Wielka woda w Poznaniu. Bywała tu, i to nie raz!
29.05.2010
, aktualizacja: 28.05.2010 19:31
We Wrocławiu, Opolu, Płocku, Krakowie czy Sandomierzu wielka powódź to rzeczywistość. W Poznaniu to tylko wspomnienie. O tym, że Warta w Poznaniu też bywała śmiertelnie groźna, przypominają tablice na kościele Bożego Ciała czy też na Starym Rynku.
ZOBACZ TAKŻE
- Stary Rynek pod wodą - 400 lat temu zalało miasto (03-04-12, 15:44)
- Koniec alarmu powodziowego dla Poznania (17-06-10, 14:19)
- Poznań po fali, teraz musi dbać o wały (30-05-10, 19:35)
- Powódź w Poznaniu, czyli chwila prawdy (29-05-10, 11:00)
- Dom Emeryta powstaje na Naramowicach (28-05-10, 19:50)
- Poznań pamięta o ks. Jerzym Popiełuszce (28-05-10, 19:50)
- Lepiej niż Poznaniu zarabia się tylko w Warszawie (28-05-10, 19:37)
- Mur oporowy w starym porcie może runąć (28-05-10, 10:00)
Pamiątkowa tabliczka została tam przybita do ściany kamienicy nr 50 (niedaleko ul. Wodnej), zwanej Kamienicą Pod Daszkiem - ponoć dlatego, że na tutejszym daszku zatrzymał się król August II Mocny, gdy pijany wypadł z okna podczas wizyty na Starym Rynku w 1700 r. 36 lat później rynek znalazł się pod wodą. "R.1736. 9 IV LII" głosi napis na tabliczce. Do tego miejsca podeszła woda 9 kwietnia 1736 r., podczas największej powodzi, jaką zdołano opisać w Poznaniu.
O "wielkich wylewach" w 988 r. w państwie Mieszka I pisał już Jan Długosz. Kolejna wielka powódź nawiedziła Wielkopolskę 30 lat później, gdy władał już Bolesław Chrobry, oraz w 1118 r., w czasach księcia Bolesława Krzywoustego. "Woda zatopiła całą niemal ziemię, a stąd przeszkodziwszy zasiewom i zbiorom. Wkrótce potem takie spadły ulewy i nawałnice, że niektórzy lękać się zaczęli powtórnego potopu" - czytamy w opisach tego kataklizmu. Także oblężenie Poznania przez księcia seniora Władysława Wygnańca w 1146 r. zostało zakłócone wezbraniem wód Warty. W wodzie tej potykali się rycerze. Powódź zalała też Poznań w roku lokacji - 1253 r., a Warta zamieniła miasto w wielkie jezioro w latach 1585-86. Powiadają, że najwyższy stan wody miał miejsce w 1551 r., ale śladów czy dowodów nie ma. Od 1500 r. Warta wylewała w Poznaniu ok. 70 razy. Często groźnie.
To jednak w XVII i XVIII w. spadły na Poznań tak ciężkie kataklizmy, że miasto zupełnie podupadło. Wielka powódź z 1736 r. była tu kluczowa, poprzedziły ją jednak inne. Jak podaje "Kronika poznańskich pisarzy miejskich", w 1612 r. powódź spustoszyła miasto w czasie topnienia śniegów podczas Wielkiego Postu. Warta podniosła się tak bardzo, że przewyższyła swym poziomem wszystkie mosty miejskie. Wyobrażacie sobie Państwo? Wszystkie mosty znalazły się pod wodą!
Powódź zalała też ulice w 1698 r., a zima 1708/09 była najcięższą od lat. A ponieważ nieszczęścia chodzą parami, wiosną 1709 r. wykluła się w i tak zmaltretowanym przez najazdy szwedzkie mieście najstraszliwsza w dziejach epidemia "czarnej śmierci - dżumy. Z 12 tys. ówczesnych mieszkańców Poznania zmarło 9 tys. Miasto upadło do tego stopnia, że król August II Mocny zwolnił je z podatku, a w 1710 r. wydał zgodę na osiedlenie się tu Bambrów, którzy mieli zastąpić wymarłych mieszkańców. Wydawało się, że wszystko będzie już dobrze. Nic podobnego, bo najpierw przyszedł tzw. Sąd Pański z czerwca 1725 r., czyli monstrualna burza z gradobiciem. Runęły wieże ratusza i fary.
No a później przyszła wielka powódź. Padać zaczęło 10 maja 1736 r. (według innych źródeł nawet wcześniej, bo zaraz po Wielkiej Nocy, czyli po 1 kwietnia). Lało niemal nieprzerwanie przez 73 dni, aż do lipca. Wody w rzekach, także w Warcie, szybko się podniosły, a poznaniacy przekonali się, jak szybki i nagły potrafi być atak rzeki.
W czwartek, 8 lipca, wieczorem Warta była bowiem wzburzona, ale jeszcze stabilna. Jak jednak donosi "Kronika poznańskich pisarzy miejskich": "dnia 9 lipca pomiędzy godziną 10 i 11 przed południem wielka masa wód dostała się w obręb rynku. Tak że o godzinie 6 po południu nieszczęsny lud zmuszony był pływać po rynku i ulicach łódkami, czółnami i tratwami zrobionymi z drzew". To znaczy, że w ciągu siedmiu-ośmiu godzin zalewająca Stary Rynek woda sięgnęła poziomu zaznaczonego dziś na kamienicy obok rzeźby Apolla. Warto stanąć przy tabliczce i sprawdzić. To 136 cm od ówczesnego bruku - faktycznie, można było bez problemu pływać łodzią. "Przez każdą całą godzinę ćwierć łokcia w górę wznosiła się" - pisał kronikarz Jan Rzepecki. A łokieć to ponad pół metra. Alfred Kaniecki w "Dziejach miasta wodą pisanych" podaje, że Warta wezbrała wtedy 9,47 m ponad swój średni poziom. Fala powodziowa musiała być ogromna.
Tablica upamiętniająca tamtą powódź znajduje się także w kościele Bożego Ciała. Tam też, już na zewnątrz, znajdziemy tablicę przypominającą drugą tragiczną powódź, z 30 marca 1888 r. Wówczas woda miała podejść do wysokości, na której wisi ta kościelna tabliczka. To 102 cm od posadzki kościoła.
Natomiast Starego Rynku woda wówczas nie sięgnęła. Była pod Ratuszem, gdyż została tu wepchnięta podziemnym kanałem ściekowym, który szedł pod ul. Woźną do Warty. Stała tam przez tydzień; w innych częściach miasta - przez pięć tygodni (najdłużej na Chwaliszewie). Zalane zostało wtedy całe Chwaliszewo, Garbary, Strzelecka, Droga Dębińska. Woda wdarła się do ponad 800 budynków, zamieszkanych przez 22 tys. ludzi.
Wstrząśnięta rozmiarami kataklizmu do Poznania przyjechała wówczas cesarzowa Wiktoria (córka brytyjskiej królowej Wiktorii). Zostawiła w Berlinie konającego cesarza Fryderyka III (miał raka gardła, zmarł w czerwcu 1888 r.). Wraz z nią przyjechał następca tronu, książę Wilhelm - późniejszy cesarz. Cesarzowa i książę podarowali powodzianom 500 marek jałmużny, którą rozdano najbiedniejszym rodzinom - po trzy marki na rodzinę.
Kiedy rok później, w 1889 r. Poznań znów zalało, zapadła decyzja o przebudowie systemu przeciwpowodziowego miasta. Podwyższono wały do 7,2 m, poziom Chwaliszewa o jeden metr, zasypano Łąki Grochowskie i tzw. Zgniłą Wartę (to dzisiejsza ul. Mostowa), skanalizowano Bogdankę. Prace trwały aż do I wojny światowej - w 1913 r. powstał np. most św. Rocha, a w 1911 r. inżynier S. Schultz opracował projekt regulacji biegu Warty. Do wybuchu wojny część prac dało się wykonać.
Ostatnia potężna fala powodziowa z 1924 r. zalała Wildę i Łęgi Dębińskie, ale oszczędziła tereny już przebudowane. Jasne stało się, że prace muszą zostać dokończone. Tereny na łąkach wildeckich podniesiono o 3-4 m.
To m.in. dzięki temu dziś możemy w spokoju oczekiwać największej fali powodziowej od 86 lat.
O "wielkich wylewach" w 988 r. w państwie Mieszka I pisał już Jan Długosz. Kolejna wielka powódź nawiedziła Wielkopolskę 30 lat później, gdy władał już Bolesław Chrobry, oraz w 1118 r., w czasach księcia Bolesława Krzywoustego. "Woda zatopiła całą niemal ziemię, a stąd przeszkodziwszy zasiewom i zbiorom. Wkrótce potem takie spadły ulewy i nawałnice, że niektórzy lękać się zaczęli powtórnego potopu" - czytamy w opisach tego kataklizmu. Także oblężenie Poznania przez księcia seniora Władysława Wygnańca w 1146 r. zostało zakłócone wezbraniem wód Warty. W wodzie tej potykali się rycerze. Powódź zalała też Poznań w roku lokacji - 1253 r., a Warta zamieniła miasto w wielkie jezioro w latach 1585-86. Powiadają, że najwyższy stan wody miał miejsce w 1551 r., ale śladów czy dowodów nie ma. Od 1500 r. Warta wylewała w Poznaniu ok. 70 razy. Często groźnie.
To jednak w XVII i XVIII w. spadły na Poznań tak ciężkie kataklizmy, że miasto zupełnie podupadło. Wielka powódź z 1736 r. była tu kluczowa, poprzedziły ją jednak inne. Jak podaje "Kronika poznańskich pisarzy miejskich", w 1612 r. powódź spustoszyła miasto w czasie topnienia śniegów podczas Wielkiego Postu. Warta podniosła się tak bardzo, że przewyższyła swym poziomem wszystkie mosty miejskie. Wyobrażacie sobie Państwo? Wszystkie mosty znalazły się pod wodą!
Powódź zalała też ulice w 1698 r., a zima 1708/09 była najcięższą od lat. A ponieważ nieszczęścia chodzą parami, wiosną 1709 r. wykluła się w i tak zmaltretowanym przez najazdy szwedzkie mieście najstraszliwsza w dziejach epidemia "czarnej śmierci - dżumy. Z 12 tys. ówczesnych mieszkańców Poznania zmarło 9 tys. Miasto upadło do tego stopnia, że król August II Mocny zwolnił je z podatku, a w 1710 r. wydał zgodę na osiedlenie się tu Bambrów, którzy mieli zastąpić wymarłych mieszkańców. Wydawało się, że wszystko będzie już dobrze. Nic podobnego, bo najpierw przyszedł tzw. Sąd Pański z czerwca 1725 r., czyli monstrualna burza z gradobiciem. Runęły wieże ratusza i fary.
No a później przyszła wielka powódź. Padać zaczęło 10 maja 1736 r. (według innych źródeł nawet wcześniej, bo zaraz po Wielkiej Nocy, czyli po 1 kwietnia). Lało niemal nieprzerwanie przez 73 dni, aż do lipca. Wody w rzekach, także w Warcie, szybko się podniosły, a poznaniacy przekonali się, jak szybki i nagły potrafi być atak rzeki.
W czwartek, 8 lipca, wieczorem Warta była bowiem wzburzona, ale jeszcze stabilna. Jak jednak donosi "Kronika poznańskich pisarzy miejskich": "dnia 9 lipca pomiędzy godziną 10 i 11 przed południem wielka masa wód dostała się w obręb rynku. Tak że o godzinie 6 po południu nieszczęsny lud zmuszony był pływać po rynku i ulicach łódkami, czółnami i tratwami zrobionymi z drzew". To znaczy, że w ciągu siedmiu-ośmiu godzin zalewająca Stary Rynek woda sięgnęła poziomu zaznaczonego dziś na kamienicy obok rzeźby Apolla. Warto stanąć przy tabliczce i sprawdzić. To 136 cm od ówczesnego bruku - faktycznie, można było bez problemu pływać łodzią. "Przez każdą całą godzinę ćwierć łokcia w górę wznosiła się" - pisał kronikarz Jan Rzepecki. A łokieć to ponad pół metra. Alfred Kaniecki w "Dziejach miasta wodą pisanych" podaje, że Warta wezbrała wtedy 9,47 m ponad swój średni poziom. Fala powodziowa musiała być ogromna.
Tablica upamiętniająca tamtą powódź znajduje się także w kościele Bożego Ciała. Tam też, już na zewnątrz, znajdziemy tablicę przypominającą drugą tragiczną powódź, z 30 marca 1888 r. Wówczas woda miała podejść do wysokości, na której wisi ta kościelna tabliczka. To 102 cm od posadzki kościoła.
Natomiast Starego Rynku woda wówczas nie sięgnęła. Była pod Ratuszem, gdyż została tu wepchnięta podziemnym kanałem ściekowym, który szedł pod ul. Woźną do Warty. Stała tam przez tydzień; w innych częściach miasta - przez pięć tygodni (najdłużej na Chwaliszewie). Zalane zostało wtedy całe Chwaliszewo, Garbary, Strzelecka, Droga Dębińska. Woda wdarła się do ponad 800 budynków, zamieszkanych przez 22 tys. ludzi.
Wstrząśnięta rozmiarami kataklizmu do Poznania przyjechała wówczas cesarzowa Wiktoria (córka brytyjskiej królowej Wiktorii). Zostawiła w Berlinie konającego cesarza Fryderyka III (miał raka gardła, zmarł w czerwcu 1888 r.). Wraz z nią przyjechał następca tronu, książę Wilhelm - późniejszy cesarz. Cesarzowa i książę podarowali powodzianom 500 marek jałmużny, którą rozdano najbiedniejszym rodzinom - po trzy marki na rodzinę.
Kiedy rok później, w 1889 r. Poznań znów zalało, zapadła decyzja o przebudowie systemu przeciwpowodziowego miasta. Podwyższono wały do 7,2 m, poziom Chwaliszewa o jeden metr, zasypano Łąki Grochowskie i tzw. Zgniłą Wartę (to dzisiejsza ul. Mostowa), skanalizowano Bogdankę. Prace trwały aż do I wojny światowej - w 1913 r. powstał np. most św. Rocha, a w 1911 r. inżynier S. Schultz opracował projekt regulacji biegu Warty. Do wybuchu wojny część prac dało się wykonać.
Ostatnia potężna fala powodziowa z 1924 r. zalała Wildę i Łęgi Dębińskie, ale oszczędziła tereny już przebudowane. Jasne stało się, że prace muszą zostać dokończone. Tereny na łąkach wildeckich podniesiono o 3-4 m.
To m.in. dzięki temu dziś możemy w spokoju oczekiwać największej fali powodziowej od 86 lat.
- 9 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
34 głosy
-
Wielka woda w Poznaniu. Bywała tu, i to nie raz!
anders76
29.05.10, 11:05
No tak, znowu ci nudni Niemcy. Zadnej fantazji w tym narodzie tylko analizy ipraca. Na szczescie niejaki Wechta zbudowal sliczne osiedle tuz nad brzegiemportu i te nudy, byc moze, zostana »
-
Wielka woda w Poznaniu. Bywała tu, i to nie raz!
funkenschlag
29.05.10, 20:52
Fajne zdjęcie. :) Poza tym na Pomorzy Zachodnim w 1888 też była niezła powódź.»
-
Dziekuję P. Redaktorze za ten artykuł.
renepoznan
30.05.10, 19:18
Ale nie byłbym sobą gdybym nie upomniał się o przypomnienie, że duzo z XIXwiecznych powodzi w Poznaniu wynikało z budowy przez Prusaków Wielkiej Śluzy,która tamowała przepływ wody w Warcie. »
Najczęściej czytane24 htydzień




