Spacer po Poznaniu marzeń architekta miejskiego
03.04.2010
, aktualizacja: 02.04.2010 18:02
W Poznaniu z moich marzeń Święty Marcin byłby dla pieszych, jeździłyby tam tylko tramwaje i rowerzyści. Na piechotę można by wygodnie dojść od Zamku do Ostrowa Tumskiego - mówi poznański architekt miejski Andrzej Nowak*.
ZOBACZ TAKŻE
- Poznań jak Kopenhaga? Po roku 2040 (18-03-10, 20:00)
- Miasta są dla ludzi, nie dla słoni (18-03-10, 17:00)
Adam Kompowski, Michał Wybieralski: Guru światowej urbanistyki, prof. Jan Gehl był kilka miesięcy temu w Poznaniu. Mówił, że w przyjaznych dla ludzi śródmieściach powinno być jak najmniej samochodów i miejsc parkingowych, jak najwięcej deptaków, rowerzystów, a preferencję powinna mieć komunikacja publiczna. Był pan na wykładzie prof. Gehla, zgadza się pan z nim?
Andrzej Nowak, architekt miejski: To bardzo rozsądne tezy, z którymi oczywiście się zgadzam. Kiedy byłem na studiach architektonicznych we Wrocławiu, przedwojenni profesorowie lwowscy też propagowali te ideały. Ale trzeba pamiętać, że tworzenie takiego śródmieścia to długotrwały proces. Sam prof. Gehl mówił, że w jego ukochanej Kopenhadze trwało to przeszło pół wieku.
To prawda, ale tam ten proces rozpoczął się już w latach 60. W Poznaniu w ogóle go nie zaczęliśmy. Co więcej, z przerażeniem zauważyliśmy, że w projekcie Strategii Rozwoju Poznania strefy uspokojonego ruchu w śródmieściu są zapisane dopiero na 2040 rok!
- Nie mogę się czuć odpowiedzialny za wszystkie projekty, które zapisane są w strategii. Nad tym dokumentem pracował przecież duży zespół ludzi.
Panu odpowiada ta data: 2040 r.? Przecież możemy jej nie dożyć!
- Oczywiście, że mi nie odpowiada. Ten termin jest lekko zawstydzający. Dyskutowaliśmy o wielu kwestiach przestrzennych, które zostały zapisane w strategii, i pomysł szybszego utworzenia deptaków się niestety nie przebił. Ale zostały tam cenne pomysły aktywizacji po przemysłowych terenów w centrum, polepszania jakości rynków i placów czy modernistycznych osiedli.
Jak mamy tyle czekać, to może chociaż pomarzmy! Jak wyglądałoby śródmieście Poznania, gdyby miał pan taką władzę, jak poznańscy legendarni miejscy architekci Joseph Stubben czy Władysław Czarnecki?
- Na początku lat 90., kiedy byłem architektem wojewódzkim, zamówiłem takie opracowanie u dr. Andrzeja Krycha i architekta Jerzego Gurawskiego. Ruch samochodowy kończyłby się w moim wymarzonym centrum na ringu poznańskim [al. Niepodległości i ul. Kościuszki - red.] Tam powstałyby parkingi. Dalej samochodami mogliby wjechać jedynie mieszkańcy centrum, i to też tylko na pewnych warunkach. W środku ringu byłoby miejsce dla pieszych, komunikacji publicznej i rowerzystów.
Św. Marcin nadal byłby ruchliwą arterią z Biedronką i lumpeksem? Alfa wciąż by stała, czy należy ją zburzyć?
- Nie, tam jeździłyby tylko tramwaje i rowerzyści. Czy Alfa wpisuje się w tę ulicę? Nie. Ale stoi tam już tak długo, że w pewien sposób się przyjęła. W konkursie na budynek 50-lecia zajęła wysokie miejsce. Jako gospodarny Wielkopolanin myślę, że trzeba by zrobić jej lifting. Choć ma spore mankamenty, źle rozwiązaną ewakuację pożarową. Kiedy pracowałem tam w Miastoprojekcie, to dostaliśmy liny do ewakuacji.
Na początku lat 90. na Św. Marcinie pojawił się handel z łóżek polowych. Potem na parterach budynków powstało kilka tandetnych sklepów i punktów usługowych. Z czasem jednak wzrosła tam wartość nieruchomości i czynsz, i ich miejsce zajęły eleganckie siedziby banków. Tylko że one nie są miastotwórcze! Ale z podobnym problemem mierzą się też inne miasta. Byłem kilka lat temu na rynku w Brukseli, który choć jest piękny, to życie tam zamiera po godz. 17. Bo tam również są same banki, które wtedy zamykają swoje siedziby.
Idziemy dalej Św. Marcinem, jesteśmy koło Kociaka...
- W moich marzeniach tam też ciągnie się deptak. Po lewej stronie powstaje właśnie Pasaż MM według projektu studia ADS. W środku budynku będzie otwarte przejście łączące Św. Marcin z al. Marcinkowskiego. Marzy mi się, żeby to był taki "pasaż bankowy", w którym znalazłyby się stare drzwi pancerne do skarbców, których niedawno pozbywały się banki. Mogłyby być tam eksponowane jako rzeźby przestrzenne. Udało mi się namówić prezesa jednego z banków, żeby zachował te drzwi, więc może to marzenie się spełni.
Po drugiej stronie Św. Marcina mamy pustą działkę z parkingiem i budką z kurczakami. Od lat rozmawiamy z jego właścicielem, proponujemy różne koncepcje zagospodarowania, np. taką z małym placem przed kościołem św. Marcina, który wyeksponowałby jego bryłę. W te rozmowy angażowali się też prezydenci miasta, ale na razie nie przyniosło to żadnego skutku. Właściciel chce maksymalnie zabudować tę działkę, i tyle. Kiedy w końcu powstanie tam budynek, zamkniemy kolejną pierzeję.
Na dole ulicy mamy pl. Wiosny Ludów, który ma być zabudowany.
- Ciężko pracujemy na tym, by domy, które tam mają powstać, zostały zbudowane mniej więcej w tym samym czasie. I napotykamy na opór. Działki należą do prywatnych właścicieli, jeden z nich ostatnio mocno naciska na urząd. Chce już teraz postawić swój budynek na narożniku placu. Gdyby tak zrobił, powstałaby chudziutka narożna kamienica, jak gdyby odbicie narożnika Bąkowskiego, jego alter ego. Mówimy mu, żeby zaczekał do czasu, aż inwestycja będzie mogła być prowadzona wspólnie.
Pomimo zabudowy na placu również będzie miejsce na przestrzeń publiczną?
- Tak, będą ławki. I schody, bo tam jest spadek, może jakaś fontanna.
Nie byłoby przelotu dla samochodów przez plac, jak w tej chwili?
- Nie, jest nawet pomysł, żeby samochody przejeżdżały na tym odcinku pod ziemią.
Andrzej Nowak, architekt miejski: To bardzo rozsądne tezy, z którymi oczywiście się zgadzam. Kiedy byłem na studiach architektonicznych we Wrocławiu, przedwojenni profesorowie lwowscy też propagowali te ideały. Ale trzeba pamiętać, że tworzenie takiego śródmieścia to długotrwały proces. Sam prof. Gehl mówił, że w jego ukochanej Kopenhadze trwało to przeszło pół wieku.
To prawda, ale tam ten proces rozpoczął się już w latach 60. W Poznaniu w ogóle go nie zaczęliśmy. Co więcej, z przerażeniem zauważyliśmy, że w projekcie Strategii Rozwoju Poznania strefy uspokojonego ruchu w śródmieściu są zapisane dopiero na 2040 rok!
- Nie mogę się czuć odpowiedzialny za wszystkie projekty, które zapisane są w strategii. Nad tym dokumentem pracował przecież duży zespół ludzi.
Panu odpowiada ta data: 2040 r.? Przecież możemy jej nie dożyć!
- Oczywiście, że mi nie odpowiada. Ten termin jest lekko zawstydzający. Dyskutowaliśmy o wielu kwestiach przestrzennych, które zostały zapisane w strategii, i pomysł szybszego utworzenia deptaków się niestety nie przebił. Ale zostały tam cenne pomysły aktywizacji po przemysłowych terenów w centrum, polepszania jakości rynków i placów czy modernistycznych osiedli.
Jak mamy tyle czekać, to może chociaż pomarzmy! Jak wyglądałoby śródmieście Poznania, gdyby miał pan taką władzę, jak poznańscy legendarni miejscy architekci Joseph Stubben czy Władysław Czarnecki?
- Na początku lat 90., kiedy byłem architektem wojewódzkim, zamówiłem takie opracowanie u dr. Andrzeja Krycha i architekta Jerzego Gurawskiego. Ruch samochodowy kończyłby się w moim wymarzonym centrum na ringu poznańskim [al. Niepodległości i ul. Kościuszki - red.] Tam powstałyby parkingi. Dalej samochodami mogliby wjechać jedynie mieszkańcy centrum, i to też tylko na pewnych warunkach. W środku ringu byłoby miejsce dla pieszych, komunikacji publicznej i rowerzystów.
