Nowy kłopot Szwaków: zabrali im zwierzęta
26.05.2010
, aktualizacja: 26.05.2010 21:29
Sołtys: - Ja do chlewików Władkowi nie zaglądałem. Pytaliśmy, jak jest, mówił, że da radę. Nie umiał przyznać, że nie starcza mu sił
ZOBACZ TAKŻE
- Wielkie szczęście Szwaków: ślub i chrzest Róży (27-12-09, 20:44)
- Róża Szwak w pampersach od prezydenta (24-12-09, 12:00)
- Ojciec Róży: Wreszcie! (15-09-09, 21:41)
- Decyzja sądu: Róża wraca do rodziców! (15-09-09, 14:49)
- Mamę małej Róży wysterylizowano bez jej zgody (28-08-09, 07:00)
Wywozi gnój, grodzi pastwisko, sprzeda część krów i świń - Władysław Szwak próbuje ogarnąć swoje gospodarstwo w Błotach Wielkich.
- Ludzie nam przy Róży pomogli, teraz pewnie będą myśleć, po co tyle pomogli... W telewizji pokazali chude krowy, wstyd mi, we wsi się ze mnie śmieją! Nie podołałem... Jak nie z tej strony, to z tamtej się wali! - załamuje ręce.
W ub. tygodniu wszyscy mogli zobaczyć, jak inspektorzy Pogotowia dla Zwierząt zabierają z gospodarstwa Szwaka skrajnie zaniedbane, wychudzone zwierzęta.
Róża ładnie się rozwija
Przypomnijmy, w lipcu ub.r. odebrano Szwakom córkę Różę, w szpitalu, tuż po narodzinach. Sąd uzasadnił: bałagan w domu, nieporadność rodziców. Rodzice rozpoczęli jednak walkę o dziecko, wsparli ich wtedy sąsiedzi, sołtys, proboszcz, pomoc społeczna. We wrześniu sąd zmienił decyzję, niemowlaka oddano, ale sprawa nadal toczy się - sąd nie rozpatrzył jeszcze ostatecznie wniosku kuratora o pozbawienie Władysława i Wioletty Szwaków praw do opieki nad Różą i jej rodzeństwem. - Co do opieki nad Różą i starszymi dziećmi, nie ma w tej chwili zastrzeżeń. Pani Wioletta z pomocą opiekunki dba o porządek w domu, czystość dzieci, jest zdecydowanie lepiej - mówi Joanna Ciesielska-Borowiec z Sądu Okręgowego w Poznaniu. Przekazuje opinię kuratorki, która nadzoruje rodzinę.
Zgodnie z zaleceniem sądu do domu codziennie przychodzi opiekunka z pomocy społecznej. - Teraz będzie przychodzić trzy razy w tygodniu, bo codziennie nie ma tam co robić, pani Wioletta radzi sobie już sama. Pojechałam tam niedawno bez zapowiedzi, obiad nastawiony, posprzątane - mówi Weronika Klimuntowska-Nawrocka, kierownik Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej we Wronkach. Róża ładnie się rozwija. Starsze dzieci nie mają kłopotów w szkole. Co miesiąc spotyka się "zespół kryzysowy" - kuratorka, pedagog szkolny, pracownik MGOPS, sołtys, proboszcz. - Omawiamy problemy tej rodziny, zastanawiamy się, co poprawić. Chodzi o to, żeby ich wspierać, nie wyręczać. - relacjonuje kierowniczka MGOPS.
Krowy stały w gnoju
- Krowy stały na metrowej warstwie obornika, oblepione odchodami, wygłodzone, z dziurawego dachu leciała na nie woda - relacjonuje Grzegorz Bielawski z Pogotowia dla Zwierząt. Zabrali sześć krów, dwa cielaki, konia i psa. - Zabraliśmy zwierzęta w najgorszej kondycji, ale za warunki, w jakich je trzyma, powinniśmy zabrać wszystkie - podkreśla. Zostało kilkanaście krów i świń, ich stan określono w raporcie z interwencji jako "zadowalający". - Złożyliśmy wniosek o odbiór wszystkich zwierząt, wrócimy za miesiąc, jeśli warunki się poprawią, wycofamy wniosek - zapowiada. Złożyli też zawiadomienie o przestępstwie znęcania się nad zwierzętami. - Pięć razy kontrolowaliśmy już to gospodarstwo, dawaliśmy panu Szwakowi zalecenia, niewiele się zmieniło. To nie jest pan, który bije zwierzęta, nie mniej zaniechanie jest również przestępstwem - tłumaczy. Raport i zdjęcia z interwencji rozesłali do mediów. - Zawsze tak robimy - wyjaśnia.
- Ja do chlewików Władkowi nie zaglądałem. Pytaliśmy jak jest, mówił, że da radę. Nie umiał przyznać, że nie starcza mu na inwentarz sił - denerwuje się sołtys Jarosław Mikołajczak.
- To trochę nasza wina, wszyscy cisnęliśmy, żeby zadbał o dom, o najlepsze warunki dla Róży. Teraz mieliśmy kłaść nową dachówkę. Umknęła nam sprawa zwierząt... - przyznaje ks. Paweł Pawlicki.
- My nie jesteśmy od zajmowania się zwierzętami, to nie nasza rola - zastrzega kierowniczka MGOPS.
- Ciężka zima, sprawa z Różą, ciągłe sądy, nerwy... Karmę chyba małowartościową kupiłem, wypuściłbym teraz na łąkę, poprawiłyby się - tłumaczy Szwak. Zwierzęta były jednak bardzo zaniedbane, jeden z chlewów zrujnowany. W poniedziałek w gospodarstwie był doradca z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. - Okazało się, że można to ogarnąć, nie jest najgorzej - relacjonuje proboszcz. Zwierzęta przeprowadzono do nowszego budynku, mają z niego wyjście na łąkę, dostęp do wody. Z drugiego budynku Szwak wyrzuca obornik. Przygotowuje pastwisko, grodzi elektrycznym pastuchem. Część inwentarza sprzeda, zostawi kilka świń i krów. - Oczywiście, że co złe, trzeba naprawić. Szkoda tylko, że ludzie z ochrony zwierząt nie przyszli najpierw do sołtysa, do mnie, zastanowilibyśmy się razem, jak zaradzić - dodaje ks. Pawlicki.
- Ludzie nam przy Róży pomogli, teraz pewnie będą myśleć, po co tyle pomogli... W telewizji pokazali chude krowy, wstyd mi, we wsi się ze mnie śmieją! Nie podołałem... Jak nie z tej strony, to z tamtej się wali! - załamuje ręce.
W ub. tygodniu wszyscy mogli zobaczyć, jak inspektorzy Pogotowia dla Zwierząt zabierają z gospodarstwa Szwaka skrajnie zaniedbane, wychudzone zwierzęta.
Róża ładnie się rozwija
Przypomnijmy, w lipcu ub.r. odebrano Szwakom córkę Różę, w szpitalu, tuż po narodzinach. Sąd uzasadnił: bałagan w domu, nieporadność rodziców. Rodzice rozpoczęli jednak walkę o dziecko, wsparli ich wtedy sąsiedzi, sołtys, proboszcz, pomoc społeczna. We wrześniu sąd zmienił decyzję, niemowlaka oddano, ale sprawa nadal toczy się - sąd nie rozpatrzył jeszcze ostatecznie wniosku kuratora o pozbawienie Władysława i Wioletty Szwaków praw do opieki nad Różą i jej rodzeństwem. - Co do opieki nad Różą i starszymi dziećmi, nie ma w tej chwili zastrzeżeń. Pani Wioletta z pomocą opiekunki dba o porządek w domu, czystość dzieci, jest zdecydowanie lepiej - mówi Joanna Ciesielska-Borowiec z Sądu Okręgowego w Poznaniu. Przekazuje opinię kuratorki, która nadzoruje rodzinę.
Zgodnie z zaleceniem sądu do domu codziennie przychodzi opiekunka z pomocy społecznej. - Teraz będzie przychodzić trzy razy w tygodniu, bo codziennie nie ma tam co robić, pani Wioletta radzi sobie już sama. Pojechałam tam niedawno bez zapowiedzi, obiad nastawiony, posprzątane - mówi Weronika Klimuntowska-Nawrocka, kierownik Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej we Wronkach. Róża ładnie się rozwija. Starsze dzieci nie mają kłopotów w szkole. Co miesiąc spotyka się "zespół kryzysowy" - kuratorka, pedagog szkolny, pracownik MGOPS, sołtys, proboszcz. - Omawiamy problemy tej rodziny, zastanawiamy się, co poprawić. Chodzi o to, żeby ich wspierać, nie wyręczać. - relacjonuje kierowniczka MGOPS.
Krowy stały w gnoju
- Krowy stały na metrowej warstwie obornika, oblepione odchodami, wygłodzone, z dziurawego dachu leciała na nie woda - relacjonuje Grzegorz Bielawski z Pogotowia dla Zwierząt. Zabrali sześć krów, dwa cielaki, konia i psa. - Zabraliśmy zwierzęta w najgorszej kondycji, ale za warunki, w jakich je trzyma, powinniśmy zabrać wszystkie - podkreśla. Zostało kilkanaście krów i świń, ich stan określono w raporcie z interwencji jako "zadowalający". - Złożyliśmy wniosek o odbiór wszystkich zwierząt, wrócimy za miesiąc, jeśli warunki się poprawią, wycofamy wniosek - zapowiada. Złożyli też zawiadomienie o przestępstwie znęcania się nad zwierzętami. - Pięć razy kontrolowaliśmy już to gospodarstwo, dawaliśmy panu Szwakowi zalecenia, niewiele się zmieniło. To nie jest pan, który bije zwierzęta, nie mniej zaniechanie jest również przestępstwem - tłumaczy. Raport i zdjęcia z interwencji rozesłali do mediów. - Zawsze tak robimy - wyjaśnia.
- Ja do chlewików Władkowi nie zaglądałem. Pytaliśmy jak jest, mówił, że da radę. Nie umiał przyznać, że nie starcza mu na inwentarz sił - denerwuje się sołtys Jarosław Mikołajczak.
- To trochę nasza wina, wszyscy cisnęliśmy, żeby zadbał o dom, o najlepsze warunki dla Róży. Teraz mieliśmy kłaść nową dachówkę. Umknęła nam sprawa zwierząt... - przyznaje ks. Paweł Pawlicki.
- My nie jesteśmy od zajmowania się zwierzętami, to nie nasza rola - zastrzega kierowniczka MGOPS.
- Ciężka zima, sprawa z Różą, ciągłe sądy, nerwy... Karmę chyba małowartościową kupiłem, wypuściłbym teraz na łąkę, poprawiłyby się - tłumaczy Szwak. Zwierzęta były jednak bardzo zaniedbane, jeden z chlewów zrujnowany. W poniedziałek w gospodarstwie był doradca z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. - Okazało się, że można to ogarnąć, nie jest najgorzej - relacjonuje proboszcz. Zwierzęta przeprowadzono do nowszego budynku, mają z niego wyjście na łąkę, dostęp do wody. Z drugiego budynku Szwak wyrzuca obornik. Przygotowuje pastwisko, grodzi elektrycznym pastuchem. Część inwentarza sprzeda, zostawi kilka świń i krów. - Oczywiście, że co złe, trzeba naprawić. Szkoda tylko, że ludzie z ochrony zwierząt nie przyszli najpierw do sołtysa, do mnie, zastanowilibyśmy się razem, jak zaradzić - dodaje ks. Pawlicki.
- 16 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
11 głosów
-
Szwak już sam nie pamięta co mówi
otec1
27.05.10, 09:41
Teraz się tłumaczy, że nie daje rady bo brak mu sił. A przecież niedawno po zabraniu tych zwierząt mówił, że nie ma czasu dbać o gospodarstwo, bo musi starsze dzieci na imprezy wozić. Więc »
-
Nowy kłopot Szwaków: zabrali im zwierzęta
red-koltun
27.05.10, 12:19
Po co ta bezowocna dyskusja? Najważniejsze jest w tej sytuacji dobro dzieci,które podobno mają się dobrze.Czują się bezpiecznie,uczą się dobrze,kochają się.Dom dziecka(tragedia!) czy taka »
-
Najwiekszy autorytet
antekguma1
27.05.10, 14:07
Jak wynika z artykułu największy autorytet i znawca tematu to miejscowyklecha. A w czym on pomógł? Wyciągnął kasę za chrzciny i ma nadzieje na kasęza komunie. Interesował się sprawa dzieci, »
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć