Szkoły mogą dostać nawet po 250 tys. zł. Nie chcą

Agnieszka Drzewiecka
25.02.2010 , aktualizacja: 24.02.2010 20:43
A A A Drukuj
Blisko 40 mln zł na dodatkowe lekcje oferuje wielkopolskim szkołom Unia Europejska. Ale dyrektorzy nie chcą z nich skorzystać. Twierdzą, że już prowadzą własne, ciekawe zajęcia
Unia daje pieniądze na zajęcia i sprzęt dla szkół
Fot. Rafał Mielnik / AG
Unia daje pieniądze na zajęcia i sprzęt dla szkół
ZOBACZ TAKŻE
Unia oferuje pieniądze na wyrównywanie szans edukacyjnych polskich dzieci. W Wielkopolsce do rozdania w tym roku jest ponad 38 mln zł. Mogą się o nie starać m.in. prywatne firmy organizujące zajęcia edukacyjne, samorządy, a także same szkoły. Każda z nich może dostać od 100 do 250 tys. zł.

Przyznane dotacje można wykorzystać np. na dodatkowe lekcje. Mogą to być wyrównawcze zajęcia z matematyki, czy kursy języków obcych. Dotacje dają też szanse na więcej innowacji: można kupić multimedialny sprzęt, zatrudnić instruktorów z zewnątrz.

Tyle że - jak sprawdziła "Gazeta" - większość poznańskich szkół z dotacji nie chce skorzystać. Choć konkurs na najlepsze projekty rozpocznie się już za dwa tygodnie, do miejskiego wydziału oświaty (przez który muszą przejść szkolne wnioski) zgłosiła się tylko jedna zainteresowana szkoła. To XI LO przy ul. Ściegennego, które o unijne pieniądze starało się już dwa lata temu wraz z czterema innymi ogólniakami (V, VIII, XXVI i XIV LO).

Szkoły dostały ponad 600 tys. zł na dodatkowe zajęcia z języków rosyjskiego i angielskiego. Starczyło na zakup podręczników dla 400 uczniów, programów komputerowych i magnetofonów. A przede wszystkim na blisko dwa lata bezpłatnej nauki!

Dzięki projektowi uczniowie są lepiej przygotowani do walki o certyfikaty językowe.

Karol Lehmann, dyrektor XI LO: - Bardzo nam się te pieniądze przydały. Choć uczciwie mówię, że załatwianie formalności było drogą przez mękę. Moim zdaniem, to skomplikowane wymogi konkursów mogą stanowić największy problem dla szkół. Jesteśmy jednak przykładem, że można sobie poradzić. Nie musieliśmy korzystać z pomocy specjalistów.

W tym roku szkoła ponownie stara się o unijne pieniądze. Razem z V i XXVI LO chce poszerzyć ofertę dla uczniów o dodatkowe zajęcia z języka japońskiego, matematyki i chemii.

Czy zgłoszeń od poznańskich szkół będzie więcej? Szanse są marne. Miejscy urzędnicy informują, że przed rokiem o unijne pieniądze starało się kilka z kilkuset poznańskich szkół.

Ale szkoły nie chcą dodatkowych zajęć nawet wtedy, gdy ich organizację proponują za darmo prywatne firmy. Jedną z nich jest poznańska Pro Memoria. Na co dzień oferuje odpłatne kursy dla dzieci. Najpopularniejszy z nich - ćwiczenie ortografii - kosztował rodziców 350 zł za 12 godzin. Ale gdyby firma zdobyła dotację, takie same zajęcia mogłaby zrobić za darmo, bo płaciłaby za nie Unia Europejska.

9-letni syn Moniki Górskiej z Poznania uczył się ortografii na płatnym kursie. - Tymek zrobił ogromne postępy. Teraz błędy zdarzają mu się rzadko. A poza tym nauka była tam połączona z zabawą - mówi mama chłopca.

Pro Memoria ma w ofercie także kursy rozwijające pamięć i kreatywność, czy "zielone szkoły". I zaoferowała je za darmo poznańskim szkołom. Ale żeby startować w konkursie o pieniądze, musi znaleźć chętnych. Od trzech tygodni pracownicy firmy odwiedzają poznańskie placówki. Zapewniają dyrektorów, że załatwią za nich wszelkie formalności. Byli już w połowie poznańskich szkół. - Zainteresowane są jedynie dwie placówki na dziesięć - dziwi się Agnieszka Cieplik z firmy Pro Memoria.

Dlaczego dyrektorzy nie chcą dodatkowych zajęć? Zapytaliśmy kilku z nich.

Dyrektorka SP 51 Barbara Haremska: - W naszej szkole mamy mnóstwo ciekawych zajęć pozalekcyjnych. Poza tym dzieci trenują różne sporty. Nie chcemy ich dodatkowo obciążać.

Dyrektorka SP 18 Danuta Paech: - Kiedyś weszliśmy w jeden taki projekt, miały być bezpłatne zajęcia, a potem okazało się, że firma chce pozyskiwać pieniądze od rodziców. Były nieprzyjemności.

Dyrektorka podstawówki (anonimowo): - Nasi nauczyciele sami potrafią zrobić ciekawe zajęcia dla dzieci. Bardzo często mamy np. imprezy harcerskie.

Dyrektor SP 1 w Luboniu Zbigniew Jankowski: - Trzy, cztery razy dziennie dzwonią natrętne firmy. A to zajęcia dodatkowe, a to szkolenia dla nauczycieli. Zresztą mamy własne zajęcia dla uczniów. Przykład? W ramach wolontariatu studenci przed świętami malują z dziećmi bombki.

Sławomir Stancelewski, dyrektor SP 17, jest jednym z nielicznych, który się odważył. Interesuje go nauka ortografii: - Jak jest szansa na pieniądze, to czemu nie skorzystać? Firma zewnętrzna obiecuje pomoc w formalnościach, więc się nie obawiam. Jak nie wypali, to nic nie stracimy. A może to będzie strzał w dziesiątkę?

Podziel się

  • 5 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy