Złodziej pożądał obrazu Moneta jak pięknej kobiety
08.02.2010
, aktualizacja: 07.02.2010 21:19
Złodziej "Plaży w Pourville" ukradł obraz dla korzyści psychologicznych, nie materialnych. Chciał go mieć wyłącznie dla siebie. Tak jak mężczyzna piękną kobietę. Jego pożądanie było bliskie seksualnemu - twierdzi specjalista od psychologii osobowości profesor Wojciech Poznaniak*
ZOBACZ TAKŻE
- Złodziej Moneta wpadł, bo nie płacił alimentów (13-01-10, 21:41)
- 3 lata za Moneta. Sędzia: wpisał się pan w historię (30-06-11, 00:00)
- Trzy lata więzienia dla złodzieja obrazu Moneta (01-07-10, 10:30)
- Co siedzi w głowie złodzieja Claude'a Moneta (01-03-10, 17:41)
- Okaleczony obraz Moneta stracił na wartości (22-01-10, 21:07)
- Odzyskany obraz Moneta powrócił do Muzeum [VIDEO] (15-01-10, 13:29)
- Odciski palców i sklejanie - jak naprawią Moneta (15-01-10, 09:00)
Iwona Torbicka: Złodziej obrazu Moneta był w przeszłości notowany przez policję, ze sztuką nie miał nic wspólnego. Podobno impresjonistami zachłysnął się, gdy jako robotnik budowlany był w ekipie remontującej Luwr. To możliwe?
Prof. Wojciech Poznaniak: - Moim zdaniem możliwe. Brak wykształcenia i obycia ze sztuką to jedno, a zafascynowanie dziełami sztuki to drugie. Jeżeli prawdą jest, że złodziej co jakiś czas wyjmował skradziony obraz z szafy, gdzie go przetrzymywał i w samotności się nim delektował, uważam za bardzo prawdopodobne, że był nim zauroczony.
A dlaczego trzymał go w szafie u rodziców, a nie zawiesił na ścianie?
- Prawdopodobnie zachował odrobinę czujności. Gdyby ten obraz ktoś zobaczył, mógłby nabrać podejrzeń co do jego pochodzenia. Chowanie obrazu świadczy o tym, że złodziej wiedział, iż popełnił czyn przestępczy. Dlatego był ostrożny.
W Ameryce od 20 lat istnieje instytucja profilera, który typuje prawdopodobne właściwości psychologiczne sprawców zbrodni na podstawie śladów, które pozostawili na miejscu zbrodni. W Polsce jest kilku psychologów policyjnych, którzy zajmują się profilowaniem. Gdyby pan profesor wszedł na chwilę w rolę takiego profilera, to - opierając się na informacjach dostarczanych przez media - co by pan powiedział o sprawcy kradzieży "Plaży w Pourville"?
- Z całą pewnością nie jest zwykłym, pospolitym złodziejem, który kradnie dla korzyści majątkowej. On kradnie dla korzyści emocjonalnych, intelektualnych, poznawczych. Jest zapewne skrajnym egocentrykiem, dla którego jedyną ważną osobą jest on sam i jego "mroczny obiekt pożądania". Pożądania, które jest zapewne bardzo bliskie pożądaniu seksualnemu.
Relację między nim a obrazem można porównać do relacji między kobietą a mężczyzną?
- Powiedziałbym więcej. To relacja między mężczyzną a piękną kobietą, za którą oglądają się inni. On chce mieć ten obraz, podobnie jak mężczyzna kobietę, tylko dla siebie. Nie chce się nim (nią) dzielić z innymi. Chce patrzeć na jego (jej) piękno wyłącznie sam, bo on (ona) jest wyłącznie jego własnością. Można to porównać do tego, co zakochany mężczyzna mówi do kobiety: Jesteś moja i tylko moja. Jeśli ten sprawca od czasu do czasu, w samotności wyjmował ze schowka obraz i delektował się nim, to w gruncie rzeczy postępował tak jak postępuje się z atrakcyjną kobietą w sytuacjach intymnych - ogląda ją w półmroku, w sytuacji sam na sam, dotyka i rozkoszuje jej pięknem.
Czy to znaczy, że od początku wiedział, że obrazu nie sprzeda?
- Moim zdaniem - tak. On ukradł go dla siebie, dla korzyści psychologicznych, nie materialnych . To, że jego fascynacja skupiła się na dziele sztuki, dobrze o nim świadczy, jeśli chodzi o jego wrażliwość estetyczną. I w tym przypadku nie ma według mnie znaczenia, że to był akurat obraz Moneta.
Muzealnicy nazywają Roberta Z. barbarzyńcą, ze względu na sposób, w jaki potraktował dzieło. Wyciął go ostrym narzędziem, uszkodził przy tym sygnaturę, okaleczył obraz. On sam mówi o sobie, że jest miłośnikiem sztuki. Można pogodzić jedno z drugim?
- Z perspektywy społecznej zachowanie złodzieja to oczywiście barbarzyństwo. Ale biorąc pod uwagę cel, który chciał zrealizować - posiadać dzieło tylko dla siebie - to nie miał innej możliwości. Przecież nie mógł wynieść z muzeum obrazu w ramach! To by się nie udało. Wycięcie obrazu dawało największe szanse na jego posiadanie.
Uczucie Roberta Z. do obrazu mogło się sukcesywnie rozwijać? Im częściej na niego patrzył, tym bardziej był "zakochany"?
- To nie jest wykluczone. Są dwie możliwości. Pierwsza to taka, że zafascynował się dziełem od razu, bo już przy pierwszym oglądzie wywarło na nim bardzo silne wrażenie. Druga - bardziej prawdopodobna - to taka, że więź emocjonalna między nim a obrazem pogłębiała się w miarę upływu czasu. Zabiegał o ten obraz tak jak mężczyzna o kobietę, którą chce zdobyć. Jak on ją wtedy ogląda! Zastawia na nią sidła, wymyśla różne sposoby, żeby ją mieć. Czasem nie panuje nad emocjami. Fakt, że złodziej wyciął obraz, było zapewne rezultatem gwałtownego wybuchu emocji. Świadczy też o ogromnej determinacji.
W potocznej opinii zachowanie złodzieja to po prostu patologia...
- Oczywiście, z punktu widzenia norm społecznych zachowanie złodzieja obrazu to naruszenie obowiązujących norm społecznych, w tym sensie można nazwać je nienormalnym. Ale patologią nie jest.
Opętanie jedną, jedyną ideą nie jest jakimś zaburzeniem osobowości?
- Każdy z nas ma jakieś hobby. Niektórzy fascynują się książkami, inni biżuterią, filmami czy samochodami. Nasze pasje powodują, że różnimy się między sobą, jesteśmy niepowtarzalni. Ale wśród nas żyją też ludzie owładnięci tzw. monoideą, nazywaną często „ideą nadwartościową”. Dla nich nie ma wartości o randze porównywalnej do idei wybranej. Świat własnej pasji starają się poznawać, ale przede wszystkim przeżywać - najgłębiej, jak się da. Takie poznawanie i przeżywanie jest dla nich źródłem ekstazy czy orgazmu lub (i) źródłem ukojenia i wsparcia. Bo ukojenie i wsparcie dają nam nie tylko bliskie i ważne osoby, ale i określone przedmioty czy czynności, które z nimi wykonujemy, np. oglądanie albumów ze zdjęciami, odkurzanie kryształów, przesiadywanie w ulubionym fotelu. Złodziej obrazu Moneta mógł go nie tylko oglądać i odkurzać, ale napawać się jego pięknem, dokładnie w takim samym stopniu jak napawamy się pięknem jakiegoś dzieła sztuki czy atrakcyjnej kobiety.
Marcin Kącki swój reportaż o złodzieju obrazu Moneta pt. "Plaża za szafą" ("Duży Format", 4 lutego) kończy słowami prokuratora: "Trzeba powołać psychiatrę"...
- Przeczytałem ten tekst bardzo uważnie i nie znajduję w nim podstaw do myślenia o złodzieju w kategoriach psychiatrycznych. Absolutnie nie dostrzegam w nim "rozdwojenia osobowości". Puenta reportażu, o której pani mówi, jest według mnie co najmniej nie na miejscu. Bo podyktowana jest założeniem, że "normalny złodziej" powinien obraz sprzedać albo go zniszczyć, a skoro nie zrobił ani tego, ani tamtego - jest nienormalny i dlatego powinien wypowiedzieć się o nim psychiatra.
Prof. Wojciech Poznaniak: - Moim zdaniem możliwe. Brak wykształcenia i obycia ze sztuką to jedno, a zafascynowanie dziełami sztuki to drugie. Jeżeli prawdą jest, że złodziej co jakiś czas wyjmował skradziony obraz z szafy, gdzie go przetrzymywał i w samotności się nim delektował, uważam za bardzo prawdopodobne, że był nim zauroczony.
A dlaczego trzymał go w szafie u rodziców, a nie zawiesił na ścianie?
- Prawdopodobnie zachował odrobinę czujności. Gdyby ten obraz ktoś zobaczył, mógłby nabrać podejrzeń co do jego pochodzenia. Chowanie obrazu świadczy o tym, że złodziej wiedział, iż popełnił czyn przestępczy. Dlatego był ostrożny.
W Ameryce od 20 lat istnieje instytucja profilera, który typuje prawdopodobne właściwości psychologiczne sprawców zbrodni na podstawie śladów, które pozostawili na miejscu zbrodni. W Polsce jest kilku psychologów policyjnych, którzy zajmują się profilowaniem. Gdyby pan profesor wszedł na chwilę w rolę takiego profilera, to - opierając się na informacjach dostarczanych przez media - co by pan powiedział o sprawcy kradzieży "Plaży w Pourville"?
- Z całą pewnością nie jest zwykłym, pospolitym złodziejem, który kradnie dla korzyści majątkowej. On kradnie dla korzyści emocjonalnych, intelektualnych, poznawczych. Jest zapewne skrajnym egocentrykiem, dla którego jedyną ważną osobą jest on sam i jego "mroczny obiekt pożądania". Pożądania, które jest zapewne bardzo bliskie pożądaniu seksualnemu.
Relację między nim a obrazem można porównać do relacji między kobietą a mężczyzną?
- Powiedziałbym więcej. To relacja między mężczyzną a piękną kobietą, za którą oglądają się inni. On chce mieć ten obraz, podobnie jak mężczyzna kobietę, tylko dla siebie. Nie chce się nim (nią) dzielić z innymi. Chce patrzeć na jego (jej) piękno wyłącznie sam, bo on (ona) jest wyłącznie jego własnością. Można to porównać do tego, co zakochany mężczyzna mówi do kobiety: Jesteś moja i tylko moja. Jeśli ten sprawca od czasu do czasu, w samotności wyjmował ze schowka obraz i delektował się nim, to w gruncie rzeczy postępował tak jak postępuje się z atrakcyjną kobietą w sytuacjach intymnych - ogląda ją w półmroku, w sytuacji sam na sam, dotyka i rozkoszuje jej pięknem.
Czy to znaczy, że od początku wiedział, że obrazu nie sprzeda?
- Moim zdaniem - tak. On ukradł go dla siebie, dla korzyści psychologicznych, nie materialnych . To, że jego fascynacja skupiła się na dziele sztuki, dobrze o nim świadczy, jeśli chodzi o jego wrażliwość estetyczną. I w tym przypadku nie ma według mnie znaczenia, że to był akurat obraz Moneta.
Muzealnicy nazywają Roberta Z. barbarzyńcą, ze względu na sposób, w jaki potraktował dzieło. Wyciął go ostrym narzędziem, uszkodził przy tym sygnaturę, okaleczył obraz. On sam mówi o sobie, że jest miłośnikiem sztuki. Można pogodzić jedno z drugim?
- Z perspektywy społecznej zachowanie złodzieja to oczywiście barbarzyństwo. Ale biorąc pod uwagę cel, który chciał zrealizować - posiadać dzieło tylko dla siebie - to nie miał innej możliwości. Przecież nie mógł wynieść z muzeum obrazu w ramach! To by się nie udało. Wycięcie obrazu dawało największe szanse na jego posiadanie.
Uczucie Roberta Z. do obrazu mogło się sukcesywnie rozwijać? Im częściej na niego patrzył, tym bardziej był "zakochany"?
- To nie jest wykluczone. Są dwie możliwości. Pierwsza to taka, że zafascynował się dziełem od razu, bo już przy pierwszym oglądzie wywarło na nim bardzo silne wrażenie. Druga - bardziej prawdopodobna - to taka, że więź emocjonalna między nim a obrazem pogłębiała się w miarę upływu czasu. Zabiegał o ten obraz tak jak mężczyzna o kobietę, którą chce zdobyć. Jak on ją wtedy ogląda! Zastawia na nią sidła, wymyśla różne sposoby, żeby ją mieć. Czasem nie panuje nad emocjami. Fakt, że złodziej wyciął obraz, było zapewne rezultatem gwałtownego wybuchu emocji. Świadczy też o ogromnej determinacji.
W potocznej opinii zachowanie złodzieja to po prostu patologia...
- Oczywiście, z punktu widzenia norm społecznych zachowanie złodzieja obrazu to naruszenie obowiązujących norm społecznych, w tym sensie można nazwać je nienormalnym. Ale patologią nie jest.
Opętanie jedną, jedyną ideą nie jest jakimś zaburzeniem osobowości?
- Każdy z nas ma jakieś hobby. Niektórzy fascynują się książkami, inni biżuterią, filmami czy samochodami. Nasze pasje powodują, że różnimy się między sobą, jesteśmy niepowtarzalni. Ale wśród nas żyją też ludzie owładnięci tzw. monoideą, nazywaną często „ideą nadwartościową”. Dla nich nie ma wartości o randze porównywalnej do idei wybranej. Świat własnej pasji starają się poznawać, ale przede wszystkim przeżywać - najgłębiej, jak się da. Takie poznawanie i przeżywanie jest dla nich źródłem ekstazy czy orgazmu lub (i) źródłem ukojenia i wsparcia. Bo ukojenie i wsparcie dają nam nie tylko bliskie i ważne osoby, ale i określone przedmioty czy czynności, które z nimi wykonujemy, np. oglądanie albumów ze zdjęciami, odkurzanie kryształów, przesiadywanie w ulubionym fotelu. Złodziej obrazu Moneta mógł go nie tylko oglądać i odkurzać, ale napawać się jego pięknem, dokładnie w takim samym stopniu jak napawamy się pięknem jakiegoś dzieła sztuki czy atrakcyjnej kobiety.
Marcin Kącki swój reportaż o złodzieju obrazu Moneta pt. "Plaża za szafą" ("Duży Format", 4 lutego) kończy słowami prokuratora: "Trzeba powołać psychiatrę"...
- Przeczytałem ten tekst bardzo uważnie i nie znajduję w nim podstaw do myślenia o złodzieju w kategoriach psychiatrycznych. Absolutnie nie dostrzegam w nim "rozdwojenia osobowości". Puenta reportażu, o której pani mówi, jest według mnie co najmniej nie na miejscu. Bo podyktowana jest założeniem, że "normalny złodziej" powinien obraz sprzedać albo go zniszczyć, a skoro nie zrobił ani tego, ani tamtego - jest nienormalny i dlatego powinien wypowiedzieć się o nim psychiatra.
1
2
następne »
- 7 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
10 głosów
-
Złodziej pożądał obrazu Moneta jak pięknej kobiety
drmuras
08.02.10, 09:36
Sztalugi, farby, pędzelki - niech gość teraz maluje w więziennym zaciszu. Możesam ma talent. »
-
Re: Złodziej pożądał obrazu Moneta jak pięknej ko
krystin9
08.02.10, 16:29
"Miłość" do najdroższego obrazu w muzeum ?Nie wierzę. Raczej sądzę, że złodziej w swojej naiwności (i niewiedzy) liczył na korzystną sprzedaż. Dopiero gdy zrobił się wielki szum medialny i »
-
Złodziej pożądał obrazu Moneta jak pięknej kobiety
o00
09.02.10, 23:27
No ja się kolesiowi za bardzo nie dziwię, też bym chciał mieć kilka obrazów u siebie w domu, no ale żeby od razu wycinać z ram i kraść?»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Poznań na zdjęciach dawniej i dziś. Lata ...
- Szach Iranu na Ratajach. Co tam robił w ...
- Poznań na zdjęciach dawniej i dziś. Lata ...
- Napad w centrum: Biznesmen stracił 700 tys. zł
- Poznań na zdjęciach dawniej i dziś. Lata 70-te
- Minęło 100 dni Term Maltańskich: ...
- Jak Maria Strzałko Poznań konserwowała ...







