Po fecie na rynku: trzeba sprzątać i naprawiać
16.05.2010
, aktualizacja: 17.05.2010 11:21
Bilans święta kibiców: 40 rannych, zdemolowane ogródki piwne, uszkodzona Prozerpina i rycerz z pręgierza. Policja nie interweniowała. - Nie byliśmy tam potrzebni - mówi rzecznik
ZOBACZ TAKŻE
- Lech mistrzem. Zbliża się era Kolejorza? (16-05-10, 21:55)
- Zaginiony kibic Lecha utonął w rzece (17-06-10, 17:53)
- Kibice zapłacą za naprawę rzeźb na Starym Rynku (09-06-10, 07:00)
- Centrum nie dla kibiców? Radni o sobotniej fecie (19-05-10, 19:11)
- Poznań know how? - kolejne listy po fecie (18-05-10, 11:57)
- Po sobotniej fecie - co poprawić, co naprawić? (17-05-10, 21:02)
- Po fecie: chodzi o organizację, nie o zakazy (17-05-10, 15:10)
- Listy. Kulturalna noc, czy noc barbarzyńców? (17-05-10, 11:15)
Dzień przed meczem Stowarzyszenie Kibiców "Wiara Lecha" przypominało na Facebooku: nie niszczymy mienia prywatnego, jak i publicznego, potrzeby fizjologiczne załatwiamy w miejscach przeznaczonych ku temu, jeśli ktoś ma już dość, niech idzie spać do domu, przypominamy o uszanowaniu osób, które przyjadą do Poznania na Noc Muzeów.
Mecz jeszcze się nie skończył, a na Starym Rynku wielu kibiców już było pijanych, po płycie walały się puszki i szkło z rozbitych butelek. Kibice weszli na fontanny i rusztowanie jednej z remontowanych kamienic. Stali na stołach i krzesłach w ogródkach piwnych, a niektórzy nawet na dachach kamienic.
Po godz. 21 na Stary Rynek nie można było się dostać. Stał człowiek przy człowieku. Ktoś z tłumu odpalił fajerwerki, słychać było petardy i tłuczenie szkła. Do kilku przenośnych toalet ustawiły się długie kolejki. W bocznych uliczkach co kilka metrów można było zobaczyć ludzi sikających na ściany kamienic.
W promieniu kilkudziesięciu metrów od Starego Rynku nie było ani jednego policjanta. Tylko karetki. Dyspozytor pogotowia: - Odwieźliśmy do szpitali 40 osób. Miały obrażenia po pobiciach, rany cięte, głównie od porozbijanych butelek. Jeden mężczyzna, ok. 30-letni, spadł z fontanny, zwichnął rękę.
W niedzielę Stary Rynek wyglądał jak po przejściu kataklizmu. Sprzątająca firma Alkom do godz. 13 wywiozła siedem kontenerów śmieci, głównie butelek i puszek po alkoholu. - To jakieś kilkanaście ton. Nawet po sylwestrze tyle nie było - mówi Krzysztof Frąckowiak z Alkomu.
Fontanna Prozerpina straciła ramię, a rycerz z pręgierza - dłoń z mieczem. Ogródek przy knajpce Greenline był kompletnie zdemolowany. W ogródku Brovarii (piłkarze Lecha jedli tam po meczu uroczystą kolację) leżały wyrwane, przewrócone latarnie.
Jeden z restauratorów (chce być anonimowy): - Kibice połamali nam krzesła, pozbijali lampy. Oczywiście, wiedziałem, że będą tłumy, usunąłem wszystkie ruchome elementy z ogródka. Ale jestem zszokowany tym, co zobaczyłem. Ta impreza w ogóle nie była zabezpieczona.
W podobnym tonie wypowiadają się Czytelnicy, którzy dzwonili do redakcji. - Gratulacje dla piłkarzy. Ale także pytanie do prezydenta Grobelnego: kto zapłaci za urwaną rękę Prozerpiny? Czy to będzie z naszych podatków? Jeździłem trochę po świecie i widziałem, jak przygotowuje się takie imprezy za granicą. U nas nie zrobiono nic, żeby cokolwiek zabezpieczyć - mówił Rafał Tuszewski.
Zdenerwowania nie kryją muzealnicy, którzy musieli przerwać Noc Muzeów. Ok. godz. 23 w Galerii Arsenał grupa młodych, podpitych kibiców zniszczyła sprzęt multimedialny i ściankę działową. Ochrona zatrzymała jedną osobę. Dyrektor galerii Wojciech Makowiecki oszacował straty na 20 tys. zł. Arsenał zamknięto przed północą, gdy kibice zniszczyli kłódkę i weszli na dach budynku.
Jeszcze przed zmierzchem zamknięto Muzeum Historii Miasta Poznania w Ratuszu. - Taki był napór agresywnych, pijanych kibiców, próbujących wyrywać metalowe kraty - wyjaśniała Aleksandra Sobocińska z Muzeum Narodowego. Z tego samego powodu zamknięto Muzeum Instrumentów Muzycznych.
Grażyna i Krzysztof Ileccy, którzy wybrali się na Noc Muzeów: - To, co widzieliśmy po drodze, przechodzi wszelkie pojęcie. Już nawet nie chodzi o agresję i wulgaryzm. Pijani mężczyźni w ogóle się nie krępowali i sikali, gdzie popadnie. Aż baliśmy się wracać i próbowaliśmy omijać ten agresywny tłum. A gdy zobaczyliśmy bramę naszego domu, myśleliśmy, że spadł na nią jakiś deszcz. Tak była obsikana - opowiadali.
- Jak na taką masę ludzi, i tak było dość spokojnie - twierdzi rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak. - Nie było groźnych sytuacji, nie odnotowaliśmy żadnych większych bójek. Mamy jedynie informacje od dwóch restauratorów, że kibice zniszczyli ich ogródki i połamali krzesła.
Dlaczego policji nie było w pobliżu Starego Rynku? - Bo nie była tam potrzebna. Policja jest od tego, by interweniować w sytuacjach zagrożenia, a takich tam nie było - odpowiada Borowiak.
Anonimowo policjanci mówią nam jednak, że był to zaplanowany wybór "mniejszego zła". - Chodzili z piwem po ulicach, to wykroczenie, ale lepiej było przymknąć na to oko. Każda próba interwencji w tym tłumie zakończyłaby się burdami. A wtedy straty byłyby wielokrotnie większe. Każde pojawienie się policjanta w mundurze mogło podziałać jak płachta na byka - twierdzą.
Rzeczniczka Lecha Joanna Dzios mówi, że imprezę organizowały wspólnie miasto i klub. Jak się dowiedzieliśmy, wynajęli ochroniarzy, którzy mieli pilnować porządku na Starym Rynku. Nie zdołali jednak zapobiec opisanym incydentom.
"Wiara Lecha" na Facebooku podziękowała kibicom. "Było godnie" - tak podsumowała imprezę.
Mecz jeszcze się nie skończył, a na Starym Rynku wielu kibiców już było pijanych, po płycie walały się puszki i szkło z rozbitych butelek. Kibice weszli na fontanny i rusztowanie jednej z remontowanych kamienic. Stali na stołach i krzesłach w ogródkach piwnych, a niektórzy nawet na dachach kamienic.
Po godz. 21 na Stary Rynek nie można było się dostać. Stał człowiek przy człowieku. Ktoś z tłumu odpalił fajerwerki, słychać było petardy i tłuczenie szkła. Do kilku przenośnych toalet ustawiły się długie kolejki. W bocznych uliczkach co kilka metrów można było zobaczyć ludzi sikających na ściany kamienic.
W promieniu kilkudziesięciu metrów od Starego Rynku nie było ani jednego policjanta. Tylko karetki. Dyspozytor pogotowia: - Odwieźliśmy do szpitali 40 osób. Miały obrażenia po pobiciach, rany cięte, głównie od porozbijanych butelek. Jeden mężczyzna, ok. 30-letni, spadł z fontanny, zwichnął rękę.
W niedzielę Stary Rynek wyglądał jak po przejściu kataklizmu. Sprzątająca firma Alkom do godz. 13 wywiozła siedem kontenerów śmieci, głównie butelek i puszek po alkoholu. - To jakieś kilkanaście ton. Nawet po sylwestrze tyle nie było - mówi Krzysztof Frąckowiak z Alkomu.
Fontanna Prozerpina straciła ramię, a rycerz z pręgierza - dłoń z mieczem. Ogródek przy knajpce Greenline był kompletnie zdemolowany. W ogródku Brovarii (piłkarze Lecha jedli tam po meczu uroczystą kolację) leżały wyrwane, przewrócone latarnie.
Jeden z restauratorów (chce być anonimowy): - Kibice połamali nam krzesła, pozbijali lampy. Oczywiście, wiedziałem, że będą tłumy, usunąłem wszystkie ruchome elementy z ogródka. Ale jestem zszokowany tym, co zobaczyłem. Ta impreza w ogóle nie była zabezpieczona.
W podobnym tonie wypowiadają się Czytelnicy, którzy dzwonili do redakcji. - Gratulacje dla piłkarzy. Ale także pytanie do prezydenta Grobelnego: kto zapłaci za urwaną rękę Prozerpiny? Czy to będzie z naszych podatków? Jeździłem trochę po świecie i widziałem, jak przygotowuje się takie imprezy za granicą. U nas nie zrobiono nic, żeby cokolwiek zabezpieczyć - mówił Rafał Tuszewski.
Zdenerwowania nie kryją muzealnicy, którzy musieli przerwać Noc Muzeów. Ok. godz. 23 w Galerii Arsenał grupa młodych, podpitych kibiców zniszczyła sprzęt multimedialny i ściankę działową. Ochrona zatrzymała jedną osobę. Dyrektor galerii Wojciech Makowiecki oszacował straty na 20 tys. zł. Arsenał zamknięto przed północą, gdy kibice zniszczyli kłódkę i weszli na dach budynku.
Jeszcze przed zmierzchem zamknięto Muzeum Historii Miasta Poznania w Ratuszu. - Taki był napór agresywnych, pijanych kibiców, próbujących wyrywać metalowe kraty - wyjaśniała Aleksandra Sobocińska z Muzeum Narodowego. Z tego samego powodu zamknięto Muzeum Instrumentów Muzycznych.
Grażyna i Krzysztof Ileccy, którzy wybrali się na Noc Muzeów: - To, co widzieliśmy po drodze, przechodzi wszelkie pojęcie. Już nawet nie chodzi o agresję i wulgaryzm. Pijani mężczyźni w ogóle się nie krępowali i sikali, gdzie popadnie. Aż baliśmy się wracać i próbowaliśmy omijać ten agresywny tłum. A gdy zobaczyliśmy bramę naszego domu, myśleliśmy, że spadł na nią jakiś deszcz. Tak była obsikana - opowiadali.
- Jak na taką masę ludzi, i tak było dość spokojnie - twierdzi rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak. - Nie było groźnych sytuacji, nie odnotowaliśmy żadnych większych bójek. Mamy jedynie informacje od dwóch restauratorów, że kibice zniszczyli ich ogródki i połamali krzesła.
Dlaczego policji nie było w pobliżu Starego Rynku? - Bo nie była tam potrzebna. Policja jest od tego, by interweniować w sytuacjach zagrożenia, a takich tam nie było - odpowiada Borowiak.
Anonimowo policjanci mówią nam jednak, że był to zaplanowany wybór "mniejszego zła". - Chodzili z piwem po ulicach, to wykroczenie, ale lepiej było przymknąć na to oko. Każda próba interwencji w tym tłumie zakończyłaby się burdami. A wtedy straty byłyby wielokrotnie większe. Każde pojawienie się policjanta w mundurze mogło podziałać jak płachta na byka - twierdzą.
Rzeczniczka Lecha Joanna Dzios mówi, że imprezę organizowały wspólnie miasto i klub. Jak się dowiedzieliśmy, wynajęli ochroniarzy, którzy mieli pilnować porządku na Starym Rynku. Nie zdołali jednak zapobiec opisanym incydentom.
"Wiara Lecha" na Facebooku podziękowała kibicom. "Było godnie" - tak podsumowała imprezę.
- 98 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
37 głosów
-
Po fecie na rynku: trzeba sprzątać i naprawiać
afro-beat
16.05.10, 20:47
Szanowna GW,Rzucanie oskarżeń na Wiarę Lecha za to, że nie opanowała 40k ludzi i przeznich sikano i obrywano ręce pomnikom jest wyjątkowym naciąganiem rzeczywistości.Sam nie jestem członkiem»
-
Po fecie na rynku: trzeba sprzątać i naprawiać
truten_org
16.05.10, 21:49
Byłem na Starym Rynku. Biorąc pod uwagę skalę emocji i liczbę ludzi, takspokojnego tłumu się nie spodziewałem. Wielokrotnie widziałem jak pomimościsku rozstępował się, by np. wypuścić »
-
niech Policja krawca zmieni
cfalek
17.05.10, 09:05
w koncu sie znajdzie taki co zna sie na modzie i wie co nie wzbudza agresji amilosc, przyjasn i rozanielenie»
Najczęściej czytane24 htydzień






więcej zdjęć