Św. Marcin nadal byłby ruchliwą arterią z Biedronką i lumpeksem? Alfa wciąż by stała, czy należy ją zburzyć?
- Nie, tam jeździłyby tylko tramwaje i rowerzyści. Czy Alfa wpisuje się w tę ulicę? Nie. Ale stoi tam już tak długo, że w pewien sposób się przyjęła. W konkursie na budynek 50-lecia zajęła wysokie miejsce. Jako gospodarny Wielkopolanin myślę, że trzeba by zrobić jej lifting. Choć ma spore mankamenty, źle rozwiązaną ewakuację pożarową. Kiedy pracowałem tam w Miastoprojekcie, to dostaliśmy liny do ewakuacji.
Na początku lat 90. na Św. Marcinie pojawił się handel z łóżek polowych. Potem na parterach budynków powstało kilka tandetnych sklepów i punktów usługowych. Z czasem jednak wzrosła tam wartość nieruchomości i czynsz, i ich miejsce zajęły eleganckie siedziby banków. Tylko że one nie są miastotwórcze! Ale z podobnym problemem mierzą się też inne miasta. Byłem kilka lat temu na rynku w Brukseli, który choć jest piękny, to życie tam zamiera po godz. 17. Bo tam również są same banki, które wtedy zamykają swoje siedziby.
Idziemy dalej Św. Marcinem, jesteśmy koło Kociaka...
- W moich marzeniach tam też ciągnie się deptak. Po lewej stronie powstaje właśnie Pasaż MM według projektu studia ADS. W środku budynku będzie otwarte przejście łączące Św. Marcin z al. Marcinkowskiego. Marzy mi się, żeby to był taki "pasaż bankowy", w którym znalazłyby się stare drzwi pancerne do skarbców, których niedawno pozbywały się banki. Mogłyby być tam eksponowane jako rzeźby przestrzenne. Udało mi się namówić prezesa jednego z banków, żeby zachował te drzwi, więc może to marzenie się spełni.
Po drugiej stronie Św. Marcina mamy pustą działkę z parkingiem i budką z kurczakami. Od lat rozmawiamy z jego właścicielem, proponujemy różne koncepcje zagospodarowania, np. taką z małym placem przed kościołem św. Marcina, który wyeksponowałby jego bryłę. W te rozmowy angażowali się też prezydenci miasta, ale na razie nie przyniosło to żadnego skutku. Właściciel chce maksymalnie zabudować tę działkę, i tyle. Kiedy w końcu powstanie tam budynek, zamkniemy kolejną pierzeję.
Na dole ulicy mamy pl. Wiosny Ludów, który ma być zabudowany.
- Ciężko pracujemy na tym, by domy, które tam mają powstać, zostały zbudowane mniej więcej w tym samym czasie. I napotykamy na opór. Działki należą do prywatnych właścicieli, jeden z nich ostatnio mocno naciska na urząd. Chce już teraz postawić swój budynek na narożniku placu. Gdyby tak zrobił, powstałaby chudziutka narożna kamienica, jak gdyby odbicie narożnika Bąkowskiego, jego alter ego. Mówimy mu, żeby zaczekał do czasu, aż inwestycja będzie mogła być prowadzona wspólnie.
Pomimo zabudowy na placu również będzie miejsce na przestrzeń publiczną?
- Tak, będą ławki. I schody, bo tam jest spadek, może jakaś fontanna.
Nie byłoby przelotu dla samochodów przez plac, jak w tej chwili?
- Nie, jest nawet pomysł, żeby samochody przejeżdżały na tym odcinku pod ziemią.
- 34 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
16 głosów
-
Spacer po Poznaniu marzeń architekta miejskiego
nuera
03.04.10, 13:23
a moze by tak namowic miasto na maly eksperyment ? Sprobowac zamknac choc niewielka czesc miasta, scisle centrum na powiedzmy 3 dni ?»
-
Spacer po Poznaniu marzeń architekta miejskiego
hektor_wektor
03.04.10, 14:22
To naprawdę sympatyczna rozmowa. Dobrze się ją czytało, w głowie rysowałem sobie te przeróżne koncepcje i momentami było mi bardzo przyjemnie. Oczywiście nie każdy pomysł mi się po podoba i »
-
Spacer po Poznaniu marzeń architekta miejskiego
pan.zaskroniec
03.04.10, 15:08
"po Półwiejskiej niekoniecznie spacerują tacy ludzie, jak w Dusseldorfie" -Panie Nowak skoro nie podobają się panu ludzie mieszkający w Poznaniu, toniech się pan wyprowadzi.Niech Pan spojrzy»
Najczęściej czytane24 htydzień




