Do więzienia za zebrę na Świętym Marcinie?

Natalia Mazur
21.05.2010 , aktualizacja: 20.05.2010 20:00
A A A Drukuj
Straż miejska przyłapała na gorącym uczynku dwóch mężczyzn malujących zebrę donikąd. Grozi im za to nawet rok więzienia. Ale czy na pewno powinni stanąć przed sądem? A może ich praca była nam potrzebna?

Fot. Bruno Fidrych / AG
Była godzina druga w nocy, patrol straży przemierzał ul. Św. Marcin. Niedaleko Pasażu Różowego strażnicy zauważyli mężczyzn malujących pasy dla pieszych. Miejsce prac zabezpieczone było pachołkami. Ale strażnikom coś tu nie grało...

Po pierwsze malarze nie nosili kombinezonów typowych dla służb drogowych. Po drugie w okolicy nie było busu, którym zwykli poruszać się malarze zebr. I wreszcie, po trzecie malowane przejście prowadziło donikąd. Pieszy, który zechciałby z niego skorzystać, natknąłby się na torowisko, rabaty tulipanowe i płot.

Malarze zostali spisani i wezwani na rozmowę ze strażą. Za malowanie pasów staną przed sądem.

Malarze zebr to Jan Domicz i Jakub Rożej - studenci ASP. Podkreślają, że pasy to ich własna inicjatywa. Zgadzają się na podanie nazwisk. - Nie mamy nic do ukrycia, nie czujemy się kryminalistami - mówią. Twarzy jednak pokazywać nie chcą. - To nasza praca ma być podmiotem, a nie my - tłumaczą.

Dlaczego malowali? - Zauważyliśmy zgrzyt w porządku miasta - Domicz wskazuje ścieżkę wydeptaną w tulipanowej rabacie i rozwaloną siatkę. - W tym miejscu przez Św. Marcin przechodzą ludzie, zupełnie bezrefleksyjnie. Nasze pasy nie prowadzą wprost do tej ścieżki, a na metrowy płot, co trudno przeoczyć.

Rożej: - Naszym celem nie była odpowiedź na pytanie, w jakich miejscach służby powinny malować pasy. Nie dajemy odpowiedzi, zadajemy pytania.

Domicz: - Nie piętnujemy miasta ani przechodniów przechodzących w niedozwolonym miejscu. Malując pasy, chcieliśmy zwrócić uwagę na problem.

Przemysław Piwecki, rzecznik straży miejskiej, odczytał pracę tak: "Pomysł na zainteresowanie opinii publicznej problemem pieszych przechodzących w niedozwolonych miejscach". - I chciałbym móc powiedzieć, że to dobry pomysł, lecz nie mogę... - wzdycha. - Sam malowałem z licealistami na chodnikach napisy: "Sprzątaj po swoim psie, ja w to wchodzę". Mam świadomość, że żaden billboard, żadna publikacja nie zadziała tak skutecznie jak znak wymalowany w zaskakującym miejscu. Niestety autorzy, w odróżnieniu od nas, nie mieli pozwolenia ZDM. I co gorsza, nie pomyśleli, że zebra w tym miejscu mogła spowodować tragedię... Co by było, gdyby ktoś płotu nie dostrzegł i na te pasy wszedł?

Maciej Kurak, artysta: - Brak przejść dla pieszych tam, gdzie są potrzebne, to poznańska paranoja. Przykładem jest ul. Dworcowa. Przechodnie są skazani na strome przejście podziemne, próżno szukają pasów.

Kurak przyznaje, że i jemu przez głowę przeszło kiedyś, by pasy tam namalować.

Rożej wciąż ma na butach białe plamki od farby. - Spodziewaliśmy się konsekwencji. Jesteśmy gotowi rozmawiać o naszej inicjatywie - zaznacza Domicz.

Za ustawienie znaku drogowego bez zezwolenia grozi areszt, pozbawienie wolności lub grzywna. Za zniszczenie mienia - nawet rok więzienia.

Podziel się

  • 17 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów