Po co były im bomby z poligonu?
04.06.2010
, aktualizacja: 04.06.2010 20:36
Poznańska prokuratura oskarżyła 12 osób o gromadzenie i handel materiałami wybuchowymi.
Przed rokiem 200 policjantów, wspieranych przez wojskową żandarmerię i śmigłowiec, otoczyło posesje w pobliżu Piły i Złotowa. Znaleziono blisko 900 zapalników do bomb, 56 pocisków artyleryjskich, granaty moździerzowe i ręczne, a także... 18 bomb lotniczych P50. Ta największa od lat akcja policji w Wielkopolsce kończyła ponaddwuletnią operację Centralnego Biura Śledczego.
Handlarzami byli bezrobotni mieszkańcy okolicznych wsi, którzy wykorzystywali bliskie położenie poligonów w okolicach Drawska i Bornego-Sulinowa. Wyposażeni w wykrywacze metalu, poruszając się na quadach, penetrowali poligony w poszukiwaniu niewybuchów. Potem zwozili je na swoje posesje, rozcinali i wydobywali materiały wybuchowe. Jeden z poznańskich prokuratorów powiedział "Gazecie", że przesłuchiwał oskarżonego z urwaną dłonią, a kilku innych nie miało palców.
Dla prokuratury najważniejsze było jednak ustalenie, co dalej działo się z materiałami wybuchowymi.
Operacja CBŚ zaczęła się od niesprawdzonej informacji, że na poligonach mogą zaopatrywać się zorganizowane grupy przestępcze. Prokuratorzy znaleźli trop, który mógłby to potwierdzać. Cztery lata temu na warszawskiej Pradze zatrzymano Piotra J. Miał pistolet maszynowy scorpion oraz ładunek bomby lotniczej P50. To radziecka bomba ćwiczebna, długa na blisko metr, ważąca ponad 50 kg. - Siła eksplozji może być ogromna - mówi jeden z prokuratorów.
Bomby P50 zrzucają w trakcie ćwiczeń wojskowe samoloty na poligonie lotniczym w Nadarzycach, na pograniczu Wielkopolski i Zachodniopomorskiego. Tam właśnie grasowali zatrzymani przed rokiem handlarze.
Poligon lotniczy istnieje w Nadarzycach od wojny. Najpierw należał do pułku w Pile, potem do tamtejszej dywizji. Centralnym poligonem mianowano go w latach 70. Do 1992 r. stacjonowały tam wojska radzieckie. Niewybuchy pozostawały po ćwiczeniach. Powinni usuwać je wojskowi, ale zbieracze, którzy wychowali się i mieszkali w pobliżu poligonów, uprzedzali wojskowych.
Czy bomba, której ładunek znaleziono w Warszawie, mogła pochodzić z Nadarzyc? Tego prokuraturze nie udało się wyjaśnić, mimo że CBŚ długo podsłuchiwał handlarzy. Jeden z prokuratorów powiedział, że grupa była bardzo hermetyczna i trudno z niej było coś wyciągnąć.
Handlarzami byli bezrobotni mieszkańcy okolicznych wsi, którzy wykorzystywali bliskie położenie poligonów w okolicach Drawska i Bornego-Sulinowa. Wyposażeni w wykrywacze metalu, poruszając się na quadach, penetrowali poligony w poszukiwaniu niewybuchów. Potem zwozili je na swoje posesje, rozcinali i wydobywali materiały wybuchowe. Jeden z poznańskich prokuratorów powiedział "Gazecie", że przesłuchiwał oskarżonego z urwaną dłonią, a kilku innych nie miało palców.
Dla prokuratury najważniejsze było jednak ustalenie, co dalej działo się z materiałami wybuchowymi.
Operacja CBŚ zaczęła się od niesprawdzonej informacji, że na poligonach mogą zaopatrywać się zorganizowane grupy przestępcze. Prokuratorzy znaleźli trop, który mógłby to potwierdzać. Cztery lata temu na warszawskiej Pradze zatrzymano Piotra J. Miał pistolet maszynowy scorpion oraz ładunek bomby lotniczej P50. To radziecka bomba ćwiczebna, długa na blisko metr, ważąca ponad 50 kg. - Siła eksplozji może być ogromna - mówi jeden z prokuratorów.
Bomby P50 zrzucają w trakcie ćwiczeń wojskowe samoloty na poligonie lotniczym w Nadarzycach, na pograniczu Wielkopolski i Zachodniopomorskiego. Tam właśnie grasowali zatrzymani przed rokiem handlarze.
Poligon lotniczy istnieje w Nadarzycach od wojny. Najpierw należał do pułku w Pile, potem do tamtejszej dywizji. Centralnym poligonem mianowano go w latach 70. Do 1992 r. stacjonowały tam wojska radzieckie. Niewybuchy pozostawały po ćwiczeniach. Powinni usuwać je wojskowi, ale zbieracze, którzy wychowali się i mieszkali w pobliżu poligonów, uprzedzali wojskowych.
Czy bomba, której ładunek znaleziono w Warszawie, mogła pochodzić z Nadarzyc? Tego prokuraturze nie udało się wyjaśnić, mimo że CBŚ długo podsłuchiwał handlarzy. Jeden z prokuratorów powiedział, że grupa była bardzo hermetyczna i trudno z niej było coś wyciągnąć.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




