Dawny meblowy potentat - spółka Swarzędz Meble - sprzedają już nie tylko nieruchomości, ziemię, maszyny, a także markę za 4,9 mln zł. Firma, która przez lata była luksusu, od roku jest w stanie likwidacji.
Rozmowa z Markiem Kamińskim
Sylwia Sałwacka: Znalazłam na Allegro "krzesło marki Swarzędz, dębowe, sztuk 1". To pan sprzedaje?
Marek Kamiński, likwidator spółki Swarzędz Meble SA, były wiceprezes firmy: Tak, w magazynach mamy meble za około dwa miliony. Część sprzedajemy przez salony, część przez internet, po prostu korzystamy z bezpośrednich możliwości dotarcia do klienta. Z uwagi na likwidację spółki, dziś wszystko w Swarzędzu jest na sprzedaż.
Także znak towarowy Swarzędza. Chce pan za niego prawie 5 milionów. Czy to nie wyśrubowana cena?
- Wiem, że po ogłoszeniu przetargu pojawiły się w branży głosy, że to za dużo. Ale to zależy, dla kogo. Rozumiem dużych graczy - Forte czy Kler - że nie są zainteresowani zakupem naszego znaku. Te spółki mają własne marki, w które sporo zainwestowały. Nie dziwią mnie też głosy deprecjonujące Swarzędz, bo jest to okazja, by pochwalić swoją markę. Liczę, że znak kupi raczej jakaś mniejsza firma, której Swarzędz pomoże przebić się na rynku. W końcu to synonim solidnego polskiego meblarstwa i dla wielu Polaków oznaka luksusu.
Czy dziś oznaką luksusu w Polsce nie jest raczej mebel AlmiDecor?
- Jeśli cena jest rzeczywiście za duża, rynek to zweryfikuje.
Tak jak zrewidował cenę fabryk. Na sprzedaż są dwie. Są jacyś chętni?
- Trzeci już raz wystawiliśmy niedawno na przetarg zakład w Kościanie, to ostatnia fabryka, w której powstawały meble skrzyniowe, czyli swarzędzkie szafy, kredensy, witryny. Cena wywoławcza w pierwszym przetargu wynosiła 6,7 mln zł, w drugim 5,4 mln zł. Nikt się nie zgłosił. Obniżyliśmy cenę o kolejne 900 tys. zł. Też bez odzewu. W branży meblarskiej jest kryzys, to bardzo trudny czas na sprzedaż tego typu nieruchomości.
Nie ma też chętnych na fabrykę mebli tapicerowanych w Nysie.
- Zaproszenie do negocjacji ukazało się zaledwie miesiąc temu. Wciąż na sprzedaż jest też siedziba spółki, czyli nieruchomość w Swarzędzu. Po raz kolejny ogłosiliśmy przetarg.
A co się udało panu sprzedać?
- Nieruchomości w Swarzędzu (1 mln 851 tys. zł), w Gostyniu (170 tys. zł) i grunt w Nowych Oborzyskach (610 tys. zł netto).
A salony, które przynoszą milionowe straty?
- Mamy ich jeszcze sześć. W styczniu zamknęliśmy dwa - w Bielsku-Białej i Katowicach, trzy kolejne w Warszawie z końcem lutego. Dwa kolejne, w tym salon w Poznaniu w Centrum Wystawienniczym "Polskie Meble" przy al. Solidarności, zamkniemy w marcu.
Jakie straty miała firma w ubiegłym roku?
- Około 14 milionów netto
Ile wynoszą jej zobowiązania?
- Około 12 milionów
W kolejce czekają więc wierzyciele.
- Do końca marca musimy zapłacić 1 mln 137 tys. zł Wiśle Consulting, tak się umówiliśmy w zawartej ugodzie. Chciałbym dotrzymać słowa.
Kilka miesięcy temu przejęciem spółki interesował się fundusz Sovereign Capital. Miało to pomóc Swarzędzowi wrócić na rynek, a funduszowi - wejść na giełdę.
- Firma Sovereign Capital proponowała podwyższenie kapitału, w ramach którego za obejmowane akcje chciała wnieść do spółki aportem przedsiębiorstwo Pekabex, którego jest właścicielem. Dla Swarzędza oznaczałoby to zmianę profilu działalności z produkcji mebli na produkcję elementów betonowych, a dla Pekabeksu wejście na giełdę "tylnymi drzwiami". Pomimo naszej gotowości do negocjacji Sovereign Capital wycofał się z rozmów.
Ile jeszcze może trwać likwidacja?
- Najkrócej rok, ale równie dobrze kilka lat. Wszystko zależy m.in. od realnych możliwości upłynnienia majątku spółki i zakończenia wszystkich spraw sądowych .
Czy akcjonariusze mają szanse odzyskać swoje pieniądze?
- Trudno oszacować, jaka wartość przypadnie na jedną akcję w przypadku zakończenia likwidacji i rozwiązania spółki, przede wszystkim z uwagi na fakt, że trudno w tej chwili przewidzieć, jak długo potrwa jeszcze likwidacja.
Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań