Przywracali wzrok na Saharze. Kto? Poznańscy lekarze
01.07.2011
, aktualizacja: 10.03.2010 20:53
Poznańscy lekarze, podróżnicy z zamiłowania. Postanowili być jak Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, tyle że na afrykańskiej pustyni. To tam rozdawali leki, przeprowadzali badania i ratowali ludziom wzrok
ZOBACZ TAKŻE
- Sanatorium tylko dla pacjentów zdrowych psychicznie (01-07-11, 00:00)
- Słowiański Mit otworzył podwoje (10-03-10, 20:39)
- Nie ma pieniędzy na ratunek dla zawałowców (01-07-11, 00:00)
- Młodzi lekarze uciekają. Jak ich zatrzymać? (01-07-11, 00:00)
- Oddział zakaźny otwarty, ale wciąż bez specjalistów (01-07-11, 00:00)
- Szpital wojskowy dla Uniwersytetu Medycznego (01-07-11, 00:00)
- Zawałowcy z Poznania szybko trafiają na oddział (01-07-11, 00:00)
Algieria przy granicy z Saharą Zachodnią. Bieda, bezrobocie, reglamentowana żywność i woda, piasek, gorące powietrze. Wiele poważnych chorób to skutek niekorzystnego klimatu, wiele dotyczy oczu - zaćma i zmętnienie spojówki są na porządku dziennym. Ludziom zamieszkującym pustynne tereny z pomocą postanowili przyjść poznańscy lekarze: Rafał Nowak, Maciej Matuszyński oraz, z pochodzenia Algierczyk, Settaf Scherif. W ramach Eye Camp Sahara 2010 - Projekt Trzecie Oko - udali się do Algierii i Sahary Zachodniej, by tam stworzyć mobilną klinikę okulistyczną.
- Wcześniej przebywałem w Nepalu, gdzie pracowałem jako wolontariusz - mówi Nowak. - Zdobywałem bezcenne doświadczenie, a wolontariat stał się moją pasją - dodaje. Kiedy z inicjatywą zorganizowania podobnej wyprawy, ale do Afryki, wyszedł Scherif, zgodził się bez wahania.
Lekarze na pustyni przebywali w drugiej połowie lutego. Pobyt był poprzedzony kilkumiesięcznymi przygotowaniami. Wyjazd nie byłby możliwy bez pozyskania sponsorów. Z pomocą okulistom przyszły firmy z całego świata, m.in. brytyjskie i amerykańskie. Nowak: - Udało się. Dostaliśmy sprzęt o wartości ponad 80 tys. zł, a pozostałą aparaturę za ok. 20 tys. zł wypożyczyliśmy.
Po co jechać na drugi koniec świata, by pomagać obcym ludziom? - Kilkadziesiąt lat temu bezinteresownie pomagała nam cała Europa, teraz nasza kolej - mówi Daniel Wcisło z Lions Club, który pomógł zorganizować wyprawę.
Składana sala operacyjna i dwie skrzynie pancerne, w których przed piaskiem chroniono sprzęt medyczny, pozwoliły na przebadanie kilkuset osób. Lekarze nieśli pomoc w zrujnowanych wojną szpitalach i domostwach. - Ludzie dziękowali nam, nierzadko ze łzami w oczach - wspomina Matuszyński. Nowak: - Tam często uważa się, że jeśli już się nie widzi, to nie ma żadnego ratunku, a to nieprawda.
Radość z niesionej pomocy była tak duża, że do kolejnych wypraw lekarzy nie jest w stanie zniechęcić nawet widok ogrodów, w których zamiast kwiatów leżą rozbrojone bomby. - W grudniu jedziemy do Nepalu - zapowiada Nowak. Wtóruje mu Matuszyński: - Chcemy być jak Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy i działać tak długo, jak będzie to potrzebne.
- Wcześniej przebywałem w Nepalu, gdzie pracowałem jako wolontariusz - mówi Nowak. - Zdobywałem bezcenne doświadczenie, a wolontariat stał się moją pasją - dodaje. Kiedy z inicjatywą zorganizowania podobnej wyprawy, ale do Afryki, wyszedł Scherif, zgodził się bez wahania.
Lekarze na pustyni przebywali w drugiej połowie lutego. Pobyt był poprzedzony kilkumiesięcznymi przygotowaniami. Wyjazd nie byłby możliwy bez pozyskania sponsorów. Z pomocą okulistom przyszły firmy z całego świata, m.in. brytyjskie i amerykańskie. Nowak: - Udało się. Dostaliśmy sprzęt o wartości ponad 80 tys. zł, a pozostałą aparaturę za ok. 20 tys. zł wypożyczyliśmy.
Po co jechać na drugi koniec świata, by pomagać obcym ludziom? - Kilkadziesiąt lat temu bezinteresownie pomagała nam cała Europa, teraz nasza kolej - mówi Daniel Wcisło z Lions Club, który pomógł zorganizować wyprawę.
Składana sala operacyjna i dwie skrzynie pancerne, w których przed piaskiem chroniono sprzęt medyczny, pozwoliły na przebadanie kilkuset osób. Lekarze nieśli pomoc w zrujnowanych wojną szpitalach i domostwach. - Ludzie dziękowali nam, nierzadko ze łzami w oczach - wspomina Matuszyński. Nowak: - Tam często uważa się, że jeśli już się nie widzi, to nie ma żadnego ratunku, a to nieprawda.
Radość z niesionej pomocy była tak duża, że do kolejnych wypraw lekarzy nie jest w stanie zniechęcić nawet widok ogrodów, w których zamiast kwiatów leżą rozbrojone bomby. - W grudniu jedziemy do Nepalu - zapowiada Nowak. Wtóruje mu Matuszyński: - Chcemy być jak Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy i działać tak długo, jak będzie to potrzebne.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Poznań na zdjęciach dawniej i dziś. Lata ...
- Szach Iranu na Ratajach. Co tam robił w ...
- Poznań na zdjęciach dawniej i dziś. Lata ...
- Jak Maria Strzałko Poznań konserwowała ...
- Poznań na zdjęciach dawniej i dziś. Lata 70-te
- Napad w centrum: Biznesmen stracił 700 tys. zł
- Minęło 100 dni Term Maltańskich: ...





