Taka zima słono kosztuje, bo soli wciąż brakuje

Sylwia Sałwacka
02.03.2010 , aktualizacja: 04.03.2010 11:30
A A A Drukuj
Mówię pani, taka zima to klęska! - łapie się za głowę dyrektor sprzedaży Kłodawy, największej kopalni soli w Polsce. - W taką zimę powinniśmy mieć abolicję za niedotrzymanie umów. Zwróciliśmy się już o pomoc do resortu infrastruktury.
Wąskotorówka wiezie górników do wyrobisk. Ze stacji końcowej na przodek, czasem są trzy kilometry - pół godziny marszu.
Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta
Wąskotorówka wiezie górników do wyrobisk. Ze stacji końcowej na przodek, czasem są trzy kilometry - pół godziny marszu.
Michał Niewiarowski, kierownik działu strzelniczego, wita każdego: - Szczęść Boże. Zdejmuje kask przed wyrzeźbioną w soli figurą Świętej Barbary i kłania się elegancko: - Tu nie ma
Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta
Michał Niewiarowski, kierownik działu strzelniczego, wita każdego: - Szczęść Boże. Zdejmuje kask przed wyrzeźbioną w soli figurą Świętej Barbary i kłania się elegancko: - Tu nie ma "cześć" albo "dzień dobry". Licho nie śpi - ostrzega.
Na dobę kopalnia może wydobyć najwyżej 4 tys. ton soli (ok. 115 ciężarówek).
Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta
Na dobę kopalnia może wydobyć najwyżej 4 tys. ton soli (ok. 115 ciężarówek).
Jolanta Janikowska w lampowni na terenie kopalni soli w Kłodawie . Pani Jolanta od 8 lat naprawia górnicze lampy.
Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta
Jolanta Janikowska w lampowni na terenie kopalni soli w Kłodawie . Pani Jolanta od 8 lat naprawia górnicze lampy.
Do kopalni codziennie zjeżdża windą 400 górników w bielusieńkich butach od soli. 600 metrów pod powierzchnią ziemi, dworzec kolejowy.
Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta
Do kopalni codziennie zjeżdża windą 400 górników w bielusieńkich butach od soli. 600 metrów pod powierzchnią ziemi, dworzec kolejowy.
ZOBACZ TAKŻE
GALERIA ZDJĘĆ
Jacek Ochtawiński z Pułtuska siedzi w szoferce od doby, ogląda na małym telewizorku seriale: - Jajo można znieść. Ostatni raz przed bramą kopalni czekałem 72 godziny!

Takich kolejek dawno w Kłodawie nie było: sznur ciężarówek, które zjechały z całej Polski po sól, ciągnie się kilka kilometrów. Wzdłuż drogi stoją niebieskie toalety toi toi. Między ciężarówkami chodzą mieszkańcy miasteczka z wielkimi termosami, paruje gorący żurek z jajkiem i kiełbasą, pięć złotych porcja.

- Każda dobra zima napędza w miasteczku koniunkturę - zaciera ręce Aneta Niestrawska, sekretarz Kłodawy, niewielkiego miasteczka w Wielkopolsce. 6,7 tys. mieszkańców, prawie w każdej rodzinie ktoś pracuje w kopalni soli. - Jak górnik dobrze zarobi, to zarobią też właściciele barów i sklepów - mówi Niestrawska, też ma górnika w rodzinie.

Z ponad milion ton soli, którą sypiemy każdego roku na polskie drogi, prawie połowa pochodzi z kopalni Kłodawa. To największy producent soli kamiennej w kraju, której głównym odbiorcą jest Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad.

Ta państwowa kopalnia powstała w 1949 r. Miała wydobywać sól potasową, ale eksperci się pomylili, bo są tu głównie złoża soli kamiennej. Przez 61 lat w kopalni powstało 400 km solnych korytarzy. Niektóre z nich mają szerokość 15 m. Rocznie kopalnia wydobywa ok. 700 tys. ton, ponad 500 tys. ton to sól drogowa. Druga po Kłodawie jest kopalnia KGHM w Polkowicach-Sieroszowicach (ok. 360 tys. ton rocznie). Resztę potrzebnej soli sprowadzamy z Ukrainy i Białorusi.

Boom na sól z Kłodawy zaczął się tuż po ostatnim Bożym Narodzeniu. W miesiąc z magazynów znikło 80 tys. ton soli. W tym sezonie sprzedaż wzrosła przewyższyła ubiegłoroczną już o 18 proc., a do końca sezonu jeszcze miesiąc. Od stycznia spółka pracuje siedem dni w tygodniu, na dwie zmiany.

