Poznań jak brazylijskie Porto Allegre?

wyb
01.07.2011 , aktualizacja: 19.03.2010 20:41
A A A Drukuj
Ile władzy dla mieszkańców? Jak powinna wyglądać demokracja uczestnicząca w Poznaniu? Debata na ten temat odbyła się w czwartek na Zamku.
O kształt demokracji spierali się ze sobą członkini Zielonych 2004 Małgorzata Tkacz-Janik, przewodniczący rady miasta Grzegorz Ganowicz, lider Stowarzyszenia My-Poznaniacy Lech Mergler oraz związany z Federacją Anarchistyczną i Rozbratem Jarosław Urbański. Jak ich zdaniem powinniśmy być rządzeni? - Stawiam na demokrację przedstawicielską, w którą staramy się włączać obywateli - mówił Ganowicz. Dużo bardziej radykalny okazał się Urbański: - Demokracja uczestnicząca jest zaprzeczeniem przedstawicielskiej. Ludzie chcą wziąć władzę w swoje ręce, bo okazuje się, że przedstawiciele nie reprezentują ich interesów. A brak partycypacji kończy się takimi wydarzeniami jak rok 1980 w Polsce.

Na poważny problem wskazał Lech Mergler. W Polsce ok. 80 proc. obywateli chce być rządzona, a nie samemu rządzić. - Wpływa na to m.in. sposób prowadzenia konsultacji społecznych - zauważyła Tkacz-Janik. - Często są organizowane "pod inwestora", mieszkańcom nie przedstawia się różnych wariantów rozwiązania problemu, a na końcu ignoruje ich głosy.

Jako przykład prawdziwej partycypacji padło brazylijskie Porto Allegre, którego mieszkańcy biorą udział w ustalaniu budżetu miasta. - To rozwiązanie lokalne, które niekoniecznie da się przenieść na nasz grunt - mówił Urbański. - Zostało wprowadzone przez lewicową partię w momencie totalnego kryzysu finansowego. Wtedy nie było wiadomo, jak dzielić pieniądze. W ten sposób Partia Robotnicza chciała też rozbić koterie, które czerpały tam zyski z miejskiej kasy. A pomysł nie od razu spotkał się z entuzjazmem mieszkańców, trzeba było chodzić od domu do domu i zapraszać ich do udziału w układaniu budżetu.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy