Prof. Kamela-Sowińska i plagiat z Wikipedii
29.03.2010
, aktualizacja: 29.03.2010 09:42
Prof. Aldona Kamela-Sowińska we wstępie do książki o społeczeństwie informacyjnym samodzielnie napisała tylko cztery zdania. Resztę skopiowała z internetu. To już drugi odkryty plagiat poznańskiej ekonomistki
ZOBACZ TAKŻE
- Profesor o plagiacie: To wypadek przy pracy (13-07-11, 19:11)
- Za plagiat prokuratura kary się nie domaga (21-05-11, 09:00)
- Plagiat: promotorka ściągała od pielęgniarki (24-06-10, 09:00)
- Kamela-Sowińska odchodzi (22-05-10, 01:00)
- Prof. Kamela-Sowińska zapłaci za plagiat (30-06-11, 00:00)
- Jestem żerem dla rybek - Kamela-Sowińska w sądzie (30-06-11, 00:00)
- Prof. Kamela-Sowińska splagiatowała tekst o etyce (30-06-11, 00:00)
O swoim odkryciu poinformował "Gazetę" dr Marek Wroński, publicysta miesięcznika "Forum Akademickie", w którym od ośmiu lat prowadzi cykl "Z archiwum nieuczciwości naukowej". Demaskuje w nim plagiaty na polskich uczelniach. Chodzi o siedmiostronicowy wstęp prof. Aldony Kameli-Sowińskiej do książki "Gospodarka a społeczeństwo informacyjne", którą dwa lata temu w serii "Zeszyty Naukowe" wydała prywatna Wyższa Szkoła Handlu i Rachunkowości w Poznaniu. Kamela-Sowińska, profesor ekonomii i była minister skarbu w rządzie Jerzego Buzka, jest jej rektorem. Zredagowała i opatrzyła komentarzem zbiór referatów z naukowej konferencji. Książkę można kupić za 15 zł.
Dr Wroński przeanalizował wstęp prof. Kameli-Sowińskiej i ze zdumieniem stwierdził, że samodzielnie napisała tylko cztery zdania. To informacja, kim są autorzy referatów oraz podziękowania dla nich. Reszta to kompilacja pięciu tekstów ściągniętych z internetu. Prof. Kamela-Sowińska nie zmieniła w nich ani słowa. Wstęp zaczyna fragment pracy "Wykorzystanie internetu i programów do tworzenia stron WWW w pracy nad wizerunkiem", ściągniętej ze strony warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej. W kolejnych akapitach prof. Kamela-Sowińska wyjaśnia, czym jest społeczeństwo informacyjne. I żywcem przepisuje definicję z Wikipedii. Następny wątek - "jak rozwój społeczeństwa informacyjnego wpływa na gospodarkę?" Profesor znajduje odpowiedź na stronie warszawskiego Ośrodka Informacji ONZ. Kopiuje tekst. A potem przekleja jeszcze definicję kapitału ludzkiego z portalu... Ściąga.pl. To strona dla gimnazjalistów, licealistów i studentów, na której znaleźć można gotowe referaty i wypracowania.
Dr Wroński jest oburzony: - Każdy plagiat to poważne naruszenie dobrych obyczajów naukowych. Uważam, że dyskwalifikuje prof. Kamelę-Sowińską jako rektora szkoły wyższej.
Prof. Kamela-Sowińska przyznaje się do skopiowania tekstów z internetu: - Mleko się rozlało i nie chowam głowy w piasek. Apeluję tylko, by znać proporcje. Niektórzy kopiują pół habilitacji i jest to ewidentny plagiat naukowy. Ja skopiowałam kilka prostych informacji z Wikipedii i to też nazywa się plagiatem. Chciałabym, żeby mój przypadek przyczynił się do jasnego zarysowania granic plagiatu. Powinniśmy jako naukowcy ustalić, czym jest współczesny plagiat wobec powszechnego dostępu do megaźródeł informacji, jakie są granice wykorzystania internetu.
"Gazeta": - Przecież każdy student wie, że trzeba zaznaczać cytaty i podawać źródła.
Kamela-Sowińska: - Tak, ale w pracy naukowej. A ja nie uważałam wstępu za pracę naukową! Ja tylko wprowadzałam w temat, dyskusja naukowa toczyła się na dalszych stronach. Podawałam rzeczy tak proste, wiedzę tak powszechną, że nawet nie musiałam jej specjalnie weryfikować. Proszę rozróżnić wiedzę od nauki. Wiedza jest produktem nauki, z definicji jest sprawdzona, wieloźródłowa. Ja właśnie przedstawiałam wiedzę. Kiedyś popełniłam felieton o Indonezji, z której wróciłam, i też nie podałam źródła, pisząc ile jest tam wysp. Naprawdę, nie myślałam, by cytować źródło tak proste jak Wikipedia czy Ściąga.pl.
Dr Wroński nie kryje zaskoczenia: - To tłumaczenie studenta przyłapanego na plagiacie pracy semestralnej! Każdy tekst podlega ochronie prawnej. Liczy się ciąg słów i budowa zdań. To oryginalność tekstu jest bowiem pod ochroną.
Prof. Kamela-Sowińska tłumaczy też, że nie ma zwyczaju robienia przypisów we wstępach czy felietonach. - Jeśli środowisko akademickie uzna, że jest inaczej, to będę to robić - zaznacza.
- Rzadko spotyka się przypisy we wstępach do prac naukowych, ale dlatego, że ich autorzy piszą własny oryginalny tekst "z głowy" - odpowiada dr Wroński. Łowca plagiatów przypomina, że to już drugi ujawniony plagiat prof. Kameli-Sowińskiej. Przed miesiącem "Gazeta" napisała, że trzy lata temu ekonomistka splagiatowała tekst o uczciwości w książkę o etyce w biznesie. I tak jak teraz chodziło o wstęp do zbioru referatów z naukowej konferencji. Autor oryginału, prezes jednej z krakowskich fundacji, przed poznańskim sądem żąda 20 tys. zł i przeprosin w gazetach. W rozmowie z "Gazetą" Kamela-Sowińska tłumaczyła wtedy, że z internetu skopiowała niepodpisany tekst. Przyznała się jedynie do braku rzetelności, ale do plagiatu już nie. Proces rozpoczął się na początku marca. Kolejna rozprawa w maju.
Sprawę pierwszego plagiatu wciąż bada Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego - postępowanie wyjaśniające prowadzi rzecznik dyscyplinarny. Rzecznik resortu Bartosz Loba nie potrafił powiedzieć, czy ministerstwo zajmie się też drugim plagiatem. Reagować nie zamierza na razie Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu, którego profesorem jest Kamela-Sowińska. - Jako rektor uczelni wyższej podlega władzy ministra. Władze uniwersyteckie mogą odnieść się do tego zarzutu dopiero po uzyskaniu informacji o rozstrzygnięciu sprawy przez tegoż ministra - mówi rzeczniczka uniwersytetu Marlena Chomska.
Reakcję przygotowuje natomiast prof. Kamela-Sowińska: - Po świętach zorganizuję na mojej uczelni otwartą debatę o plagiacie na moim przykładzie. Mam na koncie ponad 150 prac naukowych i wiem, że nigdy w nich plagiatu nie popełniłam. Z decyzją o moich losach poczekam do efektów tej debaty. Dr Wroński jest na nią zaproszony.
- Chętnie przyjadę - odpowiada łowca plagiatów.
Dr Wroński przeanalizował wstęp prof. Kameli-Sowińskiej i ze zdumieniem stwierdził, że samodzielnie napisała tylko cztery zdania. To informacja, kim są autorzy referatów oraz podziękowania dla nich. Reszta to kompilacja pięciu tekstów ściągniętych z internetu. Prof. Kamela-Sowińska nie zmieniła w nich ani słowa. Wstęp zaczyna fragment pracy "Wykorzystanie internetu i programów do tworzenia stron WWW w pracy nad wizerunkiem", ściągniętej ze strony warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej. W kolejnych akapitach prof. Kamela-Sowińska wyjaśnia, czym jest społeczeństwo informacyjne. I żywcem przepisuje definicję z Wikipedii. Następny wątek - "jak rozwój społeczeństwa informacyjnego wpływa na gospodarkę?" Profesor znajduje odpowiedź na stronie warszawskiego Ośrodka Informacji ONZ. Kopiuje tekst. A potem przekleja jeszcze definicję kapitału ludzkiego z portalu... Ściąga.pl. To strona dla gimnazjalistów, licealistów i studentów, na której znaleźć można gotowe referaty i wypracowania.
Dr Wroński jest oburzony: - Każdy plagiat to poważne naruszenie dobrych obyczajów naukowych. Uważam, że dyskwalifikuje prof. Kamelę-Sowińską jako rektora szkoły wyższej.
Prof. Kamela-Sowińska przyznaje się do skopiowania tekstów z internetu: - Mleko się rozlało i nie chowam głowy w piasek. Apeluję tylko, by znać proporcje. Niektórzy kopiują pół habilitacji i jest to ewidentny plagiat naukowy. Ja skopiowałam kilka prostych informacji z Wikipedii i to też nazywa się plagiatem. Chciałabym, żeby mój przypadek przyczynił się do jasnego zarysowania granic plagiatu. Powinniśmy jako naukowcy ustalić, czym jest współczesny plagiat wobec powszechnego dostępu do megaźródeł informacji, jakie są granice wykorzystania internetu.
"Gazeta": - Przecież każdy student wie, że trzeba zaznaczać cytaty i podawać źródła.
Kamela-Sowińska: - Tak, ale w pracy naukowej. A ja nie uważałam wstępu za pracę naukową! Ja tylko wprowadzałam w temat, dyskusja naukowa toczyła się na dalszych stronach. Podawałam rzeczy tak proste, wiedzę tak powszechną, że nawet nie musiałam jej specjalnie weryfikować. Proszę rozróżnić wiedzę od nauki. Wiedza jest produktem nauki, z definicji jest sprawdzona, wieloźródłowa. Ja właśnie przedstawiałam wiedzę. Kiedyś popełniłam felieton o Indonezji, z której wróciłam, i też nie podałam źródła, pisząc ile jest tam wysp. Naprawdę, nie myślałam, by cytować źródło tak proste jak Wikipedia czy Ściąga.pl.
Dr Wroński nie kryje zaskoczenia: - To tłumaczenie studenta przyłapanego na plagiacie pracy semestralnej! Każdy tekst podlega ochronie prawnej. Liczy się ciąg słów i budowa zdań. To oryginalność tekstu jest bowiem pod ochroną.
Prof. Kamela-Sowińska tłumaczy też, że nie ma zwyczaju robienia przypisów we wstępach czy felietonach. - Jeśli środowisko akademickie uzna, że jest inaczej, to będę to robić - zaznacza.
- Rzadko spotyka się przypisy we wstępach do prac naukowych, ale dlatego, że ich autorzy piszą własny oryginalny tekst "z głowy" - odpowiada dr Wroński. Łowca plagiatów przypomina, że to już drugi ujawniony plagiat prof. Kameli-Sowińskiej. Przed miesiącem "Gazeta" napisała, że trzy lata temu ekonomistka splagiatowała tekst o uczciwości w książkę o etyce w biznesie. I tak jak teraz chodziło o wstęp do zbioru referatów z naukowej konferencji. Autor oryginału, prezes jednej z krakowskich fundacji, przed poznańskim sądem żąda 20 tys. zł i przeprosin w gazetach. W rozmowie z "Gazetą" Kamela-Sowińska tłumaczyła wtedy, że z internetu skopiowała niepodpisany tekst. Przyznała się jedynie do braku rzetelności, ale do plagiatu już nie. Proces rozpoczął się na początku marca. Kolejna rozprawa w maju.
Sprawę pierwszego plagiatu wciąż bada Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego - postępowanie wyjaśniające prowadzi rzecznik dyscyplinarny. Rzecznik resortu Bartosz Loba nie potrafił powiedzieć, czy ministerstwo zajmie się też drugim plagiatem. Reagować nie zamierza na razie Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu, którego profesorem jest Kamela-Sowińska. - Jako rektor uczelni wyższej podlega władzy ministra. Władze uniwersyteckie mogą odnieść się do tego zarzutu dopiero po uzyskaniu informacji o rozstrzygnięciu sprawy przez tegoż ministra - mówi rzeczniczka uniwersytetu Marlena Chomska.
Reakcję przygotowuje natomiast prof. Kamela-Sowińska: - Po świętach zorganizuję na mojej uczelni otwartą debatę o plagiacie na moim przykładzie. Mam na koncie ponad 150 prac naukowych i wiem, że nigdy w nich plagiatu nie popełniłam. Z decyzją o moich losach poczekam do efektów tej debaty. Dr Wroński jest na nią zaproszony.
- Chętnie przyjadę - odpowiada łowca plagiatów.
- 220 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
83 głosy
-
Prof. Kamela-Sowińska i plagiat z Wikipedii
grubymisiek1
29.03.10, 11:39
Banda idiotów wypowiada się na tematy, o których nie ma bladego pojęcia. Jestoczywistym, że kobiecina pisząc o czymś książkę nie wymyśla prochu od początkutylko podaje powszechnie znane »
-
Prof. Kamela-Sowińska i plagiat z Wikipedii
antypo-lityk
29.03.10, 11:40
Znam debila, który na udzkiej sorbonie z zarządzania i marketingu został magistrem. Mieszkał u docenta a docent miał umowy o dzieło w UM, gdzie tatuś debila kumbinował. Debil teraz jest tam »
-
Prof. Kamela-Sowińska i plagiat z Wikipedii
czterdziestyiczwarty
29.03.10, 22:08
Jakim cudem ta kobieta zostala profesorem - to przeciez czysta profanacjatego tytulu naukowego. Co to za brednie o pisaniu wstepu "z glowy" ? Wstep wjakiejkolwiek pracy naukowej to okazja »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Pożegnanie z dworcem. We wtorek wszystko ...
- Jak się żyje po raku? Mądrzej, mocniej, ...
- Plaża Wolności już gotowa. Tym razem nad Maltą
- Uwaga! Tu od poniedziałku namierzy cię ...
- "Nie" radnych dla budowy nowego wiaduktu ...
- Ministerstwo wypuszcza złe informacje. ...
- Piękne dziewczyny z Tarnowa Podgórnego. ...
- Fanatyk gry Diablo III chciał zabijać ludzi
- Trasa na Franowo na ostatniej prostej. ...
- Będzie Peter und Paul? Nie, nadal Piotr i ...
- "Chleba zamiast igrzysk". Demonstracja ...
- Czy naprawdę ratowali jej życie? Sprawa ...
- Plan B gotowy. Jeśli remonty nie skończą ...
- Euro utrudni Ci życie? Masz MPK za darmo!






