikt tak nie myśli. Jak cię nie chcą przy stoliku, to wstajesz, i przenosisz się do następnego. Więc wyjeżdżam do Krakowa.
Tamtejsze radio jest lepsze od poznańskiej Afery, w której ma pan audycję? Poznańskie gazety nie chciały pana drukować?
- Krakowskie radio jest inne od Afery, za którą akurat będę tęsknił. Poznańskie gazety nie chciały mnie zatrudnić, rozesłałem propozycje do jednej, drugiej i nic z tego nie wychodziło. W Krakowie mam agentkę literacką zajmującą się promocją mojej twórczości i całą masę pomysłów na to, co tam będę robił. A tu? Próbowałem zrobić kilka imprez, festiwali literackich, ale to nigdy nie wychodzi. Jak idziesz do Urzędu Miasta po dotację, to zbywają cię z zasady. Bo to projekt kogoś młodego, kogoś z zewnątrz. O niekompetencji urzędników od kultury świadczy to, że dopiero po czterech latach dowiedzieli się, że w Poznaniu jest wydawana jedna z najważniejszych w Polsce serii poetyckich.
W krakowskim urzędzie może być tak samo.
- Oczywiście, że tak. Ale tam jest większe środowisko artystyczne niż w Poznaniu. Mam w Krakowie swojego wydawcę oraz przyjaciół, np. poetę Marcina Świetlickiego. Mam z kim współpracować. Tutaj traktują mnie jak małego dziwaczka, który się o coś doprasza. Tam jak nazwisko, które coś w tej literaturze osiągnęło.
Kto ma problem: Poznań czy Edward Pasewicz, którego nikt tu nie docenia?
- To problem miasta, nie mój. Tu wielu ludzi, którzy mają pomysły na kulturę, nie ma gdzie i jak ich realizować. Mówię o kulturze alternatywnej, która prowokuje do jakiś pytań, przemyśleń. Wielu młodych muzyków wyjeżdża z Poznania, bo nie mają tu warunków, żeby się rozwiać. A potem robią światowe kariery, jak choćby Wacław Zimpel. Poznań potwornie mnie rozczarował. Jego mentalność, kunktatorstwo urzędników, którzy boją się wychylić, jak tylko coś delikatnie wonie kontrowersją. Przykład? Historia z rzeźbą Golema schowaną w krzakach czy opór wobec projektu Minaret Joanny Rajkowskiej.
Może to wszystko poznaniakom nie przeszkadza?
- Pewnie nie, bo nikt nie uczy ich kontaktu ze sztuką. I potem większość ważnych dla Poznania artystów to przyjezdni. A ci, co są stąd, wyjeżdżają, jak Stanisław Barańczak czy Ryszard Krynicki. To nie jest miasto dla artystów, tylko biznesmenów. Jak postawią sobie domek jednorodzinny, to kupują książki na metry, żeby ładnie wyglądały na półkach. Tu ludziom się wydaje, że kultura musi na siebie zarabiać. Stąd ta cała cepelia, te jarmarki i dudziarze. Dla artystów ta duszna atmosfera jest nie do zniesienia, mamy tu tylko kilka enklaw, w których czujemy się jak w oblężonej twierdzy.
Jest pan pewien, że w Krakowie będzie inaczej?
- Tam jest inny klimat, to większe miasto o większych tradycjach. Dekadencki Kraków wygrywa z porządnickim Poznaniem. Tam więcej ludzi ma potrzebę uczestnictwa w kulturze, nawet snobowania się na nią. Chciałby, żeby Poznań też tak się snobował. Bo, jak mówił Witold Gombrowicz, najpierw trzeba udawać geniusza, żeby nim zostać.
Zatęskni pan za Poznaniem?
- Oczywiście. Ale ja tu wciąż będę przyjeżdżał, współpracował z poznańskimi artystami czy z "Czasem Kultury". Zatęsknię za Dragonem. Zresztą w tej knajpie tak naprawdę dzieje się cała moja następna książka "Pulverkopf", która ukaże się w przyszłym roku. Bohater spędza tam kilka nocy, pije i wspomina historię Norberta von Hannenheima, genialnego, ale zapomnianego kompozytora. Będę tęsknić za Wildą, Chwaliszewem i panią Elą ze sklepu. A za urzędnikami i ich pomysłami na kulturę już niekoniecznie.
*Edward Pasewicz - wydał pięć tomów poezji, jego wiersze zostały przetłumaczone na osiem języków. Jako pisarz debiutował powieścią "Śmierć w darkroomie", której akcja zaczyna się po spacyfikowanym Marszu Równości w 2005 r. Gra na fortepianie, komponuje. Z poznańską publiczną będzie się żegnał podczas swoich 39. urodzin w centrum kultury KontenerArt w starym korycie Warty.
Michał Wybieralski: Cały kulturalny Poznań plotkuje o tym, że Edward Pasewicz wyprowadza się do dekadenckiego Krakowa.
Edward Pasewicz: Nie miałem w Poznaniu takiej pracy, którą chciałbym wykonywać, więc znalazłem ją w Krakowie. Zajęło mi to kwadrans, będę pracował w radiu. Jak informacja o moim przyjeździe rozniosła się po Krakowie, to dostałem też propozycję pisania do gazet. "Jak jesteś na miejscu, to trzeba cię przecież wykorzystać" - powiedzieli. W Poznaniu nikt tak nie myśli. Jak cię nie chcą przy stoliku, to wstajesz, i przenosisz się do następnego. Więc wyjeżdżam do Krakowa.
Tamtejsze radio jest lepsze od poznańskiej Afery, w której ma pan audycję? Poznańskie gazety nie chciały pana drukować?
- Krakowskie radio jest inne od Afery, za którą akurat będę tęsknił. Poznańskie gazety nie chciały mnie zatrudnić, rozesłałem propozycje do jednej, drugiej i nic z tego nie wychodziło. W Krakowie mam agentkę literacką zajmującą się promocją mojej twórczości i całą masę pomysłów na to, co tam będę robił. A tu? Próbowałem zrobić kilka imprez, festiwali literackich, ale to nigdy nie wychodzi. Jak idziesz do Urzędu Miasta po dotację, to zbywają cię z zasady. Bo to projekt kogoś młodego, kogoś z zewnątrz. O niekompetencji urzędników od kultury świadczy to, że dopiero po czterech latach dowiedzieli się, że w Poznaniu jest wydawana jedna z najważniejszych w Polsce serii poetyckich.
W krakowskim urzędzie może być tak samo.
- Oczywiście, że tak. Ale tam jest większe środowisko artystyczne niż w Poznaniu. Mam w Krakowie swojego wydawcę oraz przyjaciół, np. poetę Marcina Świetlickiego. Mam z kim współpracować. Tutaj traktują mnie jak małego dziwaczka, który się o coś doprasza. Tam jak nazwisko, które coś w tej literaturze osiągnęło.
Kto ma problem: Poznań czy Edward Pasewicz, którego nikt tu nie docenia?
- To problem miasta, nie mój. Tu wielu ludzi, którzy mają pomysły na kulturę, nie ma gdzie i jak ich realizować. Mówię o kulturze alternatywnej, która prowokuje do jakiś pytań, przemyśleń. Wielu młodych muzyków wyjeżdża z Poznania, bo nie mają tu warunków, żeby się rozwiać. A potem robią światowe kariery, jak choćby Wacław Zimpel. Poznań potwornie mnie rozczarował. Jego mentalność, kunktatorstwo urzędników, którzy boją się wychylić, jak tylko coś delikatnie wonie kontrowersją. Przykład? Historia z rzeźbą Golema schowaną w krzakach czy opór wobec projektu Minaret Joanny Rajkowskiej.
Może to wszystko poznaniakom nie przeszkadza?
- Pewnie nie, bo nikt nie uczy ich kontaktu ze sztuką. I potem większość ważnych dla Poznania artystów to przyjezdni. A ci, co są stąd, wyjeżdżają, jak Stanisław Barańczak czy Ryszard Krynicki. To nie jest miasto dla artystów, tylko biznesmenów. Jak postawią sobie domek jednorodzinny, to kupują książki na metry, żeby ładnie wyglądały na półkach. Tu ludziom się wydaje, że kultura musi na siebie zarabiać. Stąd ta cała cepelia, te jarmarki i dudziarze. Dla artystów ta duszna atmosfera jest nie do zniesienia, mamy tu tylko kilka enklaw, w których czujemy się jak w oblężonej twierdzy.
Jest pan pewien, że w Krakowie będzie inaczej?
- Tam jest inny klimat, to większe miasto o większych tradycjach. Dekadencki Kraków wygrywa z porządnickim Poznaniem. Tam więcej ludzi ma potrzebę uczestnictwa w kulturze, nawet snobowania się na nią. Chciałby, żeby Poznań też tak się snobował. Bo, jak mówił Witold Gombrowicz, najpierw trzeba udawać geniusza, żeby nim zostać.
Zatęskni pan za Poznaniem?
- Oczywiście. Ale ja tu wciąż będę przyjeżdżał, współpracował z poznańskimi artystami czy z "Czasem Kultury". Zatęsknię za Dragonem. Zresztą w tej knajpie tak naprawdę dzieje się cała moja następna książka "Pulverkopf", która ukaże się w przyszłym roku. Bohater spędza tam kilka nocy, pije i wspomina historię Norberta von Hannenheima, genialnego, ale zapomnianego kompozytora. Będę tęsknić za Wildą, Chwaliszewem i panią Elą ze sklepu. A za urzędnikami i ich pomysłami na kulturę już niekoniecznie.
*Edward Pasewicz - wydał pięć tomów poezji, jego wiersze zostały przetłumaczone na osiem języków. Jako pisarz debiutował powieścią "Śmierć w darkroomie", której akcja zaczyna się po spacyfikowanym Marszu Równości w 2005 r. Gra na fortepianie, komponuje. Z poznańską publiczną będzie się żegnał podczas swoich 39. urodzin w centrum kultury KontenerArt w starym korycie Warty.
- 66 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
22 głosy
-
Poeta Pasewicz wyjeżdża z Poznania do Krakowa
kajciech
10.06.10, 21:52
ESK 2016 wg pomysłu Rycha Grobelnego. Szkoda, że moje ukochane rodzinne od pokoleń miasto obraca się w prowincjonalną asfaltową pustynię.»
-
Re: Poeta Pasewicz wyjeżdża z Poznania do Krakowa
jarka63
11.06.10, 14:50
"Tu warto żyć". Komu?»
-
szkoda
jermaczek
11.06.10, 15:55
To już nie będzie ten sam Poznań.Ale nie dziwię się. Zresztą my też właśnie wyjechaliśmy. »
Najczęściej czytane24 htydzień




