Przywracali wzrok na Saharze. Kto? Poznańscy lekarze

Małgorzata Pacholczyk, Justyna Suchecka
01.07.2011 , aktualizacja: 10.03.2010 20:53
A A A Drukuj
Poznańscy lekarze, podróżnicy z zamiłowania. Postanowili być jak Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, tyle że na afrykańskiej pustyni. To tam rozdawali leki, przeprowadzali badania i ratowali ludziom wzrok
Lekarze ze szpitala przy ul. Szwajcarskiej opowiadają o swojej misji w Algierii
Fot. Piotr Skórnicki / Agencja G
Lekarze ze szpitala przy ul. Szwajcarskiej opowiadają o swojej misji w Algierii
Algieria przy granicy z Saharą Zachodnią. Bieda, bezrobocie, reglamentowana żywność i woda, piasek, gorące powietrze. Wiele poważnych chorób to skutek niekorzystnego klimatu, wiele dotyczy oczu - zaćma i zmętnienie spojówki są na porządku dziennym. Ludziom zamieszkującym pustynne tereny z pomocą postanowili przyjść poznańscy lekarze: Rafał Nowak, Maciej Matuszyński oraz, z pochodzenia Algierczyk, Settaf Scherif. W ramach Eye Camp Sahara 2010 - Projekt Trzecie Oko - udali się do Algierii i Sahary Zachodniej, by tam stworzyć mobilną klinikę okulistyczną.

- Wcześniej przebywałem w Nepalu, gdzie pracowałem jako wolontariusz - mówi Nowak. - Zdobywałem bezcenne doświadczenie, a wolontariat stał się moją pasją - dodaje. Kiedy z inicjatywą zorganizowania podobnej wyprawy, ale do Afryki, wyszedł Scherif, zgodził się bez wahania.

Lekarze na pustyni przebywali w drugiej połowie lutego. Pobyt był poprzedzony kilkumiesięcznymi przygotowaniami. Wyjazd nie byłby możliwy bez pozyskania sponsorów. Z pomocą okulistom przyszły firmy z całego świata, m.in. brytyjskie i amerykańskie. Nowak: - Udało się. Dostaliśmy sprzęt o wartości ponad 80 tys. zł, a pozostałą aparaturę za ok. 20 tys. zł wypożyczyliśmy.

Po co jechać na drugi koniec świata, by pomagać obcym ludziom? - Kilkadziesiąt lat temu bezinteresownie pomagała nam cała Europa, teraz nasza kolej - mówi Daniel Wcisło z Lions Club, który pomógł zorganizować wyprawę.

Składana sala operacyjna i dwie skrzynie pancerne, w których przed piaskiem chroniono sprzęt medyczny, pozwoliły na przebadanie kilkuset osób. Lekarze nieśli pomoc w zrujnowanych wojną szpitalach i domostwach. - Ludzie dziękowali nam, nierzadko ze łzami w oczach - wspomina Matuszyński. Nowak: - Tam często uważa się, że jeśli już się nie widzi, to nie ma żadnego ratunku, a to nieprawda.

Radość z niesionej pomocy była tak duża, że do kolejnych wypraw lekarzy nie jest w stanie zniechęcić nawet widok ogrodów, w których zamiast kwiatów leżą rozbrojone bomby. - W grudniu jedziemy do Nepalu - zapowiada Nowak. Wtóruje mu Matuszyński: - Chcemy być jak Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy i działać tak długo, jak będzie to potrzebne.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy