Cierpienia Świętego Marcina, czyli o dobijaniu ulicy
08.05.2010
, aktualizacja: 07.05.2010 18:04
Poraniony Św. Marcin pokonał komunizm. Teraz dobija go kapitalizm.
ZOBACZ TAKŻE
- Baszta Armatnia czeka na turystów (09-08-10, 19:30)
- Święty Marcin nie będzie La Ramblą (04-06-10, 09:00)
- Św. Marcin pustoszeje: Sklep nie dożył 60 lat (11-05-10, 20:37)
- Jerzy Gurawski: Zawalczmy o Święty Marcin (05-05-10, 08:00)
- Na Świętym Marcinie będą banki - przyznaje miasto (04-05-10, 07:00)
- Św. Marcin może być placem z fontanną i kawiarniami (09-04-10, 08:00)
To najważniejsza poznańska ulica. Tak już się utarło, że Św. Marcin jest dla Poznania tym, czym Marszałkowska dla Warszawy czy Piotrkowska dla Łodzi. Swoją nazwę ulica wzięła od kościoła pod wezwaniem św. Marcina i osady o tej samej nazwie. Pod koniec XVIII w. włączono ten teren do Poznania, w 1802 r. ulica została uregulowana i wybrukowana. Wtedy też prawdopodobnie zyskała swoją nazwę. Ówczesny Św. Marcin to nic specjalnego - ot, kilkanaście niskich domów z drewna lub pruskiego muru. Ulica zyskuje na znaczeniu pół wieku później, po wybudowaniu Bramy Berlińskiej na wysokości dzisiejszej ul. Kościuszki. Tamtędy ciągnął ruch do Berlina, na Śląsk i zachód Prus, dziennie, imponująca liczba na tamte czasy, 1,9 tys. pojazdów.
Złote czasy ulicy zaczynają się w drugiej połowie XIX w. Do 1883 r. przy Św. Marcinie nie ma już wyrw w zabudowie ani parterowych chałup. W ich miejscu stoją kilkupiętrowe kamienice. W tym samym roku staje tam pierwsza latarnia, a kilka lat później Św. Marcin staje się pierwszą wyasfaltowaną ulicą w Poznaniu. Zaczyna się budowa „Dzielnicy Cesarskiej”, przy Marcinie pojawia się Zamek, budynek poczty, Akademia Królewska i Bank Spółdzielczy (dziś budynki zajmuje UAM). Tu działają eleganckie hotele i restauracje, tu znajduje się reprezentacyjny salon Poznania. Ale za tą piękną fasadą, w starych domach sprzed 1900 r. działały ubikacje w przybudówkach.
Św. Marcin cierpi po raz pierwszy, drugi i trzeci. Po raz pierwszy, gdy II wojna światowa rani go dotkliwie, zniszczeniu ulega wiele budynków. Po raz drugi, gdy ulica zostaje przemianowana na Czerwonej Armii. Po raz trzeci, kiedy rusza powojenna odbudowa w postaci smutnych, siermiężnych stalinowskich plomb, budowanych jak najmniejszym kosztem. Architektoniczna apokalipsa dopełnia się pod koniec lat 60., kiedy w miejscu rozebranych budynków powstają Domy Towarowe Alfa, cud socmodernizmu z elewacją ze szkła i aluminium. Cud - jak pisze „Głos Pracy” z 1967 r. - wynikający z naszych prowincjonalnych kompleksów: „Wielu poznaniaków odczuwało do niedawna jako osobistą przykrość, że inne wielkie miasta polskie wyprzedziły gród nad Wartą pod względem wielkomiejskiej, nowoczesnej zabudowy”. Rok później „Przekrój” donosi: „W czerwcu 1968 r. Poznań przywitał gości Międzynarodowych Targów Poznańskich niespodzianką wysokiej klasy. Jest nią wybudowanie w błyskawicznym tempie trzech 12-kondygnacyjnych punktowców w samym sercu miasta”. O tej wysokiej klasie świadczą słowa architekta Andrzeja Nowaka: - Alfa ma spore mankamenty, źle rozwiązaną ewakuację pożarową. Kiedy pracowałem tam w Miastoprojekcie, to dostaliśmy liny do ewakuacji.
Św. Marcin, choć architektonicznie pokaleczony i upokorzony nazwą Armii Czerwonej, wciąż zachowuje resztki dawnego charakteru. Przynajmniej w zbiorowej pamięci poznaniaków.
Tadeusz: - Na rogu z Ratajczaka był sklep z wodą grodziską, jedyny taki w Poznaniu. Woda była w kolorowych butelkach. Było dużo sklepów mięsnych. No i Alfa oczywiście z wieloma różnymi sklepami. Ta ulica kiedyś tętniła życiem, pamiętam pochody 1-majowe, pięknie to wyglądało.
Henryk: - Był tu sklep harcerski, jedyny na cały Poznań, a dalej sklep z golonkami.
Katarzyna: - Oczywiście Kociak, który zresztą działa do tej pory, jest. Chodziło się tam z narzeczonym na desery, lody i kawę.
Św. Marcin pokonuje komunizm i wraca na tabliczkę z nazwą ulicy w 1989 r. I rozpoczyna trwającą do dziś walkę z kapitalizmem. Ten ma różne twarze, np. kupców wystawiających swoje towary na chodnikach i rozstawionych na ulicy stolikach. Albo szybkich interesów i spektakularnych bankructw, ciągłej rotacji sklepów i lokali. Św. Marcin coraz szybciej traci swoją dawną atmosferę. - To była ulica handlowa. Jej charakter zmienił się po II wojnie światowej, kiedy stała się ulicą przelotową. Wiele zmieniły samochody, wcześniej nie było na niej ruchu - mówił w „Gazecie” kilka lat temu prof. Jan Skuratowicz, historyk sztuki z UAM. Z roku na rok aut w Poznaniu przybywa. Dziś Św. Marcinem przejeżdża ich aż 22 tys. na dobę. Samochody zastawiają chodniki, zawłaszczają coraz większą część ulicy.
Była handlowa, będzie martwa i bankowa. Sklepy, bary, kawiarnie znikają z Św. Marcina. Po cichu przenoszą się do centrów handlowych, gdzie czynsze są dużo mniejsze. Inne zamykają się bezpowrotnie. Kilka lokali pustych, na brudnych witrynach karta: „Do wynajęcia”. Ulicą rządzi wielki pieniądz - kto da więcej, ten wynajmie lokal (piszemy o tym w „Gazecie” od początku tygodnia). A najwięcej dają banki i instytucje finansowe, przy Św. Marcinie działa ich niemal 30. Popołudniami zamykają swoje sejfy, gaszą światło. Poznaniacy na Św. Marcin przestali przychodzić, bo i po co. Po ulicy snują się jeszcze żebracy. To Św. Marcin jest ich cierpiącym patronem.
Złote czasy ulicy zaczynają się w drugiej połowie XIX w. Do 1883 r. przy Św. Marcinie nie ma już wyrw w zabudowie ani parterowych chałup. W ich miejscu stoją kilkupiętrowe kamienice. W tym samym roku staje tam pierwsza latarnia, a kilka lat później Św. Marcin staje się pierwszą wyasfaltowaną ulicą w Poznaniu. Zaczyna się budowa „Dzielnicy Cesarskiej”, przy Marcinie pojawia się Zamek, budynek poczty, Akademia Królewska i Bank Spółdzielczy (dziś budynki zajmuje UAM). Tu działają eleganckie hotele i restauracje, tu znajduje się reprezentacyjny salon Poznania. Ale za tą piękną fasadą, w starych domach sprzed 1900 r. działały ubikacje w przybudówkach.
Św. Marcin cierpi po raz pierwszy, drugi i trzeci. Po raz pierwszy, gdy II wojna światowa rani go dotkliwie, zniszczeniu ulega wiele budynków. Po raz drugi, gdy ulica zostaje przemianowana na Czerwonej Armii. Po raz trzeci, kiedy rusza powojenna odbudowa w postaci smutnych, siermiężnych stalinowskich plomb, budowanych jak najmniejszym kosztem. Architektoniczna apokalipsa dopełnia się pod koniec lat 60., kiedy w miejscu rozebranych budynków powstają Domy Towarowe Alfa, cud socmodernizmu z elewacją ze szkła i aluminium. Cud - jak pisze „Głos Pracy” z 1967 r. - wynikający z naszych prowincjonalnych kompleksów: „Wielu poznaniaków odczuwało do niedawna jako osobistą przykrość, że inne wielkie miasta polskie wyprzedziły gród nad Wartą pod względem wielkomiejskiej, nowoczesnej zabudowy”. Rok później „Przekrój” donosi: „W czerwcu 1968 r. Poznań przywitał gości Międzynarodowych Targów Poznańskich niespodzianką wysokiej klasy. Jest nią wybudowanie w błyskawicznym tempie trzech 12-kondygnacyjnych punktowców w samym sercu miasta”. O tej wysokiej klasie świadczą słowa architekta Andrzeja Nowaka: - Alfa ma spore mankamenty, źle rozwiązaną ewakuację pożarową. Kiedy pracowałem tam w Miastoprojekcie, to dostaliśmy liny do ewakuacji.
Św. Marcin, choć architektonicznie pokaleczony i upokorzony nazwą Armii Czerwonej, wciąż zachowuje resztki dawnego charakteru. Przynajmniej w zbiorowej pamięci poznaniaków.
Tadeusz: - Na rogu z Ratajczaka był sklep z wodą grodziską, jedyny taki w Poznaniu. Woda była w kolorowych butelkach. Było dużo sklepów mięsnych. No i Alfa oczywiście z wieloma różnymi sklepami. Ta ulica kiedyś tętniła życiem, pamiętam pochody 1-majowe, pięknie to wyglądało.
Henryk: - Był tu sklep harcerski, jedyny na cały Poznań, a dalej sklep z golonkami.
Katarzyna: - Oczywiście Kociak, który zresztą działa do tej pory, jest. Chodziło się tam z narzeczonym na desery, lody i kawę.
Św. Marcin pokonuje komunizm i wraca na tabliczkę z nazwą ulicy w 1989 r. I rozpoczyna trwającą do dziś walkę z kapitalizmem. Ten ma różne twarze, np. kupców wystawiających swoje towary na chodnikach i rozstawionych na ulicy stolikach. Albo szybkich interesów i spektakularnych bankructw, ciągłej rotacji sklepów i lokali. Św. Marcin coraz szybciej traci swoją dawną atmosferę. - To była ulica handlowa. Jej charakter zmienił się po II wojnie światowej, kiedy stała się ulicą przelotową. Wiele zmieniły samochody, wcześniej nie było na niej ruchu - mówił w „Gazecie” kilka lat temu prof. Jan Skuratowicz, historyk sztuki z UAM. Z roku na rok aut w Poznaniu przybywa. Dziś Św. Marcinem przejeżdża ich aż 22 tys. na dobę. Samochody zastawiają chodniki, zawłaszczają coraz większą część ulicy.
Była handlowa, będzie martwa i bankowa. Sklepy, bary, kawiarnie znikają z Św. Marcina. Po cichu przenoszą się do centrów handlowych, gdzie czynsze są dużo mniejsze. Inne zamykają się bezpowrotnie. Kilka lokali pustych, na brudnych witrynach karta: „Do wynajęcia”. Ulicą rządzi wielki pieniądz - kto da więcej, ten wynajmie lokal (piszemy o tym w „Gazecie” od początku tygodnia). A najwięcej dają banki i instytucje finansowe, przy Św. Marcinie działa ich niemal 30. Popołudniami zamykają swoje sejfy, gaszą światło. Poznaniacy na Św. Marcin przestali przychodzić, bo i po co. Po ulicy snują się jeszcze żebracy. To Św. Marcin jest ich cierpiącym patronem.
- 54 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
42 głosy
-
Cierpienia Świętego Marcina, czyli o dobijaniu ...
lady.godiva
08.05.10, 15:43
a teraz tylko wiatr hula... »
-
Cierpienia Świętego Marcina, czyli o dobijaniu ...
dzakarta
08.05.10, 16:26
Nazwa ul. Św. Marcina to jeszcze gorzej niż ul. Armii Czerwonej!Polakom brakuje jaj i intelektu by nazwać ulicę normalnie tj. po narodowemu. Albo wchodzą w dupę bez mydła kościołowi, albo »
-
Co dziwnego w tym, że zmienia się oblicze i
renepoznan
09.05.10, 19:04
handlowe centrum miasta?Ja, miłośnik starego, ale i współczesnego Poznania czegoś nie rozumiem.Kiedyś centrum Poznania to był Stary Rynek. Potem Aleje i Podgórna. Był czas świetności okolic »
Najczęściej czytane24 htydzień