Ale soli wciąż brakuje: na dobę kopalnia może wydobyć najwyżej 4 tys. ton soli (ok. 115 ciężarówek). To za mało, od kilku tygodni reglamentuje więc towar. Nie przyjmuje nowych zleceń, a stare realizuje z poślizgiem. Stąd kolejki ciężarówek.

W 2008 roku kopalnia miała 6 mln zł straty, w ubiegłym już 6 mln zł zysku netto. Zarobiła głównie na soli drogowej (sprzedaż wzrosła o 230 tys. ton). Jak będzie w tym roku?

- Mówię pani, taka zima to klęska! - łapie się za głowę Janusz Kołodziejski, dyrektor ds. marketingu i sprzedaży w Kłodawie. - Idealna zima to jest w kratkę: pada, nie pada, znowu pada. Kopalnia łapie oddech i jest czas na odbudowanie zapasów. Najsłabszą stroną kopalni jest sezonowość sprzedaży. Szczerze? Nie sądzę, byśmy zbili na tej zimie kokosy. Za pracę w weekend płacimy górnikom podwójnie i grożą nam kary za niedotrzymanie terminów. Codziennie odbieramy telefony z ostrzeżeniami. Co z tego, że sprzedaliśmy tej zimy o 18 proc. soli więcej? Grożą nam nawet kary do 10 proc. wartości trzyletniego kontraktu. W skali całej firmy to może być nawet kilkanaście milionów złotych.

Państwowa Inspekcja Pracy ukarała Kłodawę mandatem 5 tys. zł za przekroczenia norm pracy. - Płacimy i robimy swoje dalej. Przecież nie zamknę kopalni w weekend na kłódkę - mówi Kołodziejski.

Górnicy zacierają ręce i liczą, ile zarobią na zimie. Operator ładowarki z 15-letnim stażem ma pensję 2,7 tys. zł. Za styczeń dostał 5 tys.

Do kopalni codziennie zjeżdża windą 400 górników w bielusieńkich butach od soli. 600 metrów pod powierzchnią ziemi, dworzec kolejowy. Poczekalnia z drewnianymi ławami. Temperatura powietrza: 25 stopni. Chce się pić.

Michał Niewiarowski, kierownik działu strzelniczego, wita każdego: - Szczęść Boże. Zdejmuje kask przed wyrzeźbioną w soli figurą Świętej Barbary i kłania się elegancko: - Tu nie ma "cześć" albo "dzień dobry". Licho nie śpi - ostrzega.

Górnicy strzałowi dostają amonit skalny, najwyżej po 17 kg, plus zapalniki do "odstrzeliwania soli".

Wąskotorówka wiezie ich do wyrobisk. Ze stacji końcowej na przodek, czasem są trzy kilometry - pół godziny marszu.

W Kłodawie wydobywają sól m.in. pracochłonną metodą "przodkiem spągowo-schodowym" - po przecięciu wyrobiska górnicy tworzą piętra i schodzą nimi coraz bardziej w dół. KGHM w Polkowicach-Sieroszowicach wydobywa sól kombajnami. To szybsze i tańsze. Kłodawa ma kupić pierwszy kombajn w tym roku.

Górnicy skarżą się, że latem zdejmowali miedź ze starej instalacji, zamiast przygotowywać nowe wyrobiska.

Janusz Kołodziejski, dyrektor ds. marketingu i sprzedaży: - Wydobywaliśmy dwa lata temu złom, bo nie było zim. Problem leży w czym innym. Nie jesteśmy w stanie zmagazynować soli dla połowy kraju. A odbiorcy nie chcą kupować jej na zapas. Brakuje nam składów soli. W takich zimach jak ta powinna obowiązywać nas abolicja za niedotrzymanie umów. Zwróciliśmy się już o pomoc do resortu infrastruktury.

Kłodawa w tym roku chce wybudować magazyn na 15 tys. ton soli. Chce też zwiększyć produkcję lizawek dla bydła - jest jednym z największych dostawców w Europie. W marcu spółkę przejmie Agencja Rozwoju Przemysłu - być może wtedy sól będzie można przechowywać w magazynach Centrali Zaopatrzenia Hutnictwa na południu Polski.

PS. Jacek Ochtawiński z Pułtuska przyjechał do Kłodawy w niedzielę o godz. 13, a wyjechał we wtorek o godz. 9. Odebrał 24 tony soli.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów