Delphine85 się myli: UPA nie przybiła dzieci do drzewa
01.07.2011
, aktualizacja: 10.03.2010 21:07
O rzezi na Wołyniu trzeba rozmawiać z Ukraińcami. Żeby zrozumieć. I żeby fotografii z lat 20. nie traktować jako dowodu ukraińskiego bestialstwa podczas II wojny światowej
ZOBACZ TAKŻE
- Ukraina-Polska: Zapomnij o pojednaniu (13-03-10, 23:00)
- Wystawa dyskredytująca Okrągły Stół krąży po liceach (01-07-11, 00:00)
- Poznań: w maju pomnik adwokatów Czerwca'56 (11-03-10, 19:31)
- Tak się bawi, tak się bawi, młody PiS! (01-07-11, 00:00)
- Słowiański Mit otworzył podwoje (10-03-10, 20:39)
- Pojednanie z Ukraińcami? To nie nasza sprawa (01-07-11, 00:00)
- Marszałek Wojtasiak wygrał z "Głosem Wielkopolskim" (01-07-11, 00:00)
- Szmajdziński w Poznaniu nie zapełnił sali (01-07-11, 00:00)
- Prezes PiS znów został prezesem (01-07-11, 00:00)
Od wtorku piszemy o organizowanej przez poznańskie Stowarzyszenie Warsztaty Idei Obywateli Rzeczypospolitej konferencji "Polska-Ukraina", poświęconej dramatycznym zdarzeniom z lat 40. na Wołyniu. W komentarzu zaapelowałem, by do grona dyskutantów dołączyć osoby bliskie ukraińskiemu spojrzeniu na wołyńską tragedię, tak, by rozmowa służyła polsko-ukraińskiemu pojednaniu. Temat jest gorąco komentowany na naszym internetowym forum. Opinie są podzielone, część komentatorów chwali "Gazetę", wielu jednak pisze, że o Wołyniu z Ukraińcami nie ma sensu dyskutować, bo przecież wszystko jest jasne. Charakterystyczny dla drugiej strony sporu jest głos internauty delphine85: - Czy z polskiej strony "pojednanie" zawsze musi oznaczać "zapomnijmy o tym, że ktoś nam zrobił wielką krzywdę"? Mamy być grzeczni, ułożeni i przepraszać za to, że żyjemy. Ukraina może uznawać morderców i sadystów za bohaterów wojennych, a my mamy klaskać z aprobatą w imię dialogu. Już pędzę.
Delphine85 pisze, że nie rozumie "jak można tłumaczyć ludzi, którzy znajdowali sadystyczną przyjemność w torturach" i odsyła na strony, gdzie znaleźć można drastyczne zdjęcie dzieci przybitych do drzewa przez Ukraińców.
Internauta myli się - sprawę dzieci już dawno wyjaśnił prof. Dariusz Stola z PAN. Jak było naprawdę? Fotografia nie ma nic wspólnego z konfliktem polsko-ukraińskim ani nawet z II wojną światową. Po raz pierwszy opublikowano ją w 1928 roku jako ilustrację do artykułu "Psychoza szałowo-posępnicza w kazuistyce sądowo-psychiatrycznej" w "Roczniku Psychiatrycznym". Tekst napisał dyrektor zakładu w Tworkach Witold Łuniewski. 32-letnia Cyganka po aresztowaniu męża zabiła czwórkę swych dzieci i sama chciała popełnić samobójstwo. Bała się śmierci głodowej. Dyrektor Łuniewski nazwał jej czyn "psychopatologiczną próbą dokonania rozszerzonego samobójstwa, którego chora nie doprowadziła do końca".
Prof. Stola pisał, że "nie wiadomo, kto i kiedy zaczął przedstawiać fałszywie opisane zdjęcie jako dowód zbrodni na Polakach z 1943 r. Następne osoby w łańcuchu, które je upowszechniały, działały nieświadome tego, w dobrej wierze". I choć sprawę wyjaśniono, zdjęcie cygańskich dzieci ciągle straszy na okładkach książek o wołyńskiej tragedii. Zagięcia pierwotnej fotografii stały się w powszechnej świadomości drutem kolczastym. Na jej podstawie Marian Konieczny zaprojektował pomnik Ofiar Ludobójstwa Dokonanego przez OUN - UPA na Ludności Polskiej Kresów Wschodnich, który miał stanąć w centrum Warszawy. Podobny pomnik przez 6 lat stał w Przemyślu.
Nie piszę tego, by stawiać delphine 85 zarzut. Tak jak on tragiczne wydarzenia sprzed lat widzi w Polsce wiele osób. Ja sam podobnie o nich myślałem, dopóki nie zacząłem rozmawiać z Ukraińcami i czytać książek pokazujących ich punkt widzenia. Ja także - przyznaję to dziś ze wstydem - w zdjęciu z lat dwudziestych widziałem dowód ukraińskiego bestialstwa.
