Znów dziwna prywatyzacja: Merazet za pół ceny
17.03.2010
, aktualizacja: 16.03.2010 22:01
Znów dziwna prywatyzacja w Poznaniu. Rząd sprzedaje dobrze prosperującą spółkę Merazet za 11 mln zł, mimo że tylko jej nieruchomości warte są prawie dwa razy tyle
ZOBACZ TAKŻE
- Merazet ma przetrwać bez zwolnień (24-03-10, 17:47)
- Poznański Merazet będzie sprzedany za 15,5 mln zł? (23-03-10, 19:08)
- Jak zrobić interes w Brazylii albo w Indiach (22-03-10, 19:06)
- Pracownicy do ministra: chcemy kupić Merazet (18-03-10, 08:00)
- Przyjechał "Szał uniesień" Podkowińskiego (16-03-10, 21:59)
- Trawnik to najdroższy parking w mieście (16-03-10, 21:55)
- Będzie elektrownia atomowa w Klempiczu? (16-03-10, 21:52)
- Protezy już nie na sprzedaż. Bo cena za niska (25-11-09, 20:34)
- Za wart 10 mln majątek chcą 6,5 mln. Bo budżet pusty (27-10-09, 08:00)
Resort skarbu próbuje właśnie sprzedać istniejącą od 58 lat poznańską firmę Merazet, która zajmuje się hurtową sprzedażą i serwisowaniem aparatury laboratoryjnej, kontrolno-pomiarowej i elementów systemów automatyki. Zarabia także na wynajmie nieruchomości w Poznaniu i Tarnowie Podgórnym.
Ministerstwo wystawiło Merazet na sprzedaż przed miesiącem. Za 85-procentowy pakiet kontrolny chce nieco ponad 11 mln zł. Pozostałe 15 proc. mają pracownicy.
Tyle że same nieruchomości Merazetu warte są 20 mln zł. A cały majątek spółki to prawie 30 mln zł, czyli trzy razy więcej niż cena minimalna!
Jak to możliwe? Zaskoczony był nawet prezes Merazetu. - Zapytałem ministerstwo, czy aby nie doszło do pomyłki, bo razem z naszą spółką wyceniano znacznie mniejszy częstochowski Hutmar. Roczne przychody Hutmaru to 3 mln zł, a Merazetu - 33 mln zł. Mimo to ich akcje wyceniono na 37 zł, a nasze tylko na 15 zł - mówi prezes Mariusz Raczak.
Urzędnicy ministerstwa odpisali jednak, że żadnej pomyłki nie było. A wycena jest prawidłowa. Raczak nie chce tego komentować: - Proszę zrozumieć, to nasz właściciel i mój pracodawca.
"Gazeta" dotarła do dokumentów, które potwierdzają, że dzięki tak niskiej wycenie można nieźle zarobić. Biegły rzeczoznawca na zlecenie spółki trzy tygodnie temu wycenił jej pięć nieruchomości. I tak biurowiec firmy przy ul. Krauthoffera na poznańskim Górczynie można sprzedać za 6 mln zł, a hale magazynowe w Tarnowie Podgórnym - za 4 mln zł. Ale najcenniejszą nieruchomość Merazet ma w samym centrum Poznania - na narożniku ul. Gwarnej i Św. Marcina. To budynek, w którym mieści się restauracja Sphinx, market Biedronka i popularny lumpeks. Tylko na sprzedaży tych trzech lokali nowy właściciel Merazetu mógłby zarobić 9 mln 750 tys. zł. W sumie blisko 20 mln zł!
A to nie wszystko. Merazet nie jest zadłużony. Od połowy lat 90. nie korzysta z kredytów. W magazynach ma towar wart blisko 4 mln zł, na koncie ponad 2 mln zł i czeka na 3 mln zł należności od kontrahentów.
- A pan nie kupiłby takiej firmy za jedną trzecią wartości? - pyta Wojciech Baran, związkowiec i członek rady nadzorczej Merazetu z ramienia pracowników. I sam sobie odpowiada: - To przecież złoty interes. Kupić firmę, zwolnić 60 ludzi, a potem sprzedać majątek, nieruchomości. Miliony czystego zysku.
Taki scenariusz jest tym bardziej prawdopodobny, że wybierając tryb sprzedaży zamiast negocjacji, ministerstwo postawiło na przetarg publiczny. A to oznacza, że kupujący nie musi dawać gwarancji utrzymania działalności i zatrudnienia. Może natomiast zamknąć zakład, a majątek sprzedać i nieźle na tym zarobić. Taki tryb jest znacznie krótszy od negocjacji i prawdopodobnie o to chodzi ministerstwu. Dochody z prywatyzacji to podstawa rządowego planu stabilizacji finansów publicznych. W tym roku na prywatyzacji rząd chce zarobić 25 mld zł.
To nie pierwsza dziwna prywatyzacja w Poznaniu. Pół roku temu ujawniliśmy w "Gazecie" kulisy prywatyzacji Poznańskich Zakładów Sprzętu Ortopedycznego. Resort skarbu na dobrze prosperującą firmę wyznaczył cenę minimalną 6,5 mln zł, choć tylko sam jej budynek w centrum Poznania jest wart 10 mln zł. Chodziło o jak najszybsze ściągnięcie pieniędzy, by ratować budżet państwa.
Po publikacjach "Gazety" ministerstwo unieważniło kontrowersyjny przetarg i zleciło nową wycenę spółki. Wyliczenie już powstało, ale na razie jest objęte tajemnicą.
Obie poznańskie spółki - PZSO i Merazet - wyceniała ta sama wrocławska firma Accord Next. Gdy chcieliśmy poznać metody wyceny, zasłoniła się tajemnicą. Tak samo jak resort skarbu.
- Nie znajduję innych słów niż dzika prywatyzacja i patologia - mówi poznańska posłanka SLD Krystyna Łybacka, która interweniowała w sprawie PZSO. Teraz złożyła interpelację, w której prosi premiera Donalda Tuska o wyjaśnienia w sprawie Merazetu. - Dlaczego rząd sprzedaje dobrze prosperujące polskie firmy poniżej ich wartości? Zysk państwa będzie iluzoryczny, a koszty społeczne - ogromne. Z rynku zniknie ważna firma, ludzie zostaną bez pracy, trzeba będzie dać im zasiłki - mówi Łybacka.
Chętni na zakup Merazetu mogą składać swoje oferty do poniedziałku. "Gazeta" ustaliła, że zainteresowanie jest spore. Ośmiu inwestorów pobrało tzw. memorandum informacyjne.
Związkowcy z Merazetu chcą bronić swojej firmy. Już pół roku temu pisali do ministerstwa, że chcą założyć spółkę pracowniczą i wykupić udziały skarbu państwa. - Odpowiedzi nie dostaliśmy jednak do dzisiaj - mówi Wojciech Baran.
W biurze prasowym resortu skarbu usłyszeliśmy wczoraj, że odpowiedzialny za prywatyzację Merazetu urzędnik jest nieobecny i odpowiedzi na nasze pytania poznamy najwcześniej dzisiaj po południu.
Ministerstwo wystawiło Merazet na sprzedaż przed miesiącem. Za 85-procentowy pakiet kontrolny chce nieco ponad 11 mln zł. Pozostałe 15 proc. mają pracownicy.
Tyle że same nieruchomości Merazetu warte są 20 mln zł. A cały majątek spółki to prawie 30 mln zł, czyli trzy razy więcej niż cena minimalna!
Jak to możliwe? Zaskoczony był nawet prezes Merazetu. - Zapytałem ministerstwo, czy aby nie doszło do pomyłki, bo razem z naszą spółką wyceniano znacznie mniejszy częstochowski Hutmar. Roczne przychody Hutmaru to 3 mln zł, a Merazetu - 33 mln zł. Mimo to ich akcje wyceniono na 37 zł, a nasze tylko na 15 zł - mówi prezes Mariusz Raczak.
Urzędnicy ministerstwa odpisali jednak, że żadnej pomyłki nie było. A wycena jest prawidłowa. Raczak nie chce tego komentować: - Proszę zrozumieć, to nasz właściciel i mój pracodawca.
"Gazeta" dotarła do dokumentów, które potwierdzają, że dzięki tak niskiej wycenie można nieźle zarobić. Biegły rzeczoznawca na zlecenie spółki trzy tygodnie temu wycenił jej pięć nieruchomości. I tak biurowiec firmy przy ul. Krauthoffera na poznańskim Górczynie można sprzedać za 6 mln zł, a hale magazynowe w Tarnowie Podgórnym - za 4 mln zł. Ale najcenniejszą nieruchomość Merazet ma w samym centrum Poznania - na narożniku ul. Gwarnej i Św. Marcina. To budynek, w którym mieści się restauracja Sphinx, market Biedronka i popularny lumpeks. Tylko na sprzedaży tych trzech lokali nowy właściciel Merazetu mógłby zarobić 9 mln 750 tys. zł. W sumie blisko 20 mln zł!
A to nie wszystko. Merazet nie jest zadłużony. Od połowy lat 90. nie korzysta z kredytów. W magazynach ma towar wart blisko 4 mln zł, na koncie ponad 2 mln zł i czeka na 3 mln zł należności od kontrahentów.
- A pan nie kupiłby takiej firmy za jedną trzecią wartości? - pyta Wojciech Baran, związkowiec i członek rady nadzorczej Merazetu z ramienia pracowników. I sam sobie odpowiada: - To przecież złoty interes. Kupić firmę, zwolnić 60 ludzi, a potem sprzedać majątek, nieruchomości. Miliony czystego zysku.
Taki scenariusz jest tym bardziej prawdopodobny, że wybierając tryb sprzedaży zamiast negocjacji, ministerstwo postawiło na przetarg publiczny. A to oznacza, że kupujący nie musi dawać gwarancji utrzymania działalności i zatrudnienia. Może natomiast zamknąć zakład, a majątek sprzedać i nieźle na tym zarobić. Taki tryb jest znacznie krótszy od negocjacji i prawdopodobnie o to chodzi ministerstwu. Dochody z prywatyzacji to podstawa rządowego planu stabilizacji finansów publicznych. W tym roku na prywatyzacji rząd chce zarobić 25 mld zł.
To nie pierwsza dziwna prywatyzacja w Poznaniu. Pół roku temu ujawniliśmy w "Gazecie" kulisy prywatyzacji Poznańskich Zakładów Sprzętu Ortopedycznego. Resort skarbu na dobrze prosperującą firmę wyznaczył cenę minimalną 6,5 mln zł, choć tylko sam jej budynek w centrum Poznania jest wart 10 mln zł. Chodziło o jak najszybsze ściągnięcie pieniędzy, by ratować budżet państwa.
Po publikacjach "Gazety" ministerstwo unieważniło kontrowersyjny przetarg i zleciło nową wycenę spółki. Wyliczenie już powstało, ale na razie jest objęte tajemnicą.
Obie poznańskie spółki - PZSO i Merazet - wyceniała ta sama wrocławska firma Accord Next. Gdy chcieliśmy poznać metody wyceny, zasłoniła się tajemnicą. Tak samo jak resort skarbu.
- Nie znajduję innych słów niż dzika prywatyzacja i patologia - mówi poznańska posłanka SLD Krystyna Łybacka, która interweniowała w sprawie PZSO. Teraz złożyła interpelację, w której prosi premiera Donalda Tuska o wyjaśnienia w sprawie Merazetu. - Dlaczego rząd sprzedaje dobrze prosperujące polskie firmy poniżej ich wartości? Zysk państwa będzie iluzoryczny, a koszty społeczne - ogromne. Z rynku zniknie ważna firma, ludzie zostaną bez pracy, trzeba będzie dać im zasiłki - mówi Łybacka.
Chętni na zakup Merazetu mogą składać swoje oferty do poniedziałku. "Gazeta" ustaliła, że zainteresowanie jest spore. Ośmiu inwestorów pobrało tzw. memorandum informacyjne.
Związkowcy z Merazetu chcą bronić swojej firmy. Już pół roku temu pisali do ministerstwa, że chcą założyć spółkę pracowniczą i wykupić udziały skarbu państwa. - Odpowiedzi nie dostaliśmy jednak do dzisiaj - mówi Wojciech Baran.
W biurze prasowym resortu skarbu usłyszeliśmy wczoraj, że odpowiedzialny za prywatyzację Merazetu urzędnik jest nieobecny i odpowiedzi na nasze pytania poznamy najwcześniej dzisiaj po południu.
- 25 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
19 głosów
-
Tak się w Polsce prywatyzuje!
miroo
17.03.10, 08:59
Rozumiem, że w wielu przypadkach to konieczne - ale nie we wszystkich... ponadto gdy to robią to z naruszeniem prawa i zdrowego rozsądku w oparach nepotyzmu, kumoterstwa i głupoty...Tutaj »
-
Znów dziwna prywatyzacja: Merazet za pół ceny
mich160
17.03.10, 09:39
Proponuję nie popadać w skrajności. Niska wycena przyciąga więcej potencjalnych inwestorów, którzy będą podbijać cenę- tak to działa. Gdyby od razu zaśpiewali 40 milionów do przetargu »
-
w ten sposób dają zarobić swoim kolesią, normalne
wisnia
17.03.10, 10:46
nie wiem skąd ten lament, przecież na tych patałachów sami głosowaliście»
Najczęściej czytane24 htydzień




