Marszałek Wojtasiak wygrał z "Głosem Wielkopolskim"
01.07.2011
, aktualizacja: 09.03.2010 20:14
"Głos Wielkopolski" musi przeprosić wicemarszałka Leszka Wojtasiaka z PO za nazwanie go "agentem SB" - uznał wczoraj poznański sąd.
Redakcja musi zamieścić przeprosiny - wraz ze zdjęciem marszałka - na pierwszej stronie "Głosu" oraz na antenie Radia Merkury, telewizji WTK i TVP. Ma też wpłacić 20 tys. zł na poznański dom dziecka.
Sprawa zaczęła się przed rokiem. IPN opublikował wtedy materiały byłych Wojskowych Służb Wewnętrznych, według których Leszek Wojtasiak w latach 80. został zarejestrowany jako tajny współpracownik o pseudonimie "Rubin". Marszałek zaprzeczył tym doniesieniom, jego proces lustracyjny trwa.
Mimo to na pierwszej stronie "Głosu Wielkopolskiego" znalazł się tytuł: "IPN odkrył agentów SB i funkcjonariuszy bezpieki w samorządach regionu." A obok umieszczono zdjęcie Wojtasiaka. "Agentem SB" gazeta nazwała go także w środku numeru.
Marszałek w cywilnym procesie pozwał redakcję. Twierdził, że publikacja naruszyła jego cześć i dobra osobiste.
Poznański sąd wczoraj przyznał mu rację. Sędzia Zofia Lehmann tłumaczyła, że z informacji opublikowanej przez IPN nie można jeszcze wyciągać wniosku, że Wojtasiak był agentem. - Po 1989 r. poznaliśmy kulisy i okoliczności rejestrowania tajnych współpracowników. Były różne. Dziennikarze powinni podchodzić do takich informacji ze szczególną ostrożnością, rzetelnie zbadać sprawę. Tak się nie stało - mówiła w uzasadnieniu wyroku sędzia Lehmann. I jako przykład rzetelnej publikacji wskazała artykuły "Gazety" na ten sam temat.
Sędzia zauważyła, że nazwanie Wojtasiaka agentem odbiło się także na jego rodzinie. Jego dzieci w szkole słyszały, że mają ojca agenta.
Wojtasiaka nie musi przepraszać natomiast polityk PiS Zbigniew Czerwiński. "Głos" jeden z artykułów o Wojtasiaku zatytułował: "Czerwiński: Agentami SB powinien zająć się marszałek". Niedawno sąd uznał jednak, że to zdanie nie podchodzi od Czerwińskiego, tylko od redakcji "Głosu".
Sprawa zaczęła się przed rokiem. IPN opublikował wtedy materiały byłych Wojskowych Służb Wewnętrznych, według których Leszek Wojtasiak w latach 80. został zarejestrowany jako tajny współpracownik o pseudonimie "Rubin". Marszałek zaprzeczył tym doniesieniom, jego proces lustracyjny trwa.
Mimo to na pierwszej stronie "Głosu Wielkopolskiego" znalazł się tytuł: "IPN odkrył agentów SB i funkcjonariuszy bezpieki w samorządach regionu." A obok umieszczono zdjęcie Wojtasiaka. "Agentem SB" gazeta nazwała go także w środku numeru.
Marszałek w cywilnym procesie pozwał redakcję. Twierdził, że publikacja naruszyła jego cześć i dobra osobiste.
Poznański sąd wczoraj przyznał mu rację. Sędzia Zofia Lehmann tłumaczyła, że z informacji opublikowanej przez IPN nie można jeszcze wyciągać wniosku, że Wojtasiak był agentem. - Po 1989 r. poznaliśmy kulisy i okoliczności rejestrowania tajnych współpracowników. Były różne. Dziennikarze powinni podchodzić do takich informacji ze szczególną ostrożnością, rzetelnie zbadać sprawę. Tak się nie stało - mówiła w uzasadnieniu wyroku sędzia Lehmann. I jako przykład rzetelnej publikacji wskazała artykuły "Gazety" na ten sam temat.
Sędzia zauważyła, że nazwanie Wojtasiaka agentem odbiło się także na jego rodzinie. Jego dzieci w szkole słyszały, że mają ojca agenta.
Wojtasiaka nie musi przepraszać natomiast polityk PiS Zbigniew Czerwiński. "Głos" jeden z artykułów o Wojtasiaku zatytułował: "Czerwiński: Agentami SB powinien zająć się marszałek". Niedawno sąd uznał jednak, że to zdanie nie podchodzi od Czerwińskiego, tylko od redakcji "Głosu".
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




