Kiełbasę bym za słodkie oddała
08.02.2010
, aktualizacja: 08.02.2010 18:29
Całe talerze pączków, ani kropli wody i aż 80 głodnych poznaniaków. A wszyscy żądni zwycięstwa. W Wielkopolskiej Izbie Rzemieślniczej odbyły się wczoraj VI mistrzostwa w jedzeniu pączków na czas.
79-letnia Marianna Stanny przyszła zdobyć trzecie miejsce. - Lubię słodkie, obojętnie jakie. Potrafię pół tortu zjeść i nic nie jestem chora - mówi z dumą. - Ciągnie mnie to słodkie i już. Na inne zawody za nic bym nie poszła. Ale za słodkie nawet kiełbasę oddam - zarzeka się.
Na konkurs pani Marianna przyszła ze ściereczką do wycierania lepiących się od lukru rąk. Ducha traci tylko na chwilę, kiedy obrzuca spojrzeniem salę pełną zawodników: - No nie wiem, jak to będzie, widzę, że tyle młodych...
Po drugiej stronie sali do wyścigu szykuje się 16-letni Radek ze swoim rówieśnikiem Maciejem. By mieć większą motywację, ścigać się będą nie tylko z pozostałymi uczestnikami, ale i ze sobą. - Przegrany zaprasza zwycięzcę na jakiś smaczny trunek - zdradzają zasadę.
Najstarszy uczestnik konkursu, Henryk Malczewski z żoną Teresą, pączkowym obżarstwem przyszli uczcić 55. rocznicę ślubu.
- Godzina zero wybiła! Zaczynamy! Wygrywa ten, kto pierwszy zje 10, bez popijania! - piekarz i cukiernik Piotr Koperski ogłasza wreszcie początek wyścigu.
Pączki znikają jeden po drugim, sypie się lukier i okruszki - w szalonym wyścigu, każdy chce wygrać.
Cichutko i ze spuszczoną głową w konkursie walczy też czteroletnia Amelia Biała, najmłodsza uczestniczka. Z pomocą mamy udaje jej się zjeść dwa pączki.
Po kilku minutach na prowadzenie wysuwa się pan w brązowej koszulce. Ale nie! Kilka rzędów dalej słychać: "jeeeeest!" - tegoroczny tytuł mistrza w jedzeniu pączków na czas ostatecznie zdobywa Wojciech Szybisty, 36-letni grafik Wydawnictwa Miejskiego. Czas: 5 minut 20 sekund jest o ponad dwie minuty lepszy od zeszłorocznego rekordzisty. W konkursie pan Wojciech wziął udział pierwszy raz, wcześniej nie trenował. Jaki miał sposób na sukces? - Szybko gryźć - zdradza ciekawym dziennikarzom.
Czas gorszy zaledwie o dwie sekundy ma 30-letni Dawid Górski. Jego też dopadają dziennikarze, migają flesze. - Było ciężko? Jak się pan czuje? - zarzucają pytaniami. - Ostatnio dużo jem, nie miałem więc większego problemu, ale faktycznie między 6. a 7. pączkiem cała szczęka mi zdrętwiała. Myślałem, że to koniec - przyznaje. I zdradza swoją metodę, by zdobyć miejsce na podium: szybkie przełykanie.
Pan Dawid z zawodu jest kucharzem. Do udziału w mistrzostwach namówił go kolega.
Chwilę później znany był również zdobywca trzeciego miejsca. 41-letni Mieczysław Harasinik dziesięć pączków zjadł w 5 minut i 30 sekund.
Jak zapewnia ks. Tadeusz Margas, kapelan Cechu Cukierników i Piekarzy, udział w zawodach nie był grzechem obżarstwa. - Grzech to zło moralne, a to spotkanie służy promocji pączka i dobrej zabawie - mówi. - Problem mógłby się pojawić, gdyby tak jeść przez cały rok codziennie - śmieje się.
Wczorajsze mistrzostwa były zapowiedzią zbliżającego się tzw. tłustego czwartku, czyli ostatniego przed Wielkim Postem. Tego dnia poznaniacy zgodnie z tradycją objadają się właśnie pączkami.
Mimo że przeciętny pączek ma około 400 kalorii, apetyt na niego wciąż rośnie. W zeszłym roku w tłusty czwartek poznańscy cukiernicy sprzedali 26 tys. takich ciastek. W tym upieką o cztery tysiące więcej.
Czy cukiernicy szykują nam na ten dzień jakieś niespodzianki? - Nie. Najlepszy pączek to ten tradycyjny. By smakował, trzeba włożyć w niego dobre serce i chęci. Powinien mieć także dobrą pomadę i jasną obwódkę - mówi Piotr Przewoźny z Piekarni Brot - Przewoźny. - Żeby wyrósł ładny i pulchny, musi mieć w sobie mąkę i drożdże. By nie mdlił, nie ociekać tłuszczem.
Do jakiej piekarni udać się w tym roku po ciastka? W czwartkowej "Gazecie" - jak co roku - zamieścimy nasz subiektywny ranking pączków z 12 poznańskich cukierni.
Na konkurs pani Marianna przyszła ze ściereczką do wycierania lepiących się od lukru rąk. Ducha traci tylko na chwilę, kiedy obrzuca spojrzeniem salę pełną zawodników: - No nie wiem, jak to będzie, widzę, że tyle młodych...
Po drugiej stronie sali do wyścigu szykuje się 16-letni Radek ze swoim rówieśnikiem Maciejem. By mieć większą motywację, ścigać się będą nie tylko z pozostałymi uczestnikami, ale i ze sobą. - Przegrany zaprasza zwycięzcę na jakiś smaczny trunek - zdradzają zasadę.
Najstarszy uczestnik konkursu, Henryk Malczewski z żoną Teresą, pączkowym obżarstwem przyszli uczcić 55. rocznicę ślubu.
- Godzina zero wybiła! Zaczynamy! Wygrywa ten, kto pierwszy zje 10, bez popijania! - piekarz i cukiernik Piotr Koperski ogłasza wreszcie początek wyścigu.
Pączki znikają jeden po drugim, sypie się lukier i okruszki - w szalonym wyścigu, każdy chce wygrać.
Cichutko i ze spuszczoną głową w konkursie walczy też czteroletnia Amelia Biała, najmłodsza uczestniczka. Z pomocą mamy udaje jej się zjeść dwa pączki.
Po kilku minutach na prowadzenie wysuwa się pan w brązowej koszulce. Ale nie! Kilka rzędów dalej słychać: "jeeeeest!" - tegoroczny tytuł mistrza w jedzeniu pączków na czas ostatecznie zdobywa Wojciech Szybisty, 36-letni grafik Wydawnictwa Miejskiego. Czas: 5 minut 20 sekund jest o ponad dwie minuty lepszy od zeszłorocznego rekordzisty. W konkursie pan Wojciech wziął udział pierwszy raz, wcześniej nie trenował. Jaki miał sposób na sukces? - Szybko gryźć - zdradza ciekawym dziennikarzom.
Czas gorszy zaledwie o dwie sekundy ma 30-letni Dawid Górski. Jego też dopadają dziennikarze, migają flesze. - Było ciężko? Jak się pan czuje? - zarzucają pytaniami. - Ostatnio dużo jem, nie miałem więc większego problemu, ale faktycznie między 6. a 7. pączkiem cała szczęka mi zdrętwiała. Myślałem, że to koniec - przyznaje. I zdradza swoją metodę, by zdobyć miejsce na podium: szybkie przełykanie.
Pan Dawid z zawodu jest kucharzem. Do udziału w mistrzostwach namówił go kolega.
Chwilę później znany był również zdobywca trzeciego miejsca. 41-letni Mieczysław Harasinik dziesięć pączków zjadł w 5 minut i 30 sekund.
Jak zapewnia ks. Tadeusz Margas, kapelan Cechu Cukierników i Piekarzy, udział w zawodach nie był grzechem obżarstwa. - Grzech to zło moralne, a to spotkanie służy promocji pączka i dobrej zabawie - mówi. - Problem mógłby się pojawić, gdyby tak jeść przez cały rok codziennie - śmieje się.
Wczorajsze mistrzostwa były zapowiedzią zbliżającego się tzw. tłustego czwartku, czyli ostatniego przed Wielkim Postem. Tego dnia poznaniacy zgodnie z tradycją objadają się właśnie pączkami.
Mimo że przeciętny pączek ma około 400 kalorii, apetyt na niego wciąż rośnie. W zeszłym roku w tłusty czwartek poznańscy cukiernicy sprzedali 26 tys. takich ciastek. W tym upieką o cztery tysiące więcej.
Czy cukiernicy szykują nam na ten dzień jakieś niespodzianki? - Nie. Najlepszy pączek to ten tradycyjny. By smakował, trzeba włożyć w niego dobre serce i chęci. Powinien mieć także dobrą pomadę i jasną obwódkę - mówi Piotr Przewoźny z Piekarni Brot - Przewoźny. - Żeby wyrósł ładny i pulchny, musi mieć w sobie mąkę i drożdże. By nie mdlił, nie ociekać tłuszczem.
Do jakiej piekarni udać się w tym roku po ciastka? W czwartkowej "Gazecie" - jak co roku - zamieścimy nasz subiektywny ranking pączków z 12 poznańskich cukierni.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Poznań na zdjęciach dawniej i dziś. Lata ...
- Szach Iranu na Ratajach. Co tam robił w ...
- Poznań na zdjęciach dawniej i dziś. Lata ...
- Napad w centrum: Biznesmen stracił 700 tys. zł
- Poznań na zdjęciach dawniej i dziś. Lata 70-te
- Minęło 100 dni Term Maltańskich: ...
- Jak Maria Strzałko Poznań konserwowała ...




więcej zdjęć
