Platforma zrobiła w Poznaniu sexmisję
01.07.2011
, aktualizacja: 17.01.2010 19:39
Posłanka PO: - Curie-Skłodowska była kobietą. Ale osiągnęła, co osiągnęła, dlatego, że kochała naukę. Poseł PO: - No i dlatego, że miała dobrego męża
Działaczki Platformy spotkały się w sobotę w Poznaniu na... "sexmisji", czyli wielkiej mobilizacji kobiet tej partii. Przeważały panie z wielkopolskiej PO, ale przyjechały też gwiazdy Platformy - Joanna Mucha i Małgorzata Kidawa-Błońska. Spotkanie - które miało odpowiedzieć na pytanie, dlaczego w polskiej polityce jest tak mało kobiet i jak to zmienić - rozpoczęło się żartobliwie od puszczenia z głośników słynnego cytatu z filmu "Seksmisja": - Kopernik była kobietą! - Może Curie-Skłodowska też?
- Curie-Skłodowska była kobietą. Ale osiągnęła, co osiągnęła, dlatego, że kochała naukę - mówiła organizatorka konferencji, poznańska posłanka Agnieszka Kozłowska-Rajewicz. - Ale też dlatego, że miała dobrego męża - odpowiedział jej wiceszef PO, Waldy Dzikowski.
Atmosfera dyskusji był momentami bardzo gorąca, ale spór wcale nie przebiegał po linii mężczyźni (na "sexmisji" obok Dzikowskiego pojawili się m.in. europoseł Filip Kaczmarek i poseł z Kalisza, Maciej Orzechowski) - kobiety.
Małgorzata Kidawa-Błońska przekonywała, że kobiety w PO nie powinny przykładać tak dużej wagi do miejsc, które dostają na listach wyborczych: - Ja pierwszy raz weszłam do Sejmu z 11. miejsca, Alicja Dąbrowska weszła w Warszawie z 17. pozycji.
- To nieprawda, że miejsce są nieważne! - denerwowała się Marta Banach-Urbańska, prawniczka z Poznania. - Ja miałam czwarte miejsce, zrobiłam dobrą kampanię i wybory przegrałam.
Joanna Mucha mówiła, że jest zwolenniczką wprowadzenia 50-procentowego parytetu na listach wyborczych. - Zmusi to szefów regionów do poszukiwania kobiet - tłumaczyła. - A ja jestem przeciwko parytetowi 50-50, który daje połowę miejsc na listach kobietom, bo naszą rolą powinno być umieszczanie na listach mądrych i aktywnych kobiet i... mężczyzn - odpowiedziała Kidawa-Błońska.
Większość pań (i panów) zgodziła się z Kidawą-Błońską. - W Rwandzie w parlamencie jest 54 proc. kobiet. I nic to nie zmieniło, bo o wszystkim, łącznie z tym, kto do tego parlamentu może kandydować, decyduje prezydent - przekonywał Filip Kaczmarek. A Waldy Dzikowski tłumaczył, że parytet 50-50 jest "nienaturalny".
- Ja też jestem przeciw - mówiła Agnieszka Kozłowska-Rajewicz. - Podczas głosowania projektu obywatelskiego o parytecie 50 na 50, w Platformie nie będzie najpewniej dyscypliny - tłumaczyła posłanka, która pisze dla PO projekt innej ustawy parytetowej. Według PO na listach wyborczych powinno być zawsze minimum 30 proc. kobiet i minimum 30 proc. mężczyzn. Na poznańskiej liście do Sejmu w ostatnich wyborach było 35 proc. pań.
- Curie-Skłodowska była kobietą. Ale osiągnęła, co osiągnęła, dlatego, że kochała naukę - mówiła organizatorka konferencji, poznańska posłanka Agnieszka Kozłowska-Rajewicz. - Ale też dlatego, że miała dobrego męża - odpowiedział jej wiceszef PO, Waldy Dzikowski.
Atmosfera dyskusji był momentami bardzo gorąca, ale spór wcale nie przebiegał po linii mężczyźni (na "sexmisji" obok Dzikowskiego pojawili się m.in. europoseł Filip Kaczmarek i poseł z Kalisza, Maciej Orzechowski) - kobiety.
Małgorzata Kidawa-Błońska przekonywała, że kobiety w PO nie powinny przykładać tak dużej wagi do miejsc, które dostają na listach wyborczych: - Ja pierwszy raz weszłam do Sejmu z 11. miejsca, Alicja Dąbrowska weszła w Warszawie z 17. pozycji.
- To nieprawda, że miejsce są nieważne! - denerwowała się Marta Banach-Urbańska, prawniczka z Poznania. - Ja miałam czwarte miejsce, zrobiłam dobrą kampanię i wybory przegrałam.
Joanna Mucha mówiła, że jest zwolenniczką wprowadzenia 50-procentowego parytetu na listach wyborczych. - Zmusi to szefów regionów do poszukiwania kobiet - tłumaczyła. - A ja jestem przeciwko parytetowi 50-50, który daje połowę miejsc na listach kobietom, bo naszą rolą powinno być umieszczanie na listach mądrych i aktywnych kobiet i... mężczyzn - odpowiedziała Kidawa-Błońska.
Większość pań (i panów) zgodziła się z Kidawą-Błońską. - W Rwandzie w parlamencie jest 54 proc. kobiet. I nic to nie zmieniło, bo o wszystkim, łącznie z tym, kto do tego parlamentu może kandydować, decyduje prezydent - przekonywał Filip Kaczmarek. A Waldy Dzikowski tłumaczył, że parytet 50-50 jest "nienaturalny".
- Ja też jestem przeciw - mówiła Agnieszka Kozłowska-Rajewicz. - Podczas głosowania projektu obywatelskiego o parytecie 50 na 50, w Platformie nie będzie najpewniej dyscypliny - tłumaczyła posłanka, która pisze dla PO projekt innej ustawy parytetowej. Według PO na listach wyborczych powinno być zawsze minimum 30 proc. kobiet i minimum 30 proc. mężczyzn. Na poznańskiej liście do Sejmu w ostatnich wyborach było 35 proc. pań.
- 5 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
-
Platforma zrobiła w Poznaniu sexmisję
isiah.thomas
17.01.10, 20:31
Wiem, będę się czepiał szczegółu, ale szczegół ten irytuje mnie tak samo, jakw potocznej mowie wyrażenia "pieniążki" i "fakturka". W języku polskim nie istnieje samodzielne słowo "sex", jest»
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć