Libicki nie wierzy w przemianę Jarosława Kaczyńskiego
01.07.2011
, aktualizacja: 21.05.2010 18:12
W trwałą zmianę image'u Jarosława Kaczyńskiego nie wierzę. Człowiek zaawansowany wiekiem nie zmieni swojej metody politycznej, która wyniosła jego brata na fotel prezydenta i na Wawel - mówi były europoseł Marcin Libicki, dziś działacz partii Polska Plus.
ZOBACZ TAKŻE
- Krakus Zbigniew Ziobro twarzą PiS w Poznaniu (01-07-11, 00:00)
- Czy Henryk Stokłosa miał wtyczkę w PiS? (24-05-10, 10:00)
Tomasz Cylka: Rozpad Polski Plus po tym, jak większość jej członków poparła Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich, jest przesądzony. Kiedy pan zatem wróci do PiS-u?
Marcin Libicki: Nie rozważam powrotu do PiS-u, bo nie ustały żadne przesłanki, dla których z tej partii wyszedłem. Przypomnę, że prezes Jarosław Kaczyński na podstawie niesprawiedliwych ocen i prasowych pomówień nie wpisał mnie na listę wyborczą do europarlamentu. Postąpił tak, choć w najróżniejszych rankingach europejskich zajmowałem wysokie miejsca. Ludwik Dorn w swojej książce wyraźnie napisał, że Jarosław Kaczyński chciał mnie "zlikwidować" z racji mojej wysokiej pozycji politycznej i niezależności. Tymczasem nawet po prawomocnym wyroku sądowym, oczyszczającym mnie z zarzutów, prezes PiS nie wykonał wobec mnie żadnego gestu. Dlatego uznaję, że jest ze swojej decyzji zadowolony. Nie widzę zatem dla siebie miejsca w PiS-ie.
Nawet specyficzna sytuacja polityczna po tragedii w Smoleńsku nie zmieni pana zdania?
- W pierwszej turze Jarosława Kaczyńskiego na pewno nie poprę. Ze zrozumiałych względów najbliższy jest mi Marek Jurek. Co zrobię w drugiej turze? Owszem, moja ideowa ocena prezesa PiS jest pozytywna. Uważam jednak za szalenie niebezpieczne, żeby w Polsce był podział władzy na obozy polityczne. Będziemy bowiem świadkami awantur, w których stosunki Lech Kaczyński - Donald Tusk wspomnimy jako sielankę. Dlatego mam dylemat, czy poprzeć Jarosława Kaczyńskiego, który ideowo jest mi bliższy, czy uznać, że lepiej, by u władzy był jeden obóz polityczny i poprzeć Bronisława Komorowskiego. To nie jest dla mnie łatwe i będę musiał dokonać trudnego wyboru. Choć patrząc realnie: nie można wykluczyć, że kandydat PO dostanie 50 procent już w pierwszej turze.
Kłótnia w Polsce Plus oznacza jednak koniec tej partii. Musiało do niej dojść?
- Nie ulega wątpliwości, że wybory są dla każdej partii wydarzeniem najważniejszym. Dlatego żałuję, że nie udało się Polsce Plus wypracować jednego stanowiska. Byłem w gronie tych osób, które chciały najpierw porozmawiać zarówno z Jarosławem Kaczyńskim, jak i Markiem Jurkiem. Większość zadecydowała inaczej, że trzeba bezwarunkowo poprzeć prezesa PiS. Takie postawienie sprawy na pewno nasze ugrupowanie osłabiło. To, co działa na korzyść Polski Plus, to ośmiu posłów w polskim Sejmie. A takie koła i małe partie potrafią być języczkiem u wagi. Przypomnę, że w 1995 roku Janusz Korwin-Mikke mógł mieć wpływ na wynik w drugiej turze wyborów prezydenckich, kiedy to Aleksander Kwaśniewski pokonał Lecha Wałęsę. Pytany czy poprze Wałęsę, oświadczył, że "nie będzie wybierał między dżumą i cholerą". To mogło przysporzyć Kwaśniewskiemu głosów. Kiedy zatem atmosfera się uspokoi i rany się zaleczą, to będzie szansa na podjęcie kolejnej próby.
Zakładając czarny scenariusz dla Polski Plus, gdzie indziej widzi pan swoje miejsce w polityce?
- Na prawicy powinno powstać szersze porozumienie wszystkich tych, którzy nie godzą się na dyktat PO i PiS. Taki stan wiecznie trwać nie może. Trzeba być zatem w pogotowiu i mieć alternatywny scenariusz. Dziś za wcześnie mówić, kto mógłby grać w takim ugrupowaniu pierwsze skrzypce. Na pewno odpowiedź dadzą wybory prezydenckie, kiedy okaże się, kto przekroczył próg pięciu procent przyzwoitości. Ale myślę, że to powinno być coś, na co się złoży Prawica RP, która w krótkim czasie zdołała zebrać 180 tys. podpisów pod kandydaturą Marka Jurka, jak i Polska Plus.
Jednak minęło już kilka lat, a Markowi Jurkowi nadal nie udało się stworzyć silnego ugrupowania.
- Mogę zapewnić, że Marek Jurek ma pogląd na wszystkie sprawy państwowe, ale jest postrzegany jako absolutnie monotematyczny. Ale z Prawicą RP jest trochę tak jak z Januszem Korwinem-Mikkem, który ma poglądy na różne sprawy, ale ludzie patrzą na niego przez pryzmat podatków. Tak samo Marek Jurek jest odbierany jako osoba zainteresowana szeroko pojętą ochroną życia. Jemu potrzebne jest zbudowanie takiej formacji, w której znajdą się znani politycy, żeby oni przekonali Polaków, że liderzy mają poglądy na różne tematy. Zmiana image'u Marka Jurka jest kluczem do tego, żeby odnosił większe sukcesy.
Podoba się panu przemiana Jarosława Kaczyńskiego?
- Przez długi czas po tragedii w Smoleńsku Jarosław Kaczyński milczał. Krzywdzące i niegodziwe były zarzuty, że wykorzystuje żałobę narodową, żeby tylko się publicznie nie pokazywać. Jednak powiem wyraźnie, że w trwałą zmianę image'u Jarosława Kaczyńskiego nie wierzę. Człowiek zaawansowany wiekiem nie zmieni swojej metody politycznej, która wyniosła jego brata na fotel prezydenta i na Wawel, a jego samego na stanowisko premiera i prezesa największej partii opozycyjnej w Polsce. Jeśli ktoś odnosi takie sukcesy, posługując się przy tym różnymi metodami, jak np. negocjacje wiceprezesa Adama Lipińskiego w gabinecie Renaty Beger, to zmienić się nie jest w stanie. Jarosław Kaczyński nigdy nie powie: "przepraszam, to była zła metoda". A ta metoda polega na tym, że każdy musi być przez niego zniewolony, a dopóki nie jest zniewolony, to jest wrogiem. Dowodem tego są historie Kazimierza Ujazdowskiego, Marka Jurka czy moja.
W Poznaniu PiS szykuje się do ataku. W skład komitetu honorowego weszło stu naukowców. Dzięki temu poznaniacy zmienią zdanie?
- Taki komitet nie zaszkodzi. Ale myślę, że opinia naszego środowiska, które rok temu opuściło PiS, będzie miała decydujące znaczenie.
Marcin Libicki: Nie rozważam powrotu do PiS-u, bo nie ustały żadne przesłanki, dla których z tej partii wyszedłem. Przypomnę, że prezes Jarosław Kaczyński na podstawie niesprawiedliwych ocen i prasowych pomówień nie wpisał mnie na listę wyborczą do europarlamentu. Postąpił tak, choć w najróżniejszych rankingach europejskich zajmowałem wysokie miejsca. Ludwik Dorn w swojej książce wyraźnie napisał, że Jarosław Kaczyński chciał mnie "zlikwidować" z racji mojej wysokiej pozycji politycznej i niezależności. Tymczasem nawet po prawomocnym wyroku sądowym, oczyszczającym mnie z zarzutów, prezes PiS nie wykonał wobec mnie żadnego gestu. Dlatego uznaję, że jest ze swojej decyzji zadowolony. Nie widzę zatem dla siebie miejsca w PiS-ie.
Nawet specyficzna sytuacja polityczna po tragedii w Smoleńsku nie zmieni pana zdania?
- W pierwszej turze Jarosława Kaczyńskiego na pewno nie poprę. Ze zrozumiałych względów najbliższy jest mi Marek Jurek. Co zrobię w drugiej turze? Owszem, moja ideowa ocena prezesa PiS jest pozytywna. Uważam jednak za szalenie niebezpieczne, żeby w Polsce był podział władzy na obozy polityczne. Będziemy bowiem świadkami awantur, w których stosunki Lech Kaczyński - Donald Tusk wspomnimy jako sielankę. Dlatego mam dylemat, czy poprzeć Jarosława Kaczyńskiego, który ideowo jest mi bliższy, czy uznać, że lepiej, by u władzy był jeden obóz polityczny i poprzeć Bronisława Komorowskiego. To nie jest dla mnie łatwe i będę musiał dokonać trudnego wyboru. Choć patrząc realnie: nie można wykluczyć, że kandydat PO dostanie 50 procent już w pierwszej turze.
Kłótnia w Polsce Plus oznacza jednak koniec tej partii. Musiało do niej dojść?
- Nie ulega wątpliwości, że wybory są dla każdej partii wydarzeniem najważniejszym. Dlatego żałuję, że nie udało się Polsce Plus wypracować jednego stanowiska. Byłem w gronie tych osób, które chciały najpierw porozmawiać zarówno z Jarosławem Kaczyńskim, jak i Markiem Jurkiem. Większość zadecydowała inaczej, że trzeba bezwarunkowo poprzeć prezesa PiS. Takie postawienie sprawy na pewno nasze ugrupowanie osłabiło. To, co działa na korzyść Polski Plus, to ośmiu posłów w polskim Sejmie. A takie koła i małe partie potrafią być języczkiem u wagi. Przypomnę, że w 1995 roku Janusz Korwin-Mikke mógł mieć wpływ na wynik w drugiej turze wyborów prezydenckich, kiedy to Aleksander Kwaśniewski pokonał Lecha Wałęsę. Pytany czy poprze Wałęsę, oświadczył, że "nie będzie wybierał między dżumą i cholerą". To mogło przysporzyć Kwaśniewskiemu głosów. Kiedy zatem atmosfera się uspokoi i rany się zaleczą, to będzie szansa na podjęcie kolejnej próby.
Zakładając czarny scenariusz dla Polski Plus, gdzie indziej widzi pan swoje miejsce w polityce?
- Na prawicy powinno powstać szersze porozumienie wszystkich tych, którzy nie godzą się na dyktat PO i PiS. Taki stan wiecznie trwać nie może. Trzeba być zatem w pogotowiu i mieć alternatywny scenariusz. Dziś za wcześnie mówić, kto mógłby grać w takim ugrupowaniu pierwsze skrzypce. Na pewno odpowiedź dadzą wybory prezydenckie, kiedy okaże się, kto przekroczył próg pięciu procent przyzwoitości. Ale myślę, że to powinno być coś, na co się złoży Prawica RP, która w krótkim czasie zdołała zebrać 180 tys. podpisów pod kandydaturą Marka Jurka, jak i Polska Plus.
Jednak minęło już kilka lat, a Markowi Jurkowi nadal nie udało się stworzyć silnego ugrupowania.
- Mogę zapewnić, że Marek Jurek ma pogląd na wszystkie sprawy państwowe, ale jest postrzegany jako absolutnie monotematyczny. Ale z Prawicą RP jest trochę tak jak z Januszem Korwinem-Mikkem, który ma poglądy na różne sprawy, ale ludzie patrzą na niego przez pryzmat podatków. Tak samo Marek Jurek jest odbierany jako osoba zainteresowana szeroko pojętą ochroną życia. Jemu potrzebne jest zbudowanie takiej formacji, w której znajdą się znani politycy, żeby oni przekonali Polaków, że liderzy mają poglądy na różne tematy. Zmiana image'u Marka Jurka jest kluczem do tego, żeby odnosił większe sukcesy.
Podoba się panu przemiana Jarosława Kaczyńskiego?
- Przez długi czas po tragedii w Smoleńsku Jarosław Kaczyński milczał. Krzywdzące i niegodziwe były zarzuty, że wykorzystuje żałobę narodową, żeby tylko się publicznie nie pokazywać. Jednak powiem wyraźnie, że w trwałą zmianę image'u Jarosława Kaczyńskiego nie wierzę. Człowiek zaawansowany wiekiem nie zmieni swojej metody politycznej, która wyniosła jego brata na fotel prezydenta i na Wawel, a jego samego na stanowisko premiera i prezesa największej partii opozycyjnej w Polsce. Jeśli ktoś odnosi takie sukcesy, posługując się przy tym różnymi metodami, jak np. negocjacje wiceprezesa Adama Lipińskiego w gabinecie Renaty Beger, to zmienić się nie jest w stanie. Jarosław Kaczyński nigdy nie powie: "przepraszam, to była zła metoda". A ta metoda polega na tym, że każdy musi być przez niego zniewolony, a dopóki nie jest zniewolony, to jest wrogiem. Dowodem tego są historie Kazimierza Ujazdowskiego, Marka Jurka czy moja.
W Poznaniu PiS szykuje się do ataku. W skład komitetu honorowego weszło stu naukowców. Dzięki temu poznaniacy zmienią zdanie?
- Taki komitet nie zaszkodzi. Ale myślę, że opinia naszego środowiska, które rok temu opuściło PiS, będzie miała decydujące znaczenie.
- 30 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
30 głosów
-
Libicki nie wierzy w przemianę Jarosława Kaczyń...
tetradrachma
23.05.10, 13:37
Dlaczego obaj braciszkowie są niebezpieczni ? Bo, pomijając ich cywilizacyjne opóżnienia i, ich zaściankowe widzenie świata, to kompletni ignoranci w sprawach, gospodarczych i »
-
Libicki nie wierzy w przemianę Jarosława Kaczyń...
25cz
24.05.10, 12:37
JK zrozumial; ze ze swoja partyjka kufajkowsj inteligencji i szwadronamiagresywnego motlochu, moze probowac zdobyc wladze.Problem w tym, ze ta wladza,dla Poski, ale i dla niego, bylaby »
-
Libicki nie wierzy w przemianę Jarosława Kaczyń...
serwolatka5
24.05.10, 13:13
to truchło jeszcze żyje ?»
Najczęściej czytane24 htydzień




