Niebezpieczne szneki z glancem

Natalia Mazur
01.07.2011 , aktualizacja: 28.03.2010 21:15
A A A Drukuj
Naukowcy z Uniwersytetu Przyrodniczego chcą odchudzić poznaniaków. W Volkswagenie, gdzie testowali swój projekt, pracownikom w trzy miesiące ubyło ćwierć tony. Co trzeci Wielkopolanin i co czwarta Wielkopolanka waży za dużo
Szybsze odchudzanie
Fot. Andrzej Monczak / AG
Szybsze odchudzanie
SONDAŻ
Czy rzeczywiście Wielkopolanie potrzebują odchudzania?

Nie przesadzajmy! Niech się lepiej wezmą za Anglików - ci to dopiero są przy kości
Ale to i tak nic nie da!
Jeśli to ma poprawić nasze zdrowie to proszę bardzo - odchudzajcie

Krzysztof Noculak 11 lat trenował wioślarstwo. Wywalczył złoto w mistrzostwach Polski, w mistrzostwach krajów nadbałtyckich. Pięć lat temu nawaliły mu kolana, lekarz zabronił treningów. Wtedy się zaczęło. - Jadłem tyle samo, a organizm potrzebował mniej. W ciągu kilku lat przytyłem ponad 40 kg, przy wzroście 190 cm ważyłem 137 kg. Nie pomagały żadne diety, a biegać ani wiosłować już nie mogłem - opowiada.

Co trzeci Wielkopolanin i co czwarta Wielkopolanka waży za dużo. Nadwagę ma co dziesiąte dziecko i nastolatek. Otyłość powoduje cukrzycę, miażdżycę, nadciśnienie tętnicze. A to właśnie choroby układu krążenia są najczęstszą przyczyną zgonów poznaniaków.

Prof. Jan Jeszka i dr Joanna Bajerska z zakładu dietetyki Uniwersytetu Przyrodniczego opracowali program odchudzenia mieszkańców miasta. Swój program sprawdzili na 30-osobowej grupie rekrutującej się w większości z pracowników Volkswagena. Najpierw zapytali o dotychczasowe nawyki. Okazało się, że poznaniaków najbardziej tuczą dania, w których tłuszczu nie widać: parówki, tanie wędliny, słodkie napoje. Tuczą szneki z glancem: traktowane jako codzienna przekąska drożdżówki są bardziej niebezpieczne niż jadany od święta tort. Tuczy niedzielny obyczaj: wyprawa po słodkie do cukierni, podawanie ciast przed obiadem.

Krzysztof Noculak, pracownik kontroli jakości w Volkswagenie, nie mógł już patrzeć na siebie w lustrze. Bez wahania poddał się eksperymentowi. Chudnącymi opiekowali się dietetyk, psycholog i specjalista od kinezyterapii - leczenia ruchem. Pan Krzysztof dostał skierowanie na badania biochemiczne krwi: specjaliści określili poziom złego cholesterolu, poziom glukozy, tempo przemiany materii. Te badania musiał powtarzać co miesiąc. Na ich podstawie dietetyk wspólnie z psychologiem opracował dietę. Kontroler jakości musiał się nauczyć przyrządzania kurczaka na kilka sposobów. Schabowe były wykluczone, drożdżówkę mógł zjeść raz na tydzień.

Kinezyterapeuta, który dobierał dla każdego uczestnika aktywność fizyczną, zalecił Noculakowi pływanie, spacery i pracę w ogródku. Biegi i rower - ze względu na stan kolan - nie wchodziły w grę.

Jaki efekt? Pracownikom Volkswagena w trzy miesiące ubyło w sumie ćwierć tony, każdy zrzucił przeciętnie 8 kg. Trzy czwarte tych straconych kilogramów to tłuszcz. - Możemy mówić o sukcesie. Stosując złe diety, zwykle tracimy mięśnie - mówi Bajerska. - Innowacyjna w tej metodzie jest interdyscyplinarność. I to, że terapii poddaje się grupa pracujących razem ludzi, którzy spotykając się na co dzień motywują się nawzajem.

Koszty odchudzania pokryło miasto: badacze otrzymali 30 tys. zł grantu z miejskiego budżetu w ramach organizowanego co roku konkursu dla naukowców. Większość środków pochłonęły badania medyczne. Naukowcy liczą, że zgłoszą się do nich kolejne firmy, które zainwestują swój fundusz socjalny w zdrowie pracowników.

Zdrowym żywieniem załogi zainteresowała się już piekarnia Fawor. Prof. Jan Jeszka: - Miasta nie stać na odchudzenie wszystkich mieszkańców. Ale może mieć duży wpływ na ich masę ciała przy planowaniu przestrzeni miejskiej. Nie można wszystkiego zabudować blokami. Musi być miejsce na spacery, na kort tenisowy, na jazdę na rowerze.

Noculak stracił 16 kg. Jego cel: ważyć 105 kg. Zmienił pracę, ale u nowego pracodawcy nadal chudnie.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów