Waldy Dzikowski chce być jak Tusk

Michał Kopiński, Gazeta Wyborcza
21.01.2010 , aktualizacja: 22.01.2010 10:12
A A A Drukuj
Szef wielkopolskiej Platformy Waldy Dzikowski zapatrzył się w Donalda Tuska, który rządzi partią twardą ręką, a jak trzeba, bez mrugnięcia okiem odstawia na boczny tor politycznych przyjaciół. Pytanie tylko, czy Dzikowski się nie przeliczy.
Waldy Dzikowski
Fot. Andrzej Monczak / AG
Waldy Dzikowski
Od tygodnia w poznańskiej i wielkopolskiej Platformie Obywatelskiej trwa cicha wojna. Stawka jest dużo większa, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Nie chodzi tylko o to, która frakcja wystawi kandydata na prezydenta Poznania i "zgarnie" stanowisko szefa partii w mieście. Chodzi o to, czy PO w Wielkopolsce przestanie być partią w pełni demokratyczną, a zacznie być - już na poziomie województwa - partią wodzowską. Bo na poziomie centrali - nikt chyba nie ma wątpliwości - Platforma partią wodzowską od dłuższego czasu już jest.

Ale po kolei. W poniedziałek "Głos Wielkopolski" ujawnił "polityczny plan Platformy w Poznaniu". Kandydatem PO na prezydenta miasta ma być przewodniczący rady miasta Grzegorz Ganowicz, a Ryszard Grobelny ma zrobić mu miejsce, rezygnując ze startu w wyborach. W zamian, o czym pisała też "Gazeta", Grobelny miałby dostać dobre miejsce na liście PO do parlamentu, a rok do wyborów przeczekać - np. jako wicemarszałek - w samorządzie wojewódzkim.

Wskazanie Ganowicza oznaczałoby - siłą rzeczy - że z myślami o kandydowaniu na prezydenta miasta musiałby się pożegnać ostry krytyk Grobelnego europoseł Filip Kaczmarek. Kaczmarek miałby za to szanse na stanowisko szefa miejskiej Platformy, bo - według "tajnego planu" - w tych wyborach miałby się liczyć tylko on i senator Marek Ziółkowski. Pozostali dwa kandydaci, poseł Dariusz Lipiński i wicemarszałek województwa Leszek Wojtasiak, mieliby być bez szans.

Ten plan to fakt, ale nie jest to plan całej poznańskiej Platformy. Ta układanka powstała w całości w głowie Waldego Dzikowskiego, wiceszefa PO i szefa partii w województwie. Kiedy Dzikowski zorientował się, że nie dogada się z Ryszardem Grobelnym i obecny prezydent nie zostanie członkiem Platformy - a to warunek, by został kandydatem PO na prezydenta, postanowił ratować sytuację. Uznał, że jeżeli kandydatem Platformy zostanie przychylny Grobelnemu Ganowicz, to obecny prezydent przyjmie być może ofertę "odsunięcia się" i kandydowania do parlamentu z listy PO. Kaczmarek dostałby na pocieszenie stanowisko szefa miejskiej PO i to by go zadowoliło - zachowałby 30-tysięczną pensję europosła (co jest podobno dla niego nie bez znaczenia), a jednocześnie miałby wpływ na to, co dzieje się w Poznaniu. A za wpływem na miejską politykę poszłaby obecność w mediach, której europosłowi tak bardzo w ostatnich, spędzonych w Brukseli i Strasburgu latach, brakowało.

Choć pewne jest, że Ryszard Grobelny w cień się nie usunie - i wystartuje przeciwko Platformie choćby po to, żeby pokazać, kto jest politycznym numerem 1 w tym mieście - układanka Dzikowskiego jest aktualna. Po prostu Ganowicz, jeśli zostanie kandydatem, będzie musiał stawić czoła swojemu politycznemu przyjacielowi, prezydentowi Grobelnemu.

Ujawniając swój plan, Waldy Dzikowski postawił wszystko na jedną kartę. Bo w Platformie jest coś takiego jak statut partii. A z niego wynika, że na przełomie marca i kwietnia delegaci kół wybiorą - w demokratycznych wyborach - szefa miejskiej Platformy wraz z nowym zarządem. I że ten - nieznany w tej chwili - zarząd wskaże kandydata na prezydenta Poznania, którego zaakceptuje - również jeszcze nieznany - nowy zarząd Platformy w Wielkopolsce, a w końcu władze krajowe. Dzikowski mówiąc działaczom Platformy: "przegłosujecie, co wymyśliłem i kropka", zachowuje się jak Donald Tusk. Widzi, że w Warszawie to działa - jak Tusk coś powie, to zarząd krajowy, czy klub PO w Sejmie, po prostu to przegłosowuje. I kropka.

Jest jeszcze jedno podobieństwo. Kiedy sytuacja tego wymagała, Tusk bez mrugnięcia okiem pozbył się - i to w nieładnym stylu - swojego politycznego przyjaciela Grzegorza Schetyny. Dzikowski robi to samo, odstawiając - a właściwie próbując odstawić - na boczny tor Dariusza Lipińskiego. Ileż to razy panowie dementowali informacje dziennikarzy o tym, że dochodzi między nimi do konfliktów, ile razy w prywatnych i oficjalnych rozmowach zapewniali o swojej wielkiej przyjaźni. - Panie Michale, słowo honoru, niech pan zapyta Darka, jak go w najcięższych chwilach wspierałem - przekonywał mnie rok temu Dzikowski. A teraz, lekką ręką, tegoż Darka chce się pozbyć. Bo wymaga tego układanka.

Jak to wszystko się skończy? Możliwości są dwie. Pierwsza: plan Dzikowskiego stanie się planem Platformy. Działacze - ze strachu, czy z szacunku - zagłosują jak szef każe, Grzegorz Ganowicz zostanie kandydatem na prezydenta, a Filip Kaczmarek - szefem miejskiej Platformy. Dariusz Lipiński straci stanowisko i - kto wie - najpewniej dobre miejsce na liście wyborczej do Sejmu w kolejnych wyborach.

Ale Dzikowski może się też przeliczyć. Bo scenariusz drugi jest taki: Filip Kaczmarek udowadnia, że jest jednak - o co niewielu go podejrzewa - politycznym wojownikiem, nie idzie na układ i walczy o prezydencką nominację. Dariusz Lipiński przekonuje delegatów kół, że decyzję o tym, kto będzie szefem Platformy w mieście podejmują oni, a nie Dzikowski. W końcu, Kaczmarek, Lipiński i inni niezadowoleni z układanki Dzikowskiego przekonują byłego ministra w kancelarii premiera Rafała Grupińskiego do startu w wyborach na szefa wielkopolskiej Platformy. A pisaliśmy już w "Gazecie", że Grupiński poważnie bierze to pod uwagę.

Jak będzie, okaże się w kwietniu.

Podziel się

  • 19 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos