Naukowcy apelują: dbajmy o oczka polodowcowe

Natalia Mazur
09.04.2010 , aktualizacja: 08.04.2010 19:40
A A A Drukuj
Wielkopolska wysycha. Wodą pitną myjemy podłogi, spłukujemy nią toalety. Zamiast użyć deszczówki do nawodnienia pól, prawie całą dużym kosztem odprowadzamy do morza.
Woda z miejskich wodociągów
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
Woda z miejskich wodociągów
Potrzebny jest kompleksowy program ochrony wody - apelują naukowcy z Instytutu Środowiska Rolniczego i Leśnego Polskiej Akademii Nauk. Zmiany klimatu sprawiają, że kurczą się zapasy. A do tego mieszkańcy bez skrupułów marnują wodę.

Susza to zagrożenie dla poznańskiej pyry. Wielkopolski rolnik zbiera wprawdzie 10 proc. więcej plonów niż polska średnia, nadal jednak daleko mu do europejskich wyników. Holender i Brytyjczyk są od Wielkopolanina ponad dwa razy lepsi. Gdyby pola były odpowiednio nawodnione, zbiory pszenicy w Polsce byłyby o 30 proc. większe, a ziemniaka - o 50 proc. Na przesuszonej glebie lepiej rosną gorsze gatunki ziemniaków, nadające się do produkcji czipsów. Do podania z gzikiem - już nie.

Zmiany klimatu oznaczają zmianę struktury opadów. Roślinom woda jest najbardziej potrzebna latem. W latach 50. XX w. letnie deszcze były dwa razy bardziej obfite od opadów zimowych. Dziś są tylko o 50 proc. większe.

Byłoby lepiej, gdyby normą były śnieżne zimy. - W tym roku każdy kto chciał, mógł sobie pojeździć na biegówkach. Wystarczyło kilka mroźniejszych dni, by media ogłosiły nadejście epoki lodowcowej. A ta naprawdę nam nie grozi. Styczeń był wprawdzie wyjątkowo mroźny, ale nastał po 42 miesiącach, wśród których nie było jednego nawet lekko chłodnego - prof. Zbigniew Kundzewicz, specjalista nauk o Ziemi, pokazuje dane Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Nawet w styczniu nie wszędzie było zimno. Mrozy objęły Europę, Stany Zjednoczone, Syberię. Kilka cieplejszych dni zawdzięczaliśmy powietrzu, które napłynęło do Polski ze... Spitzbergenu. Luty został już zakwalifikowany przez instytut jako statystycznie normalny.

Opady - i letnie, i zimowe - są dziś bardziej intensywne. Zanim ziemia zdąży wchłonąć wodę, ta spływa rzekami do mórz, nie ma gdzie się zatrzymać. W połowie XIX w. w Wielkopolsce było ponad 12 tys. oczek polodowcowych, woda zatrzymywała się przy młynach w tzw. młynówkach, w niewielkich zagłębieniach terenu, w przydworskich stawach. Krajobrazowi najpierw zaszkodził zaborca, który chciał intensywnie korzystać z wielkopolskich pól. Dobiła gospodarka powojenna. Z 5 tys. ich liczba spadła dwukrotnie. Teren był wyrównywany, aby ziemię łatwiej było uprawiać maszynowo. Od zatrzymywania wody w krajobrazie ważniejsza była ochrona łąk i pól przed powodziami.

Woda ucieka z wiejskich pól, poziom wód gruntowych obniża się też w miastach. Jednym z winowajców jest kanalizacja deszczowa. W Poznaniu od 1945 r. ilość wody, która spływa do Warty, wzrosła szesnastokrotnie. W miastach Zachodu pozostaje średnio 17 proc. wody, które na nie spada. W Poznaniu - zaledwie 5 proc. - Płacimy podwójnie. Miasto inwestuje duże pieniądze w kanalizację deszczową, a potem znów musi ponosić wydatki, by wodę pozyskać. Zwykle odbiera ją wsi - zauważa prof. Piotr Kowalczak, hydrolog.

Gdzie szukać ratunku? Naukowcy z PAN proponują: odtwórzmy oczka polodowcowe, aby woda zostawała w Wielkopolsce. Zaczęli od inwentaryzacji oczek w dwóch gminach powiatu gostyńskiego. - O pożytkach z oczek wodnych w środowisku naukowym mówi się od lat 80. Coraz większa jest też świadomość wśród rolników - mówi prof. Andrzej Kędziora, agrometeorolog.

- Zgłaszają się do mnie ludzie, którzy chcą odbudować oczko - potwierdza Ewa Durasiewicz, naczelnik wydziału ochrony środowiska w obornickim starostwie. - Mają szanse zdobyć pieniądze z Urzędu Marszałkowskiego pod warunkiem, że zbiornik będzie miał więcej niż pół hektara. A na to - w epoce dopłat do ziemi, gdy każdy metr się liczy - nikt się nie zdecyduje.

- Dlatego potrzebny jest program odbudowy oczek, do którego rolnicy mogliby składać wnioski o finansowanie - mówi Przemysław Lis Markiewicz, szef Fundacji Przedsiębiorczości Akademickiej, które organizuje w Wielkopolsce cykl konferencji promujących oczka.

A co z miastami? - Tutaj też ważne jest kształtowanie terenu. Zamiast budować kanalizację deszczową, możemy tworzyć małe zagłębienia w parkach, w których podczas opadów zatrzymywałaby się woda, i powoli wsiąkała w grunt. Woda mogłaby się też zbierać między pasami jezdni - proponuje prof. Kowalczak. - Na Zachodzie coraz powszechniejsze jest zakładanie zbiorników retencyjnych na dachach, deszczówka wykorzystywana jest do celów gospodarczych. Na dachach Berlina powstają zielone ogrody, mieszkańcy budynku popijają w nich piwo. Poznaniak woli odprowadzić wodę z opadów do morza, a toaletę spłukać wodą, którą mógłby sobie zaparzyć herbatę.

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

  • Naukowcy apelują: dbajmy o oczka polodowcowe laroslaw 09.04.10, 12:53

    Trzeba byc psychopatom zeby nie doceniac wody z kranu jakakolwiek by nie byla. Poczekaj az w Polsce zrobi sie pustynia zwlaszcza w wlkp.Ja sadze ze tanio i zdrowo byloby reintrodukowac bobry»