Dzika dyskoteka na Gwarnej? Będzie musiała się wyprowadzić
06.04.2010
, aktualizacja: 05.04.2010 19:04
Zarządca nieruchomości przy ul. Gwarnej chce eksmitować Club Broadway, na który skarżą się mieszkańcy. Dyskoteka będzie musiała się wynieść prawdopodobnie już za miesiąc.
ZOBACZ TAKŻE
- Wyrok bez przesłuchania w sprawie klubu Broadway? (25-02-11, 20:02)
- Dyskoteka Broadway: mieszkańcy mają sobie radzić sami (12-01-11, 01:00)
- Zamykają peron, pociągi będą jeździć inaczej (06-04-10, 12:00)
- Ulica jednokierunkowa, ale w którą stronę? (06-04-10, 10:00)
- Ławki tworzą dobry klimat. A tak ich mało (06-04-10, 08:00)
- Pelikan zapędził się aż do Polski (05-04-10, 21:00)
- Rozbój pod Broadwayem na Gwarnej (19-03-10, 20:38)
- Nie ma mocnych na Club Broadway w centrum Poznania (13-12-10, 10:00)
- Jak walczyć z głośną dyskoteką? Postawić kontener! (26-08-10, 11:00)
- Znalazł się hak na dziką dyskotekę? To się okaże (25-07-10, 20:34)
- Dzika dyskoteka w centrum miasta (19-03-10, 10:00)
O dzikiej dyskotece w centrum Poznania pisaliśmy w "Gazecie" w połowie marca. Club Broadway, który od pół roku działa w bramie kamienicy przy ul. Gwarnej 9, jest samowolą budowlaną. Dawniej były tam garaże, a ostatnio dom kupiecki. Ryszard M., nowy najemca, wyburzył bez zezwolenia ściany działowe i zrobił dyskotekę z muzyką house i dance, w której jednocześnie może się bawić nawet 3 tys. gości.
Od otwarcia Broadwayu lokatorzy kamienicy nie śpią całe noce, bo jest za głośno. Boją się też wychodzić z domów: zanim młodzi ludzie wejdą na dyskotekę, piją alkohol pod ich drzwiami. W okolicy zrobiło się niebezpiecznie.
Gdy po raz pierwszy pisaliśmy o dyskotece, urzędnicy rozpoczęli już procedurę, która ma doprowadzić do odebrania koncesji na sprzedaż alkoholu. Sprawa jest w toku.
Niewiele zdziałali inspektorzy nadzoru budowlanego. Pod koniec marca chcieli po raz czwarty przeprowadzić w lokalu kontrolę. Ale znów się nie udało, bo Ryszard M. nie pojawił się na miejscu. Nie upoważnił też żadnego z pracowników do wpuszczenia inspektorów. - Odeszliśmy z kwitkiem - przyznaje Jerzy Plejer z nadzoru budowlanego. Nazajutrz po kontroli Ryszard M. przesłał inspektorom zwolnienie lekarskie. Z tego samego powodu nie odbyły się trzy poprzednie kontrole. - Jest usprawiedliwiony, nie mamy uprawnień do podważania zwolnień lekarskich - rozkłada ręce Plejer.
Od urzędników skuteczniejsi mogą okazać się właściciele nieruchomości przy Gwarnej, którzy chcą eksmitować dziką dyskotekę. Kilka dni temu zażądali od Ryszarda M. ponad pół miliona złotych! Tyle z odsetkami wynosi dzisiaj dług Broadwayu. Dlaczego jest tak wielki? Ryszard M. wynajął pomieszczenia już w 2007 r., ale dopiero pół roku temu otworzył w nich dyskotekę. - Nie potrafię powiedzieć, dlaczego poprzedni zarządca wcześniej nie egzekwował długu. Właściciele rozwiązali z nim umowę. Ja przejęłam tę sprawę niedawno - tłumaczy Ewa Sokolnicka, która dzisiaj zarządza nieruchomością. Sokolnicka dodaje, że wezwanie do zapłaty zostało skutecznie doręczone, bo odebrała je żona Ryszarda M. Ten ma czas na spłatę długu do końca kwietnia.
A jeśli nie zapłaci? Sokolnicka tłumaczy, że dostanie wypowiedzenie umowy i siedem dni na wyprowadzkę. Ale rozwiązanie umowy wydaje się przesądzone nie tylko ze względu na długi. Ryszard M. złamał też inne warunki umowy. Zobowiązał się m.in. do takiego wyciszenia dyskoteki, by hałas nie przeszkadzał mieszkańcom. Tymczasem z pomiarów straży miejskiej wynika, że w mieszkaniach - przy zamkniętych oknach - hałas sięga 97 decybeli. To ponadtrzykrotnie więcej niż wynosi dopuszczalna norma w nocy w mieszkaniu. Policjanci skierowali już do sądu grodzkiego kilka wniosków o ukaranie menadżerów lokalu za zakłócenie ciszy nocnej i porządku.
Dzwoniliśmy do Ryszarda M., ale nie odbierał komórki.
Ryszard M. prowadził wcześniej dyskotekę Pulsar na Ratajach, o której wielokrotnie pisaliśmy w "Gazecie", bo też skarżyli się na nią mieszkańcy.
Od otwarcia Broadwayu lokatorzy kamienicy nie śpią całe noce, bo jest za głośno. Boją się też wychodzić z domów: zanim młodzi ludzie wejdą na dyskotekę, piją alkohol pod ich drzwiami. W okolicy zrobiło się niebezpiecznie.
Gdy po raz pierwszy pisaliśmy o dyskotece, urzędnicy rozpoczęli już procedurę, która ma doprowadzić do odebrania koncesji na sprzedaż alkoholu. Sprawa jest w toku.
Niewiele zdziałali inspektorzy nadzoru budowlanego. Pod koniec marca chcieli po raz czwarty przeprowadzić w lokalu kontrolę. Ale znów się nie udało, bo Ryszard M. nie pojawił się na miejscu. Nie upoważnił też żadnego z pracowników do wpuszczenia inspektorów. - Odeszliśmy z kwitkiem - przyznaje Jerzy Plejer z nadzoru budowlanego. Nazajutrz po kontroli Ryszard M. przesłał inspektorom zwolnienie lekarskie. Z tego samego powodu nie odbyły się trzy poprzednie kontrole. - Jest usprawiedliwiony, nie mamy uprawnień do podważania zwolnień lekarskich - rozkłada ręce Plejer.
Od urzędników skuteczniejsi mogą okazać się właściciele nieruchomości przy Gwarnej, którzy chcą eksmitować dziką dyskotekę. Kilka dni temu zażądali od Ryszarda M. ponad pół miliona złotych! Tyle z odsetkami wynosi dzisiaj dług Broadwayu. Dlaczego jest tak wielki? Ryszard M. wynajął pomieszczenia już w 2007 r., ale dopiero pół roku temu otworzył w nich dyskotekę. - Nie potrafię powiedzieć, dlaczego poprzedni zarządca wcześniej nie egzekwował długu. Właściciele rozwiązali z nim umowę. Ja przejęłam tę sprawę niedawno - tłumaczy Ewa Sokolnicka, która dzisiaj zarządza nieruchomością. Sokolnicka dodaje, że wezwanie do zapłaty zostało skutecznie doręczone, bo odebrała je żona Ryszarda M. Ten ma czas na spłatę długu do końca kwietnia.
A jeśli nie zapłaci? Sokolnicka tłumaczy, że dostanie wypowiedzenie umowy i siedem dni na wyprowadzkę. Ale rozwiązanie umowy wydaje się przesądzone nie tylko ze względu na długi. Ryszard M. złamał też inne warunki umowy. Zobowiązał się m.in. do takiego wyciszenia dyskoteki, by hałas nie przeszkadzał mieszkańcom. Tymczasem z pomiarów straży miejskiej wynika, że w mieszkaniach - przy zamkniętych oknach - hałas sięga 97 decybeli. To ponadtrzykrotnie więcej niż wynosi dopuszczalna norma w nocy w mieszkaniu. Policjanci skierowali już do sądu grodzkiego kilka wniosków o ukaranie menadżerów lokalu za zakłócenie ciszy nocnej i porządku.
Dzwoniliśmy do Ryszarda M., ale nie odbierał komórki.
Ryszard M. prowadził wcześniej dyskotekę Pulsar na Ratajach, o której wielokrotnie pisaliśmy w "Gazecie", bo też skarżyli się na nią mieszkańcy.
- 7 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Dzika dyskoteka na Gwarnej? Będzie musiała się ...
muadib.arrakis
06.04.10, 12:44
W końcu bandytyzm zniknie z okolicy. Tylko dlaczego to tak długo trwało?Urzędasy nieudaczne i policja bez praw.»
-
No co Wy... wszystkie Ryśki to porządne chłopy!
kajciech
06.04.10, 12:49
Każdy Rysiek to swój gość, nie wiecie?»
-
Autor powinien dowiedzieć się co znaczy decybel
krokiet17
06.04.10, 18:35
i jak się używa skali logarytmicznej. Jeżeli ktoś miał na myśli porównanie np. 37dB i 97db, to albo mówimy o 60bB-elowym przekroczeniu normy, albo natężeniu dźwięku przekraczającym »
Najczęściej czytane24 htydzień