I właśnie dlatego w sprawie sobotniej konferencji fundamentalnie nie zgadzam się z szanowanym przeze mnie dr. Henrykiem Krzyżanowskim, którego list poniżej.
Panie doktorze! Nikt rozsądny, ani po polskiej, ani po ukraińskiej stronie nie neguje, że oddziały UPA mordowały na Wołyniu bezbronne kobiety i dzieci. Że dochodziło tam do tortur. Dla tych zbrodni nie ma usprawiedliwienia. Ale czy one mogą być z kolei usprawiedliwieniem dla późniejszego zabijania ukraińskich cywilów? Zaproszona na konferencję - bo jednak zaproszenia były - dr Lucyna Kulińska w jednym ze swoich tekstów nazywa to "bolesnym odwetem". Proszę wybaczyć, ale ukraińskie ofiary ten eufemizm obraża.
Pisze pan, że mówienie prawdy nie zakłóci pojednania. Mówienie całej prawdy na pewno nie. Mówienie części - wprost przeciwnie.
List dr. Henryka Krzyżanowskiego
Wobec krytyki, z jaką spotyka się w GW organizowana przez nasze Stowarzyszenie konferencja, pragnę wyjaśnić:
1/ Celem spotkania jest przypomnienie tragedii Polaków na Wołyniu. Niestety, tamto ludobójstwo zostało w znacznej mierze przemilczane przez elity polityczne III RP, wiedza więc o nim w społeczeństwie jest znikoma.
2/ Temu celowi służy film, którego premiera będzie głównym wydarzeniem konferencji. Film, jak zresztą wiele publikacji na ten temat, wśród nich książki p.Ewy Siemaszko, nie jest skierowany przeciw obecnie żyjącym Ukraińcom. Jest pochyleniem się nad okrutnym losem, który dotknął naszych rodaków. W kategoriach wartości chrześcijańskich jest to forma "świętych obcowania" - czyli podtrzymywania pamięci o przeszłych pokoleniach.
3/ Zarzucanie nam braku obiektywizmu jest zarzutem chybionym - nie jesteśmy stowarzyszeniem historyków i nie zamierzamy pisać dziejów obu narodów. Nie wysyłamy do nikogo zaproszeń, traktując konferencję raczej jako spotkanie bliskich sobie osób - może przyjść każdy, kogo tematyka ta interesuje.
4/ Pojednanie Polaków i Ukraińców odbywa się właśnie na naszych oczach. Sprzyjają mu kontakty gospodarcze, turystyczne, a w coraz większej mierze, także rodzinne. Obawa, że mówienie prawdy na temat bolesnych wydarzeń z przeszłości mogłoby proces ten zakłócić jest nieporozumieniem. Wzajemne zaufanie i przyjaźń są możliwe tylko wtedy, gdy wszyscy będziemy mówić prawdę.
Z wyrazami szacunku
dr Henryk Krzyżanowski
Wiceprezes Stowarzyszenia
Warsztaty Idei Obywateli Rzeczypospolitej
Delphine85 pisze, że nie rozumie "jak można tłumaczyć ludzi, którzy znajdowali sadystyczną przyjemność w torturach" i odsyła na strony, gdzie znaleźć można drastyczne zdjęcie dzieci przybitych do drzewa przez Ukraińców.
Internauta myli się - sprawę dzieci już dawno wyjaśnił prof. Dariusz Stola z PAN. Jak było naprawdę? Fotografia nie ma nic wspólnego z konfliktem polsko-ukraińskim ani nawet z II wojną światową. Po raz pierwszy opublikowano ją w 1928 roku jako ilustrację do artykułu "Psychoza szałowo-posępnicza w kazuistyce sądowo-psychiatrycznej" w "Roczniku Psychiatrycznym". Tekst napisał dyrektor zakładu w Tworkach Witold Łuniewski. 32-letnia Cyganka po aresztowaniu męża zabiła czwórkę swych dzieci i sama chciała popełnić samobójstwo. Bała się śmierci głodowej. Dyrektor Łuniewski nazwał jej czyn "psychopatologiczną próbą dokonania rozszerzonego samobójstwa, którego chora nie doprowadziła do końca".
Prof. Stola pisał, że "nie wiadomo, kto i kiedy zaczął przedstawiać fałszywie opisane zdjęcie jako dowód zbrodni na Polakach z 1943 r. Następne osoby w łańcuchu, które je upowszechniały, działały nieświadome tego, w dobrej wierze". I choć sprawę wyjaśniono, zdjęcie cygańskich dzieci ciągle straszy na okładkach książek o wołyńskiej tragedii. Zagięcia pierwotnej fotografii stały się w powszechnej świadomości drutem kolczastym. Na jej podstawie Marian Konieczny zaprojektował pomnik Ofiar Ludobójstwa Dokonanego przez OUN - UPA na Ludności Polskiej Kresów Wschodnich, który miał stanąć w centrum Warszawy. Podobny pomnik przez 6 lat stał w Przemyślu.
Nie piszę tego, by stawiać delphine 85 zarzut. Tak jak on tragiczne wydarzenia sprzed lat widzi w Polsce wiele osób. Ja sam podobnie o nich myślałem, dopóki nie zacząłem rozmawiać z Ukraińcami i czytać książek pokazujących ich punkt widzenia. Ja także - przyznaję to dziś ze wstydem - w zdjęciu z lat dwudziestych widziałem dowód ukraińskiego bestialstwa.
I właśnie dlatego w sprawie sobotniej konferencji fundamentalnie nie zgadzam się z szanowanym przeze mnie dr. Henrykiem Krzyżanowskim, którego list poniżej.
Panie doktorze! Nikt rozsądny, ani po polskiej, ani po ukraińskiej stronie nie neguje, że oddziały UPA mordowały na Wołyniu bezbronne kobiety i dzieci. Że dochodziło tam do tortur. Dla tych zbrodni nie ma usprawiedliwienia. Ale czy one mogą być z kolei usprawiedliwieniem dla późniejszego zabijania ukraińskich cywilów? Zaproszona na konferencję - bo jednak zaproszenia były - dr Lucyna Kulińska w jednym ze swoich tekstów nazywa to "bolesnym odwetem". Proszę wybaczyć, ale ukraińskie ofiary ten eufemizm obraża.
Pisze pan, że mówienie prawdy nie zakłóci pojednania. Mówienie całej prawdy na pewno nie. Mówienie części - wprost przeciwnie.
List dr. Henryka Krzyżanowskiego
Wobec krytyki, z jaką spotyka się w GW organizowana przez nasze Stowarzyszenie konferencja, pragnę wyjaśnić:
1/ Celem spotkania jest przypomnienie tragedii Polaków na Wołyniu. Niestety, tamto ludobójstwo zostało w znacznej mierze przemilczane przez elity polityczne III RP, wiedza więc o nim w społeczeństwie jest znikoma.
2/ Temu celowi służy film, którego premiera będzie głównym wydarzeniem konferencji. Film, jak zresztą wiele publikacji na ten temat, wśród nich książki p.Ewy Siemaszko, nie jest skierowany przeciw obecnie żyjącym Ukraińcom. Jest pochyleniem się nad okrutnym losem, który dotknął naszych rodaków. W kategoriach wartości chrześcijańskich jest to forma "świętych obcowania" - czyli podtrzymywania pamięci o przeszłych pokoleniach.
3/ Zarzucanie nam braku obiektywizmu jest zarzutem chybionym - nie jesteśmy stowarzyszeniem historyków i nie zamierzamy pisać dziejów obu narodów. Nie wysyłamy do nikogo zaproszeń, traktując konferencję raczej jako spotkanie bliskich sobie osób - może przyjść każdy, kogo tematyka ta interesuje.
4/ Pojednanie Polaków i Ukraińców odbywa się właśnie na naszych oczach. Sprzyjają mu kontakty gospodarcze, turystyczne, a w coraz większej mierze, także rodzinne. Obawa, że mówienie prawdy na temat bolesnych wydarzeń z przeszłości mogłoby proces ten zakłócić jest nieporozumieniem. Wzajemne zaufanie i przyjaźń są możliwe tylko wtedy, gdy wszyscy będziemy mówić prawdę.
Z wyrazami szacunku
dr Henryk Krzyżanowski
Wiceprezes Stowarzyszenia
Warsztaty Idei Obywateli Rzeczypospolitej
- 25 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Delphine85 się myli: UPA nie przybiła dzieci do...
ghostbuster1
11.03.10, 09:50
Tak, Delphine85 się myli, bo jedno ze zdjęć okazało się nieprawdziwe. I autormusi się przez pół artykułu o tym rozwodzić, jakby cokolwiek z tego wynikało inie było tysięcy (tak, tysięcy!) »
-
Re: Delphine85 się myli: UPA nie przybiła dzieci
wlodzimierz_nowak
11.03.10, 10:04
Przeczytaj komentarz naczelnego do końca, a nie tylko to co chcesz. I nie jątrz.Rany są po to by się zabliźniały nasze organizmy mają taką wspaniałą właściwość.Nie wsadzaj więc we wciąż »
-
Tak, myli się w tym jednym przypadku
zero85
11.03.10, 11:35
Ale co z tego, że to zdjęcie jest wcześniejsze ? OUN-UPA było/jest organizacjąfaszystowską, kolaborującą z Niemcami hitlerowskimi, świadczącą już przedwojną usługi Abwehrze, a w wojnę »
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć