Co wypatrzyło w Poznaniu oko Wielkiego Brata?

Maria Bielicka, Piotr Żytnicki
04.06.2010 , aktualizacja: 04.06.2010 20:36
A A A Drukuj
Na przykład nieobyczajne zachowanie, takie jak sikanie w miejscach publicznych, zaśmiecanie jezdni, nielegalne handlowanie, czy nieprawidłowe parkowanie.
Hakerzy z grupy Anonymous Polska chcą blokować prace nad automatycznym monitoringiem ulic i sieci.
Fot. Andrzej Monczak / Agencja Gazeta
Hakerzy z grupy Anonymous Polska chcą blokować prace nad automatycznym monitoringiem ulic i sieci.
Interwencji w związku z "przestępstwami" ujawnionymi za pośrednictwem 146 kamer było prawie 1200. A wszystko w ciągu zaledwie dwóch miesięcy, czyli od czasu jak straż miejska przejęła od policji prowadzenie monitoringu w Poznaniu.

Ta zmiana miała poprawić bezpieczeństwo w mieście. Straż miejska przekonywała więc w środę radnych z komisji bezpieczeństwa publicznego, że cel został osiągnięty i teraz monitoring działa skuteczniej.

Statystyki było zatem sporo. Wynikało z niej, że najczęstszą przyczyną interwencji było picie alkoholu w parkach, na placach zabaw i w okolicach sklepów spożywczych. Ukarano za to aż 686 osób. - A w ubiegłym roku w tym samym okresie 380 - podkreślała straż miejska.

Prawie 390 interwencji dotyczyło parkowania na trawnikach, chodnikach i przejściach dla pieszych. W statystykach są też interwencje wobec osób zaśmiecających miasto, stawiających samochody na torach tramwajowych, ale też dokonujących rozbojów, kradzieży i dewastacji.

Do tej rewolucyjnej zmiany przyczyniły się m.in. publikacje "Gazety". Przed rokiem ujawniliśmy, że policja, której miasto przekazało stacje dozoru, nie ma kogo posadzić przed monitorami. Obraz z kamer oglądali dyżurujący na komisariatach policjanci. Tyle że na zmianie było ich dwóch, a monitorów z dziesięć. A policjanci musieli też odbierać telefony, załatwiać interwencje, przyjmować faksy, wydawać broń. Efekt? Jeśli pod okiem kamery kradziono samochód, złodziej rzadko wpadał na gorącym uczynku. Częściej przeglądano taśmy po fakcie z nadzieją, że nagrała się twarz sprawcy.

Policja przyznała, że nie ma ludzi, by nadzorować rozrastający się błyskawicznie monitoring i wypowiedziała miastu porozumienie w tej sprawie. Urzędnicy postanowili więc, że śledzeniem obrazu z kamer zajmą się cywilni operatorzy (tak jest np. w Warszawie) zatrudnieni na etatach straży miejskiej. Kiedy zauważą coś podejrzanego, przekażą informację dyżurnemu policji, a ten zerknie na swój monitor i zdecyduje o interwencji.

I tak właśnie się stało.

Teraz miasto i jego mieszkańców obserwuje na zmianę 35 osób. Przeważają byli policjanci, pracownicy ochrony, wojskowi, ale jest też mechanik samochodowy, kierowca, handlowiec i były strażnik miejski. Zarabiają po 1900 zł brutto. A chętnych do pracy było blisko 600 osób.

Podziel się

  • 8 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów