Grobelny: potrafię pokonać przyjaciela

Michał Kopiński
01.02.2010 , aktualizacja: 31.01.2010 21:57
A A A Drukuj
Ryszard Grobelny ostro odpowiada na propozycję PO, żeby nie ubiegał się jesienią o reelekcję. - Jeżeli ktoś uważa, że zostanę posłem tylko po to, żeby ustąpić z prezydentury, to się myli - mówi prezydent w pierwszym wywiadzie po powrocie z wakacji.
Ryszard Grobelny
Fot. Łukasz Cynalewski / AG
Ryszard Grobelny
Michał Kopiński: Szef wielkopolskiej PO Waldy Dzikowski zdecydował: Ryszard Grobelny nie będzie kandydatem Platformy na prezydenta Poznania. Jako powód podał to, że upiera się pan, by decyzję o kandydowaniu w wyborach ogłosić w maju lub czerwcu, a PO nie może tak długo czekać. "Nie będziemy petentem pana Grobelnego" - tłumaczy Dzikowski. Traktuje pan partię, którą popiera co drugi poznaniak jak petenta?

Ryszard Grobelny: To, że deklarację w sprawie kandydowania złożę dopiero przed wakacjami, nie jest powodem decyzji Waldego Dzikowskiego. To dla niego wyłącznie pretekst. Bo prawda jest taka, że nikt z Platformy o terminach ze mną nie rozmawiał.

Jak to?

- Nikt nigdy mi nie powiedział: "Ryszard musisz się zdecydować wcześniej, bo jak nie, to robimy tak i tak". Prawdziwa przyczyna decyzji Dzikowskiego musi być zupełnie inna. Nie chcę dywagować jaka.

A czy były w ogóle realne szanse na to, żeby został pan kandydatem Platformy? Bo i pan, i Waldy Dzikowski sprawialiście w tej kilkumiesięcznej medialnej wymianie zdań wrażenie, jakby najważniejsze było to, kto do kogo pierwszy przyjdzie.

- Dla mnie jednym z głównych warunków kandydowania pod szyldem Platformy była dyskusja o tym, jaki program mielibyśmy realizować. Co będzie można zrobić w następnej kadencji. To jest dla mnie istotne, a nie termin podjęcia decyzji o starcie. Niestety, rozmowy o programie w ogóle nie było.

Kiedy wyjaśniło się, że nie będzie pan kandydatem Platformy, Dzikowski złożył panu kolejną propozycję: Nie kandyduj w ogóle, to w 2011 r. dostaniesz miejsce na liście do parlamentu, a rok pomiędzy wyborami przeczekasz jako wicemarszałek województwa. Pytany o to, wysłał nam pan z wakacji SMS, że PO musi pana bardzo cenić, skoro już drugi raz to panu proponuje.

- To było kąśliwe wobec Platformy, przyznaję. Ale to dlatego, że czegoś tu nie rozumiem. Bo według PO nie mogę być prezydentem Poznania, a posłem mogę. Jeżeli ktoś uważa, że ja zostanę posłem tylko po to, żeby ustąpić z prezydentury, to się myli. Mnie nie interesuje bycie posłem - chcę usłyszeć, jakie zadania miałbym wypełniać.

Ale może byłoby to dla pana sensowne rozwiązanie po tylu latach w samorządzie? Z Sejmu niedaleko do któregoś z gospodarczych ministerstw: finansów, rozwoju regionalnego czy pracy. Nawet bardzo krytyczni wobec pana dziennikarze przyznają, że byłby pan dobrym wiceministrem, a z czasem nawet ministrem.

- Nie marzę o byciu ministrem. A na pewno nie teraz. Dopóki moje dzieci nie dorosną, nie będę nawet rozważał stałej pracy w Warszawie. Poza tym znaczenie jakiejś osoby w polityce zależy od jego znaczenia w partii. A ja nie mam żadnego znaczenia w Platformie, nawet nie jestem jej członkiem. O tym, że mógłbym nim być, wiem tylko z mediów.

Wiele wskazuje na to, że w wyborach na prezydenta Poznania PO wystawi przewodniczącego rady miasta Grzegorza Ganowicza, a nie europosła Filipa Kaczmarka. Ganowicz jest panu bardzo przychylny, a Kaczmarek bardzo wobec pana krytyczny. Czy kampania wyborcza nie będzie zwyczajnie nudna, jeżeli - zakładając pana start - zmierzy się z panem Grzegorz Ganowicz?

- Dotychczas mierzyłem się w wyborach z osobami, które były dla mnie klasycznymi przeciwnikami. Kampania, w której rywalizowałbym z politycznym przyjacielem, byłaby pewnie zupełnie inna. Być może bardziej merytoryczna, a mniej medialna.

Nie będzie miał pan oporów przed taką rywalizacją?

- Jako sportowiec często stawałem na jednej bieżni z przyjaciółmi. I nie miałem oporów, żeby z nimi wygrywać.

Rozmawiał Michał Kopiński

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów