Hotele z miast Euro chwalą się dziwną atmosferą
19.02.2010
, aktualizacja: 18.02.2010 19:09
- Drodzy Panowie! Podrasujemy was - zapowiadają hotelarze. Obiecują okazyjne imprezy i bankiety pogrzebowe.
ZOBACZ TAKŻE
- Weekend dla turystów i oszczędnych poznaniaków (21-05-10, 09:00)
- Stadion Lecha w kolorze RAL 260 40 40 (23-04-10, 17:16)
- Lech idzie na mistrza? Zwycięstwo z Cracovią! (07-03-10, 20:46)
- Poznań planuje nowy dworzec za kilkaset milionów (02-03-10, 12:09)
Studenci filologii angielskiej UAM wczuli się w sytuację obcokrajowca szukającego w Polsce noclegu. Przejrzeli angielskie tłumaczenia internetowych stron hoteli w miastach organizujących Euro 2012.
Gość może się spodziewać niezłego show. - Ladies and Gentlemen! Panie i Panowie! - na stronie internetowej hotel wita się jak konferansjer w cyrku lub w rewii. Zamiast krótkiego "Welcome" obcokrajowiec przeczyta: "posiadamy przyjemność przedstawić nasz hotel".
"My oferujemy Tobie 16 dwuosobowych pokoi" - czytamy gdzie indziej. Anglik poczuje, że komunikat kierowany jest bezpośrednio do niego. I będzie się czuł w obowiązku odpowiedzieć choćby krótkim "nie, dziękuję". Bo gdy tłumacze niezręcznie dobierają słowa, efekt może odstraszać. "Pokoje mają atmosferę komnaty na strychu", a "oryginalne wnętrze tworzy dziwną atmosferę". Mało zachęcający jest też "załącznik do kuchni" - kto domyśli się, że chodzi tu o rozwiązane nazywane w Polsce aneksem kuchennym.
Hotelowe restauracje - zamiast kuchni polskiej "Polish cuisine" - proponują "polish kitchen", czyli... wypolerować pomieszczenie kuchenne. Gość dowie się też, że w Polsce noc zapada już w południe. I trwa do południa dnia następnego. To za sprawą tłumacza, który napisał: hotel night 12 am till 12 am.
Zamiast powiedzieć: wprawimy was w dobry nastrój, jeden z hoteli zapowiada: podrasujemy was! (we will tune you up). W ofercie hotelowych knajp są okazyjne imprezy (occasional partes), tematyczne bufety (thematic buffets), a nawet bankiety pogrzebowe (funeral banquets). Są też "ogniska na tzw. wiejskich imprezach do świtu". Zagraniczny bywalec imprez przy ognisku, zwanych krótko "barbecue", może odebrać palenie ogni jako tajemniczy, pogański rytuał.
A co z telefonem? Pewien hotel posiada "zewnętrzne połączenia linowe". Czyżby właściciele wprowadzili w życie pomysł stosowany przez dzieci z Bullerbyn, które przesyłały sobie wiadomości w zawieszonej na sznurku puszce? Obcokrajowiec - nauczony, że z hotelowego pokoju można się dodzwonić wszędzie - nie zrozumie, że hotel chwali się tutaj tzw. wyjściem na miasto.
Zagranicznego gościa zrazić może brak politycznej poprawności. Pewien hotel kieruje powitanie tylko do drogich panów (Dear Sirs!). I to nie byle panów, ale takich, którym angielska królowa nadała tytuł honorowy "sir". Inny prezentuje się jako miejsce idealne dla biznesmenów, zapominając, że angielski "businessman" oznacza wyłącznie mężczyznę. Tłumaczący zamiast słowa "disabled" (niepełnosprawny), używają "handicapped" - upośledzony. Stąd liczne w hotelach udogodnienia dla upośledzonych.
Dane zebrały trzy grupy studentów w ramach zajęć z translacji prowadzonych przez dr Bogusławę Whyatt. Raport opracowały Weronika Krzebietke i Ola Kropielnicka. - Tłumacze amatorzy przekładają polski tekst słowo w słowo. A my Polacy mamy skłonność do owijania w bawełnę. Długie wypowiedzi, obficie okraszone błędami będą dla obcokrajowców trudne do zrozumienia - mówią studentki. - A przecież przetłumaczenie strony przez profesjonalistę kosztuje mniej niż hotelowa doba.
A ile kosztuje nocleg? Ceny są w efekcie! Zwłaszcza w weekendy. Cokolwiek to znaczy...
Gość może się spodziewać niezłego show. - Ladies and Gentlemen! Panie i Panowie! - na stronie internetowej hotel wita się jak konferansjer w cyrku lub w rewii. Zamiast krótkiego "Welcome" obcokrajowiec przeczyta: "posiadamy przyjemność przedstawić nasz hotel".
"My oferujemy Tobie 16 dwuosobowych pokoi" - czytamy gdzie indziej. Anglik poczuje, że komunikat kierowany jest bezpośrednio do niego. I będzie się czuł w obowiązku odpowiedzieć choćby krótkim "nie, dziękuję". Bo gdy tłumacze niezręcznie dobierają słowa, efekt może odstraszać. "Pokoje mają atmosferę komnaty na strychu", a "oryginalne wnętrze tworzy dziwną atmosferę". Mało zachęcający jest też "załącznik do kuchni" - kto domyśli się, że chodzi tu o rozwiązane nazywane w Polsce aneksem kuchennym.
Hotelowe restauracje - zamiast kuchni polskiej "Polish cuisine" - proponują "polish kitchen", czyli... wypolerować pomieszczenie kuchenne. Gość dowie się też, że w Polsce noc zapada już w południe. I trwa do południa dnia następnego. To za sprawą tłumacza, który napisał: hotel night 12 am till 12 am.
Zamiast powiedzieć: wprawimy was w dobry nastrój, jeden z hoteli zapowiada: podrasujemy was! (we will tune you up). W ofercie hotelowych knajp są okazyjne imprezy (occasional partes), tematyczne bufety (thematic buffets), a nawet bankiety pogrzebowe (funeral banquets). Są też "ogniska na tzw. wiejskich imprezach do świtu". Zagraniczny bywalec imprez przy ognisku, zwanych krótko "barbecue", może odebrać palenie ogni jako tajemniczy, pogański rytuał.
A co z telefonem? Pewien hotel posiada "zewnętrzne połączenia linowe". Czyżby właściciele wprowadzili w życie pomysł stosowany przez dzieci z Bullerbyn, które przesyłały sobie wiadomości w zawieszonej na sznurku puszce? Obcokrajowiec - nauczony, że z hotelowego pokoju można się dodzwonić wszędzie - nie zrozumie, że hotel chwali się tutaj tzw. wyjściem na miasto.
Zagranicznego gościa zrazić może brak politycznej poprawności. Pewien hotel kieruje powitanie tylko do drogich panów (Dear Sirs!). I to nie byle panów, ale takich, którym angielska królowa nadała tytuł honorowy "sir". Inny prezentuje się jako miejsce idealne dla biznesmenów, zapominając, że angielski "businessman" oznacza wyłącznie mężczyznę. Tłumaczący zamiast słowa "disabled" (niepełnosprawny), używają "handicapped" - upośledzony. Stąd liczne w hotelach udogodnienia dla upośledzonych.
Dane zebrały trzy grupy studentów w ramach zajęć z translacji prowadzonych przez dr Bogusławę Whyatt. Raport opracowały Weronika Krzebietke i Ola Kropielnicka. - Tłumacze amatorzy przekładają polski tekst słowo w słowo. A my Polacy mamy skłonność do owijania w bawełnę. Długie wypowiedzi, obficie okraszone błędami będą dla obcokrajowców trudne do zrozumienia - mówią studentki. - A przecież przetłumaczenie strony przez profesjonalistę kosztuje mniej niż hotelowa doba.
A ile kosztuje nocleg? Ceny są w efekcie! Zwłaszcza w weekendy. Cokolwiek to znaczy...
- 51 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
35 głosów
-
Hotele z miast Euro chwalą się dziwną atmosferą
genie_in_a_bottle
19.02.10, 13:01
"Tłumacze amatorzy przekładają polski tekst słowo w słowo"Z artykułu wynika, że to te niedouczone tłumaczki przekładają tekst słowo wsłowo...»
-
Hotele z miast Euro chwalą się dziwną atmosferą
wybierz_albo_wpisz_nowy
19.02.10, 15:01
"okazyjne imprezy (occasional partes)"Partes? A nie parties?Jak się już wyśmiewa z czyichś błędów, to dobrze byłoby samemu ich nie robić, bo to jest żałosne.»
-
We offer you...
sabrilla
19.02.10, 16:59
Tak podejrzewam brzmiało w oryginale to zdanie, które nasze dzielne paniestudentki przetłumaczyły "my oferujemy tobie..." Czapki z głów Panowie iPanie, bo niełatwo coś takiego »
Najczęściej czytane24 htydzień



