Kurator i policja siłą odebrali dziecko matce
30.06.2011
, aktualizacja: 04.02.2010 10:23
Pracownik socjalny niesie do radiowozu skrępowanego kocem dziewięciolatka. Chłopiec próbuje mu się wyrwać, chwyta się płotu, głośno płacze. Policjanci nie reagują, odpychają tylko sąsiadów. Tak wyglądało odebranie matce dziecka. Sprawę zbada prokuratura
ZOBACZ TAKŻE
- Prokuratura umorzyła śledztwo ws. odebrania dziecka matce. "Brak znamion przestępstwa" (08-07-10, 17:16)
- Dziecko odebrane matce siłą. Sąd: nie było nieprawidłowości (02-04-10, 13:50)
Rodzice dziewięcioletniego Aleksandra walczą o prawo do niego od sześciu lat. Kiedy Iwona Mokrzycka odeszła od męża, razem z synem wyprowadziła się z Poznania i zamieszkała w rodzinnej Kobylej Górze w powiecie ostrzeszowskim.
W sądzie trwa sprawa o rozwód i prawo opieki nad Olkiem. Sąd najpierw zdecydował, że chłopiec powinien zostać przy matce, potem - że przy ojcu. Kurator sądowy trzykrotnie próbował odebrać dziecko matce. Bezskutecznie.
Niedawno Iwona Mokrzycka dostała pismo z informacją, że 26 stycznia kurator sądowy zgłosi się po syna. Tak też się stało. Tego dnia do Kobylej Góry przyjechali kuratorzy, pracownik pomocy społecznej i jedenastu umundurowanych policjantów. Weszli do domu. - Zdenerwowali się, że nie spakowałam syna - relacjonuje matka. - Nie zrobiłam tego, bo Olek nie chciał jechać. Kiedy tylko o tym słyszał, zaczynał płakać. Trzymałam syna na kolanach, ale kuratorka mi go wyrwała. Potem zasłabłam.
Jak wyglądało odbieranie Olka, można zobaczyć na filmie, który sąsiedzi Mokrzyckiej zamieścili w internecie. Widać na nim, jak pracownik pomocy społecznej wynosi chłopca owiniętego kocem tak ciasno, by nie mógł się wyrwać. Chłopiec płacze, krzyczy, próbuje chwytać się płotu. Pracownik społeczny odrywa go i niesie do radiowozu. Wokół stoi tłum sąsiadów i znajomych. Ludzie krzyczą: "Gestapo! Hitlerowcy! Gdzie prawo dziecka?". Policjanci odpychają ich. Nie reagują na płacz chłopca.
Iwona Mokrzycka opowiada "Gazecie": - Policjanci nie pozwolili mi wyjść z domu, kiedy wynosili Olka. Wyskoczyłam przez okno i pobiegłam w stronę radiowozów. Ale policjant chwycił mnie i zatrzymał.
- Tak dramatyczne odebranie dziecka spowoduje ogromne szkody w jego rozwoju emocjonalnym - oburza się Beata Kolska-Lach, psycholog, przewodnicząca Terenowego Komitetu Ochrony Praw Dziecka w Poznaniu. I dodaje: - To niezwykle traumatyczne przeżycie. Dziecko czuje się w takiej sytuacji kompletnie zagubione, jego poczucie bezpieczeństwa jest zaburzone.
Marek Michalak, rzecznik praw dziecka: - My, dorośli, nie mamy prawa narażać dzieci na przeżycia takie, jakie stały się udziałem chłopca z Kobylej Góry. Więcej wrażliwości należy wymagać od przedstawicieli służb, ale przede wszystkim od rodziców chłopca. Kochają przecież dziecko, a jednak nie potrafili porozumieć się na tyle, by orzeczenie sądu zostało wykonane w sposób, który nie naraziłby ich syna na tak traumatyczne przeżycia.
Kolska-Lach: - Odbieranie dziecka przez policję w ogóle nie powinno się odbywać. Tylko zagrożenie życia dziecka usprawiedliwiałoby taką akcję.
Policja twierdzi jednak, że działała zgodnie z prawem. - Policjanci na polecenie sądu tylko asystowali kuratorowi i zapewniali mu bezpieczeństwo - uważa Romuald Piecuch z biura prasowego wielkopolskiej komendy. - Odebranie matce dziecka odbyło się z myślą o jego dobru.
Sprawą zajmie się prokuratura. - Polecimy zbadanie, czy podczas odebrania dziecka kuratorzy i policjanci nie przekroczyli swoich uprawnień - zapowiada Janusz Walczak, zastępca prokuratora okręgowego w Ostrowie Wlkp.
Znajomi matki założyli stronę internetową (www.pomozolkowi.pl). Pod hasłem: "Pomóż Olkowi wrócić do mamy" podpisało się 772 osób.
W sądzie trwa sprawa o rozwód i prawo opieki nad Olkiem. Sąd najpierw zdecydował, że chłopiec powinien zostać przy matce, potem - że przy ojcu. Kurator sądowy trzykrotnie próbował odebrać dziecko matce. Bezskutecznie.
Niedawno Iwona Mokrzycka dostała pismo z informacją, że 26 stycznia kurator sądowy zgłosi się po syna. Tak też się stało. Tego dnia do Kobylej Góry przyjechali kuratorzy, pracownik pomocy społecznej i jedenastu umundurowanych policjantów. Weszli do domu. - Zdenerwowali się, że nie spakowałam syna - relacjonuje matka. - Nie zrobiłam tego, bo Olek nie chciał jechać. Kiedy tylko o tym słyszał, zaczynał płakać. Trzymałam syna na kolanach, ale kuratorka mi go wyrwała. Potem zasłabłam.
Jak wyglądało odbieranie Olka, można zobaczyć na filmie, który sąsiedzi Mokrzyckiej zamieścili w internecie. Widać na nim, jak pracownik pomocy społecznej wynosi chłopca owiniętego kocem tak ciasno, by nie mógł się wyrwać. Chłopiec płacze, krzyczy, próbuje chwytać się płotu. Pracownik społeczny odrywa go i niesie do radiowozu. Wokół stoi tłum sąsiadów i znajomych. Ludzie krzyczą: "Gestapo! Hitlerowcy! Gdzie prawo dziecka?". Policjanci odpychają ich. Nie reagują na płacz chłopca.
Iwona Mokrzycka opowiada "Gazecie": - Policjanci nie pozwolili mi wyjść z domu, kiedy wynosili Olka. Wyskoczyłam przez okno i pobiegłam w stronę radiowozów. Ale policjant chwycił mnie i zatrzymał.
- Tak dramatyczne odebranie dziecka spowoduje ogromne szkody w jego rozwoju emocjonalnym - oburza się Beata Kolska-Lach, psycholog, przewodnicząca Terenowego Komitetu Ochrony Praw Dziecka w Poznaniu. I dodaje: - To niezwykle traumatyczne przeżycie. Dziecko czuje się w takiej sytuacji kompletnie zagubione, jego poczucie bezpieczeństwa jest zaburzone.
Marek Michalak, rzecznik praw dziecka: - My, dorośli, nie mamy prawa narażać dzieci na przeżycia takie, jakie stały się udziałem chłopca z Kobylej Góry. Więcej wrażliwości należy wymagać od przedstawicieli służb, ale przede wszystkim od rodziców chłopca. Kochają przecież dziecko, a jednak nie potrafili porozumieć się na tyle, by orzeczenie sądu zostało wykonane w sposób, który nie naraziłby ich syna na tak traumatyczne przeżycia.
Kolska-Lach: - Odbieranie dziecka przez policję w ogóle nie powinno się odbywać. Tylko zagrożenie życia dziecka usprawiedliwiałoby taką akcję.
Policja twierdzi jednak, że działała zgodnie z prawem. - Policjanci na polecenie sądu tylko asystowali kuratorowi i zapewniali mu bezpieczeństwo - uważa Romuald Piecuch z biura prasowego wielkopolskiej komendy. - Odebranie matce dziecka odbyło się z myślą o jego dobru.
Sprawą zajmie się prokuratura. - Polecimy zbadanie, czy podczas odebrania dziecka kuratorzy i policjanci nie przekroczyli swoich uprawnień - zapowiada Janusz Walczak, zastępca prokuratora okręgowego w Ostrowie Wlkp.
Znajomi matki założyli stronę internetową (www.pomozolkowi.pl). Pod hasłem: "Pomóż Olkowi wrócić do mamy" podpisało się 772 osób.
- 61 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
16 głosów
-
Kurator i policja siłą odebrali dziecko matce
wojt47
04.02.10, 16:16
Bezduszne Panstwo i tacy sami jego urzednicy.A na dodatek to ze zabrali sie za wyjasnianie sprawy nasi wielcy prokuratorzy to nie wrozy dobrze temu dzieciakowi.»
-
1dzień w tyg i co drugi weekend wystarczy by żyć w
polskitata
04.02.10, 20:44
1dzień w tyg i co drugi weekend wszystko z nocowaniem wystarczy by żyć w miarę normalnie i współwychować dziecko po separacji ale wielu ludzi tego nie może zrozumieć.Po co te »
-
Kurator i policja siłą odebrali dziecko matce
majka-57
10.04.10, 20:49
Kuratorskie odebranie dziecka matce jest efektemtrwającej od kilku lat sprawy rozwodowej wSądzie,kilkuletniej obserwacji rodziców i dzieckaoraz kilkukrotnego bad.całej rodziny w »
Najczęściej czytane24 htydzień




