Przyjechał "Szał uniesień" Podkowińskiego
16.03.2010
, aktualizacja: 16.03.2010 21:59
Najsłynniejszy polski obraz drugiej połowy XIX wieku - "Szał uniesień" Władysława Podkowińskiego - wczoraj wieczorem przyjechał do Muzeum Narodowego. Namalowane w 1894 roku płótno dotąd nie było pokazywane w Poznaniu.
Było już po godz. 21, gdy przed stary gmach Muzeum Narodowego zajechał ciężarowy mercedes atego na krakowskich numerach. Towarzyszyła mu osobowa toyota avensis, z poznańską rejestracją. Mercedesem podróżował - w towarzystwie dwóch strażników i dodatkowego kierowcy - najbardziej znany obraz Władysława Podkowińskiego "Szał uniesień". Należącą do Muzeum Narodowego toyotą jechał konwój - dowódca i dwóch ludzi. Powstałe pod koniec XIX wieku dzieło, przedstawiające nagą, rudą kobietę przytuloną do czarnego, spiętego konia, bulwersowało kiedyś warszawskie salony. Dla ówczesnych młodych artystów było sygnałem, że w malarstwie zaczyna się nowa epoka.
Ogromnych rozmiarów płótno (310x275 cm) jechało z muzeum na Zamku Królewskim w Niepołomicach. Ze względu na nie najlepszy stan nie mogło być zdjęte z ram i zrolowane - żeby je przenieść do samochodu, trzeba było zburzyć zewnętrzną ścianę na pierwszym piętrze niepołomickiej galerii. W operacji wzięła udział ekipa Gospodarstwa Pomocniczego Urzędu Miasta i Gminy w Niepołomicach, składająca się w większości z... silnych kobiet. Z wysokości 15 metrów obraz przeniesiono wysięgnikiem do czekającego samochodu. Na oczach gapiów ścianę natychmiast odbudowano, a opakowane w folię i tektury dzieło, ustawiono pod kątem 45 stopni na specjalnej konstrukcji w ciężarowym mercedesie.
Ubezpieczony na trzy i pół miliona złotych obraz Podkowińskiego pokazany zostanie na wystawie, otwartej w niedzielę w Muzeum Narodowym. Po 116 latach od powstania "Szał uniesień" nie będzie zapewne wywoływał takich emocji, jak wtedy, gdy pokazano go po raz pierwszy w warszawskiej Zachęcie. Publiczność była zachwycona, z wyjątkiem rodziny pięknej, rudej modelki, będącej żoną Miłosza Kotarbińskiego, w której Podkowiński był szaleńczo zakochany. Krytycy natomiast nie szczędzili artyście złośliwości, widząc w obrazie "przejmujące obrzydzeniem i zgrozą, wcielenie zmysłowego związku zwierzęcia z człowiekiem, w imię tylko jedności żądz i pokrewieństwa szału". Zdesperowany malarz pociął obraz nożem. Mimo późniejszej konserwacji ślady cięć do dziś widoczne są na płótnie.
"Szał..." od momentu powstania inspirował ludzi pióra. Emila Zegadłowicza, pisarza przełomu XIX i XX natchnął do napisania erotyku, sto lat później poeta Jacek Kaczmarski uczynił go bohaterem "Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego".
Ogromnych rozmiarów płótno (310x275 cm) jechało z muzeum na Zamku Królewskim w Niepołomicach. Ze względu na nie najlepszy stan nie mogło być zdjęte z ram i zrolowane - żeby je przenieść do samochodu, trzeba było zburzyć zewnętrzną ścianę na pierwszym piętrze niepołomickiej galerii. W operacji wzięła udział ekipa Gospodarstwa Pomocniczego Urzędu Miasta i Gminy w Niepołomicach, składająca się w większości z... silnych kobiet. Z wysokości 15 metrów obraz przeniesiono wysięgnikiem do czekającego samochodu. Na oczach gapiów ścianę natychmiast odbudowano, a opakowane w folię i tektury dzieło, ustawiono pod kątem 45 stopni na specjalnej konstrukcji w ciężarowym mercedesie.
Ubezpieczony na trzy i pół miliona złotych obraz Podkowińskiego pokazany zostanie na wystawie, otwartej w niedzielę w Muzeum Narodowym. Po 116 latach od powstania "Szał uniesień" nie będzie zapewne wywoływał takich emocji, jak wtedy, gdy pokazano go po raz pierwszy w warszawskiej Zachęcie. Publiczność była zachwycona, z wyjątkiem rodziny pięknej, rudej modelki, będącej żoną Miłosza Kotarbińskiego, w której Podkowiński był szaleńczo zakochany. Krytycy natomiast nie szczędzili artyście złośliwości, widząc w obrazie "przejmujące obrzydzeniem i zgrozą, wcielenie zmysłowego związku zwierzęcia z człowiekiem, w imię tylko jedności żądz i pokrewieństwa szału". Zdesperowany malarz pociął obraz nożem. Mimo późniejszej konserwacji ślady cięć do dziś widoczne są na płótnie.
"Szał..." od momentu powstania inspirował ludzi pióra. Emila Zegadłowicza, pisarza przełomu XIX i XX natchnął do napisania erotyku, sto lat później poeta Jacek Kaczmarski uczynił go bohaterem "Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego".
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




