Mieli bronić Rozbratu, a zdewastowali elewację
01.07.2011
, aktualizacja: 22.03.2010 21:08
Anarchiści zdewastowali ścianę poznańskiego magistratu. Wymalowali napis "Łapy precz od Rozbratu". Policja im nie przeszkadzała. Dzisiaj urzędnicy powiadomią ją o przestępstwie
ZOBACZ TAKŻE
- PRL-owskie murale znikają z ulic. Żal? (22-03-10, 19:05)
- Przełom w sprawie Rozbratu: miasto oferuje pomoc (07-04-10, 20:26)
- O Rozbracie w Gazeta Cafe. W środę w samo południe (06-04-10, 19:04)
- Jak można by rozwiązać konflikt w sprawie Rozbratu (24-03-10, 09:00)
- Publiczne rowery bardziej dostępne (22-03-10, 19:07)
- Były ksiądz spędzi w więzieniu trzy lata (30-06-11, 00:00)
- Anarchiści spalili kukłę Grobelnego na demonstracji Rozbratu (20-03-10, 21:55)
GALERIA ZDJĘĆ
- W obronie Rozbratu spalili kukłę Grobelnego. Zdjęcia (22-03-10, 11:19)
Anarchiści protestują przeciw likwidacji skłotu Rozbrat przy ul. Pułaskiego. Zajmują go od 16 lat. Ale właściciel chce zlicytować działkę.
W obronie skłotu demonstrowało w sobotę ok. tysiąca anarchistów z Polski, a nawet z Europy. Większość z zamaskowanymi twarzami, by policja nie mogła ich zidentyfikować.
Marsz zakończył się pod magistratem na pl. Kolegiackim. Gdy ktoś rzucił świecę dymną, do budynku podbiegło kilka osób. Pogryzmolili ścianę. - Na elewacji wylądowały też worki z trudno zmywalną farbą. Usunięcie plam nie będzie łatwe - mówił nam wczoraj Wojciech Czyżewski, dyrektor Pozserwisu, zarządzającego budynkiem Urzędu Miasta.
Policjanci - choć na ich oczach doszło do dewastacji - nie interweniowali. Czyżewski: - Widziałem kilka demonstracji w życiu, palono kukły, opony. Ale nie niszczono budynków. Nie wiem, czemu policja na to pozwoliła. Nie byłem świadkiem, nie oceniam. Ale pytania się rodzą.
Jeden z poznańskich policjantów, nieoficjalnie: - Nie interweniowaliśmy, bo nie skończyłoby się na jednej pomazanej ścianie, tylko na demolce połowy Starego Miasta.
A oficjalnie? Policja twierdzi, że reagowała. Zatrzymano 33-latka, na którego kurtce były ślady farby. Ale zwolniono go bez stawiania zarzutów.
Dzisiaj urząd ma złożyć w komisariacie na Starym Mieście zawiadomienie o zniszczeniu elewacji. Strat na razie nie oszacowano. Wczoraj po południu pracownicy specjalistycznych firm mieli ocenić, ile kosztować będzie usunięcie farby z elewacji. Zapłacić ma firma ubezpieczeniowa.
Marek Piekarski z Rozbratu: - Napis na fasadzie urzędu nie był planowany i powstał po rozwiązaniu demonstracji. Pojawił się, bo taka jest dynamika demonstracji, nad którą trudno zapanować. Nie możemy doprosić się debaty publicznej z władzami Poznania, jesteśmy przez nie ignorowani. Dziwię się, że debata skupia się na tym nieszczęsnym napisie, a nie problemie likwidacji Rozbratu - miejsca, które działa w tym mieście od 16 lat, jest domem dla ok. 20 osób i otwartym na każdego niezależnym centrum kultury. Napisami na murach, jako formą ekspresji poglądów i walki z systemem, posługiwała się cała opozycja demokratyczna w PRL. Dziś te napisy w wielu miastach są traktowane jako zabytek.
Wojciech Czyżewski: - Jeśli policja zidentyfikuje sprawców, to ubezpieczyciel może domagać się od nich pokrycia strat. Ale to nie nasza sprawa.
Nie wiadomo jednak, czy policja złapie sprawców. A jeśli nie złapie?
Adwokat Przemysław Maciak z kancelarii Sójka&Maciak tłumaczy, że pokrycia kosztów domagać się można przed sądem od organizatorów demonstracji, o ile nie reagowali na łamanie prawa. - Jeśli ktoś łamie przepisy, organizator może żądać, by opuścił zgromadzenie. Jeśli to nie skutkuje, powinien poprosić o pomoc policję. To organizator ponosi odpowiedzialność za to, by zgromadzenie przebiegło zgodnie z prawem - podkreśla.
Organizatorem sobotniej demonstracji był kolektyw Rozbrat, ale przemarsz - zgodnie z przepisami - zgłosiła jedna osoba.
Czy anarchiści zapłacą za straty?
Piekarski: - Nie potrafię powiedzieć, jak odpowiemy na ewentualne roszczenia finansowe.
W obronie skłotu demonstrowało w sobotę ok. tysiąca anarchistów z Polski, a nawet z Europy. Większość z zamaskowanymi twarzami, by policja nie mogła ich zidentyfikować.
Marsz zakończył się pod magistratem na pl. Kolegiackim. Gdy ktoś rzucił świecę dymną, do budynku podbiegło kilka osób. Pogryzmolili ścianę. - Na elewacji wylądowały też worki z trudno zmywalną farbą. Usunięcie plam nie będzie łatwe - mówił nam wczoraj Wojciech Czyżewski, dyrektor Pozserwisu, zarządzającego budynkiem Urzędu Miasta.
Policjanci - choć na ich oczach doszło do dewastacji - nie interweniowali. Czyżewski: - Widziałem kilka demonstracji w życiu, palono kukły, opony. Ale nie niszczono budynków. Nie wiem, czemu policja na to pozwoliła. Nie byłem świadkiem, nie oceniam. Ale pytania się rodzą.
Jeden z poznańskich policjantów, nieoficjalnie: - Nie interweniowaliśmy, bo nie skończyłoby się na jednej pomazanej ścianie, tylko na demolce połowy Starego Miasta.
A oficjalnie? Policja twierdzi, że reagowała. Zatrzymano 33-latka, na którego kurtce były ślady farby. Ale zwolniono go bez stawiania zarzutów.
Dzisiaj urząd ma złożyć w komisariacie na Starym Mieście zawiadomienie o zniszczeniu elewacji. Strat na razie nie oszacowano. Wczoraj po południu pracownicy specjalistycznych firm mieli ocenić, ile kosztować będzie usunięcie farby z elewacji. Zapłacić ma firma ubezpieczeniowa.
Marek Piekarski z Rozbratu: - Napis na fasadzie urzędu nie był planowany i powstał po rozwiązaniu demonstracji. Pojawił się, bo taka jest dynamika demonstracji, nad którą trudno zapanować. Nie możemy doprosić się debaty publicznej z władzami Poznania, jesteśmy przez nie ignorowani. Dziwię się, że debata skupia się na tym nieszczęsnym napisie, a nie problemie likwidacji Rozbratu - miejsca, które działa w tym mieście od 16 lat, jest domem dla ok. 20 osób i otwartym na każdego niezależnym centrum kultury. Napisami na murach, jako formą ekspresji poglądów i walki z systemem, posługiwała się cała opozycja demokratyczna w PRL. Dziś te napisy w wielu miastach są traktowane jako zabytek.
Wojciech Czyżewski: - Jeśli policja zidentyfikuje sprawców, to ubezpieczyciel może domagać się od nich pokrycia strat. Ale to nie nasza sprawa.
Nie wiadomo jednak, czy policja złapie sprawców. A jeśli nie złapie?
Adwokat Przemysław Maciak z kancelarii Sójka&Maciak tłumaczy, że pokrycia kosztów domagać się można przed sądem od organizatorów demonstracji, o ile nie reagowali na łamanie prawa. - Jeśli ktoś łamie przepisy, organizator może żądać, by opuścił zgromadzenie. Jeśli to nie skutkuje, powinien poprosić o pomoc policję. To organizator ponosi odpowiedzialność za to, by zgromadzenie przebiegło zgodnie z prawem - podkreśla.
Organizatorem sobotniej demonstracji był kolektyw Rozbrat, ale przemarsz - zgodnie z przepisami - zgłosiła jedna osoba.
Czy anarchiści zapłacą za straty?
Piekarski: - Nie potrafię powiedzieć, jak odpowiemy na ewentualne roszczenia finansowe.
- 105 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
12 głosów
-
Mieli bronić Rozbratu, a zdewastowali elewację
zawszeagnesja
23.03.10, 08:55
Wystarczyło popatrzeć na tych demonstujących ludzi, aby wiedzieć, że decyzja o zamknięciu Rozbratu jest słuszna. Dlaczego inni muszą pracować, a banda nierobów może zająć prywatną »
-
Mieli bronić Rozbratu, a zdewastowali elewację
jedrus.4
23.03.10, 11:09
Za co policja ma placone? Po co maja paly? Od parady?»
-
Mieli bronić Rozbratu, a zdewastowali elewację
onewayticket1
23.03.10, 11:35
Polecam mądry głos w obronie Rozbratu: zieloni2004.pl/art-3646.htm»
Najczęściej czytane24 htydzień




