Czego Poznań może nauczyć się od Lipska

Lech Bojarski, Michał Wybieralski
20.05.2010 , aktualizacja: 19.05.2010 21:46
A A A Drukuj
Podczas gdy w Poznaniu urzędnicy kombinują jak i gdzie pomieścić wlewające się do centrum samochody, w Lipsku po prostu zakręcili kurek. Centrum ożyło, ale Niemcy teraz narzekają na koszty - muszą np. dostawić kolejne ławki, czy stojaki na rowery.
Większość ulic w ścisłym centrum Lipska jest zamknięta dla ruchu. Na zdjęciu - znaki na granicy strefy pieszej
Fot. Lech Bojarski
Większość ulic w ścisłym centrum Lipska jest zamknięta dla ruchu. Na zdjęciu - znaki na granicy strefy pieszej
Kierowcy w Lipsku mają ciężkie życie. Za czasów NRD to jeszcze jakoś dało się jeździć po mieście, bo tylko kilka uliczek wokół rynku było zamkniętych dla ruchu. Ale po zjednoczeniu Niemiec urzędnicy rozhulali się w swoich pomysłach. Po upadku muru berlińskiego w 1990 r., w ciągu kilku lat całe ścisłe centrum miasta zamknięto dla ruchu. No, może nie tak w pełni, bo można chociaż wjechać na jeden z kilku podziemnych parkingów na obrzeżach centrum. Ale czemu wyjeżdża się na ring niemal w tym samym miejscu, jakby nie można było po prostu przejechać centrum na wskroś - zapyta kierowca z Poznania? W Poznaniu jak chcesz przejechać z Garbar na Al. Marcinkowskiego, nie musisz przecież jechać okręgiem. Walisz Dominikańską, Szewską, Stawną, Masztalarską, 23 Lutego i już! Po drodze możesz nawet rzucić okiem na ratusz!

Pojechaliśmy do Lipska, bo pod pewnymi względami jest do Poznania podobny. Miasto liczy nieco ponad pół miliona mieszkańców, ma podobną powierzchnię, targi, trochę starych i nowych fabryk, blokowiska, ale i dużo terenów zielonych. No i 45 lat historii naznaczonej komunizmem. Pomniki modernistycznej architektury z wielkiej płyty przypominają o niej na każdym kroku.

Poza tym Lipsk uważany przez specjalistów za miasto, które jest skutecznie rewitalizowane. Warto więc podpatrzyć co by tu się dało przenieść na poznańskie podwórko.

Ławka, pomnik, ptaków śpiew

W sercu Lipska wszędzie słychać ulicznych grajków i śpiew ptaków zamieszkujących otaczające centrum parki. Żadnych klaksonów, warczących silników, żadnego pisku opon. Tam samochody po prostu nie wjeżdżają. W centrum swoje miejsce mają piesi, którzy spacerują swobodnie od sklepu do sklepu, od kawiarni do kawiarni, przysiadając po drodze na jednej z licznych ławek. Co kilka kroków mijają rzeźbę, czy to pomnik Goethego, czy puste krzesła symbolizujące zniszczoną przez nazistów synagogę, czy inne na wskroś współczesne formy. Sklepowe witryny wypełniają buty, ubrania, antyki, zdjęcia gorących plaż reklamujące zagraniczne wycieczki. Banków tam prawie nie ma.

Po zmierzchu miejsce pieszych na deptakach zajmują rowerzyści. W ciągu dnia nie mogą tu wjeżdżać, by nie potrącić przechodniów. Sklepy się zamykają, ruch jest dużo mniejszy. Knajpiane życie toczy się tylko w jednym zakątku rynku, na trzech uliczkach tak zastawionych stolikami i parasolami, że aż trudno się przecisnąć. Gwar tam straszny, ale klubowy zaułek jest oddalony od mieszkalnych kamienic i bloków, więc nikomu to nie przeszkadza.

Obowiązki inwestora

Serce miasta jest dla lipskich urbanistów absolutnym priorytetem. W planach zagospodarowania dla centrum Lipska widać przemyślaną strategię budowania wachlarza usług komercyjnych. Urzędnicy pozwalają budować centra handlowe, ale stawiają dość restrykcyjne warunki, jeżeli chodzi o to, jakie sklepy czy usługi powinny się w danym centrum znaleźć. - Prowadzimy stały monitoring i widzimy czego w danej części miasta mieszkańcy potrzebują - mówi Juliana Pantzer z wydziału rewitalizacji w Lipsku. - Rewitalizacja to dla nas nie tylko renowacja budynków i przyciąganie ludzi do centrum miasta, ale i zapewnienie im odpowiednich warunków do życia. A więc trzeba im zapewnić szkoły, przedszkola, przeróżne usługi - wszystko to czego potrzebują do wygodnego życia - dodaje.

Przykład z ostatnich miesięcy. Na północnych obrzeżach ścisłego centrum wyburzane są pod budowę wielkiego centrum handlowego stare bloki. Inwestor, który kupił ziemię, dostał zgodę na budowę pod kilkoma warunkami. - Brakowało nam w tej części miasta sklepu z meblami, więc w nowym centrum handlowym będzie musiał się taki znaleźć. Inwestor ma też obowiązek utworzenia w swoim obiekcie przedszkola - wylicza Juliana Pantzer. Lipscy urzędnicy postępują tak, by zahamować wysysanie sklepów z ulic do centrów handlowych. Nie chcą, by witryny na centralnych deptakach świeciły pustkami.

W centrum miasta żyją zarówno bogatsi mieszczanie, w apartamentach na wyższych piętrach kamienic, jak i ludzie mniej zamożni - w blokach z wielkiej płyty powciskanych w czasach NRD pomiędzy budynki z przełomu XIX i XX wieku.

Od kilku lat liczba mieszkańców centrum rośnie. Odwrotnie niż w Poznaniu.

Tanio i zdrowo

Gdy spaceruje się po centrum Lipska, a nawet po bardziej oddalonych dzielnicach, ulicami częściej przejeżdża rower niż samochód. Właściwie nie ulicami, ale drogami rowerowymi po obu stronach jezdni, wykonanymi w zdecydowanej większości z asfaltu, a nie z kostki brukowej. A tam gdzie takich udogodnień nie ma, rowerzyści i tak czują się bezpiecznie. Bo obowiązuje ograniczenie prędkości do 20, 30 i 40 km na godzinę, którego kierowcy przestrzegają. W całym Lipsku strefy uspokojonego ruchu obejmują aż 200 km ulic. Efekt? Już prawie 20 proc. mieszkańców wybiera rower jako podstawowy środek lokomocji. Doszło do tego, że powoli zaczyna brakować miejsc do przymocowania rowerów, choć stojaki i tak są ustawiane co kilka metrów. A w Poznaniu? 2 proc. ludzi jeździ rowerem, stojaków też jak na lekarstwo. Niemcy, z którymi rozmawialiśmy, nie byli tym specjalnie zaskoczeni. - Skoro nie ma warunków do jazdy rowerem, to przecież nikt nie wybierze takiego rozwiązania. Najpierw trzeba ludziom dać jakieś możliwości - mówili. W Poznaniu, niestety, myśli się inaczej: - Skoro w mieście nie ma tradycji jeżdżenia rowerem, to nie ma ułatwień dla rowerzystów - mówi w wywiadzie dla "Gazety" prezydent Ryszard Grobelny.

W Lipsku na rower wsiadają wszyscy: młodzi, ludzie w średnim wieku, starsi. Czterdziestotrzyletni Thomas Krause ma auto, ale coraz rzadziej z niego korzysta. - Dojeżdżam codziennie do pracy 10 km rowerem. To ma same plusy. Nie płacę za drogą benzynę, nie muszę szukać miejsca parkingowego ani tracić czasu na dojście z parkingu do pracy, a na dodatek dbam o zdrowie - wylicza.

Tramwaj górą

Mała liczba samochodów na ulicach dziwiła nas jeszcze mniej, gdy sprawdziliśmy jak funkcjonuje komunikacja publiczna. Lipsk szczyci się drugą po Berlinie co do wielkości siecią torowisk. Po blisko 148 km tras kursują tramwaje 14 linii. Poznań ma ponad 200 km torów i więcej linii, ale standard usług wydaje się i tak niższy. W Lipsku pasażer nie musi przede wszystkim biegać w poszukiwaniu biletów. Biletomaty są zarówno na niemal wszystkich przystankach jak i wewnątrz każdego tramwaju. Oczywiście trudno porównywać się z Niemcami, którzy mieli zawsze po prostu więcej pieniędzy na ulepszanie komunikacji, tym niemniej upewniliśmy się w przekonaniu, że stawianie na transport publiczny ma sens.

Do korzystania z tramwajów zamiast auta skłania nie tylko sprawna komunikacja, czy duża dostępność biletów, ale i rozwinięta sieć parkingów typu Park&Ride. Te ostatnie są darmowe, co akurat w poznańskich warunkach mogłoby nie wypalić. Pewnie skończyłoby się tym, że parkingi szybko obstawiliby okoliczni mieszkańcy a nie kierowcy, którzy chcą dojechać do centrum tramwajem.

- Naszym założeniem było stworzenie centrum przyjaznego do życia, a więc bez samochodów, bez ruchu ulicznego - mówił nam Torben Heinemann, szef sekcji planowania w wydziale ds. zarządzania ruchem w Lipsku. - Jednocześnie nie chcieliśmy uniemożliwiać kierowcom dostępu do centrum, dlatego wokół powstały podziemne parkingi. To działa na prostej zasadzie - podjeżdżasz, zostawiasz auto, piechotą zmierzasz do celu w centrum, a potem wracasz i odjeżdżasz - tłumaczył.

Proste? Proste, i w Poznaniu wiemy o tym od lat, ba mamy plany organizacji ruchu wokół centrum bazujące dokładnie na takiej samej zasadzie. Ale wciąż nie ruszamy z miejsca. Nie mamy pieniędzy? W Lipsku podziemne parkingi pobudowali prywatni inwestorzy, na szczęście i u nas powoli zaczyna się o tym myśleć.

Najpierw przekonać, potem decydować

Po blisko 20 latach wprowadzania zmian, Niemcy nie mają wątpliwości: - Dziś jakość przestrzeni, życia w centrum jest dużo wyższa. Mamy mniej zanieczyszczeń, hałasu.

Co jest najważniejsze, żeby ruszyć z miejsca, podjąć wreszcie strategiczne decyzje? - Start był bardzo trudny. Na początku też nie mieliśmy parkingów podziemnych, mieliśmy tylko pomysły. Podstawą jest jednak budowanie społecznego poparcia. U nas też nie wszyscy byli zachwyceni zamykaniem ulic. Jeśli mamy grupę przeciwników jakiegoś projektu, to trzeba rozmawiać osobno z każdym człowiekiem i próbować go przekonać. Jednocześnie bardzo ważne jest szukanie sprzymierzeńców - radzi Torben Heinemann.

Podziel się

  • 19 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów

  • Poznań a Lipsk ksmx 20.05.10, 09:02

    Lipsk zwróćmy uwagę ma dużo luźniejszą zabudowę. Poznań jest raczej gęsto zabudowany. W Lipsku nowe osiedla powstają tak aby pomiędzy zostawało sporo wolnej przestrzeni. Google maps pomaga.»

  • a III ramy tam nie było? wlodzimierz_nowak 20.05.10, 16:49

    To się cieszę, że red. Bojarski jej tam nie znalazł. Być może usłyszeli panowieod budowanym City Tunnel? Metra tam nie ma, ale kolej miejska będzie biegła 4kilometry pod centralnym Lipskiem,»