Odciski palców i sklejanie - jak naprawią Moneta

Iwona Torbicka
15.01.2010 , aktualizacja: 14.01.2010 20:23
A A A Drukuj
- Tylko barbarzyńca mógł tak pokaleczyć obraz - mówi Agnieszka Lewandowska, główny konserwator Muzeum Narodowego. Jak będzie przebiegać naprawa odzyskanego dzieła Moneta?
Agnieszka Lewandowska
Fot. / Agencja Gazeta
Agnieszka Lewandowska
Zdjęcie obrazu Claude'a Moneta - Plaża w Pourville
Fot. Muzeum Narodowe w Poznaniu
Zdjęcie obrazu Claude'a Moneta - Plaża w Pourville
Rozmowa z Agnieszką Lewandowską

Iwona Torbicka: Zobaczyła pani obraz Moneta, po prawie 10 latach od kradzieży. Jakie szczegóły zdecydowały o tym, że jest pani prawie pewna, że odzyskano oryginał?

Agnieszka Lewandowska: - Sytuacja była na tyle szczęśliwa - o ile można tak mówić, mając na myśli obraz nieodwracalnie uszkodzony - że policja zabezpieczyła ramę i krosno po obrazie. Ponieważ złodziej wyciął płótno z ramy, na krośnie zostały fragmenty oryginalnego płótna. Wstępna identyfikacja polegała na zestawieniu ze sobą brzegów tego cięcia - obrazu i zachowanych na krośnie fragmentów.

Tak na oko?

- Pierwsze oględziny polegają na bardzo dokładnym obejrzeniu płótna. W tym przypadku były pewne jednoznaczne wskazówki np. przecięta sygnatura w prawym dolnym rogu, której góra i dół pasują do siebie, dukt pędzla, który jest ewidentnie przecięty, forma malarska, która zachodzi na fragment odcięty. W wielu miejscach stwierdziliśmy jednoznaczne dopasowanie. Idealnie pasowały do siebie nitki wystrzępienia, kształt cięcia i nawet ślad ostrego narzędzia - być może skalpela, być może cienkiego, ostrego noża, który został na drewnianej listwie krosna.

Sceptycyzm zaczął ustępować miejsca radości?

- Nie od razu. Oglądaliśmy z dyrektorem Suchockim przód i tył obrazu dość długo, porównywaliśmy z naszymi zdjęciami. Kiedy doniesiono ramę i krosno - rozpoczęliśmy dopasowywanie. Już podczas porównywania obrazu ze zdjęciami, wątpliwości zaczęły znikać. Jak na tyle obrazu zobaczyliśmy m.in. pieczęć zapewne producenta płótna i pieczątkę Kaiser Friedrich Museum - byliśmy prawie pewni, że to skradziony z muzeum Monet. Dowodem był też ślad kształtu krosna na płótnie, charakterystyczny krzyżak, powstały przez dwie krzyżujące się pośrodku listwy, który jak ulał pasował do krosien zabezpieczonych przez policję. Choć dowodów było więcej, zdecydowaliśmy, że i tak konieczne będą ostatecznie potwierdzające oryginalność badania fizykochemiczne.

Dobrze, że złodziej nie zrolował obrazu...

- Całe szczęście, że obraz leżał płasko. Zrolowanie powoduje niebezpieczeństwo pękania i odpadania warstwy malarskiej. W przypadku Moneta warstwa malarska trzyma się zaprawy, a zaprawa świetnie trzyma się płótna - to bardzo dobrze.

Teraz Moneta będzie badała prokuratura, pewno daktyloskopijnie, zdejmując z płótna odciski palców. Dopiero potem trafi do muzealnej pracowni konserwacji.

- Najpierw do laboratorium badań technologicznych, tu zrobimy dokumentację fotograficzną wyciętego obrazu i fragmentów płótna, który zostały na krośnie. Potem będzie laboratorium chemiczne, gdzie ostatecznie potwierdzimy oryginalność obrazu.

W jaki sposób?

- Wykonamy badania porównawcze warstwy malarskiej, składu zaprawy, rodzaju i gęstości płótna wyciętego obrazu z fragmentami na krosnach, o których wiemy, że są absolutnie oryginalne. Będziemy pobierać mikroskopijne próbki farby i szczegółowo je badać - to, niestety ingerencja w sam obraz, ale nie ma innej możliwości. Te badania potrwają około tygodnia.

Co dalej?

- Rozpocznie się proces konserwatorski. Na początku opiszemy, co uległo zniszczeniu. Jedno już wiemy - nie będziemy mieli do czynienia z prawdziwą zmorą konserwatorską, czyli z oddzielaniem się warstwy malarskiej od zaprawy, co może występować w obrazach XIX-wiecznych. Obraz Moneta jest dobrze namalowany technologicznie i nie uległ też zbytniej destrukcji podczas kradzieży - poza potwornym, zasadniczym uszkodzeniem tzn. przecięciem oryginalnego płótna. Niestety, przebiega ono także przez sygnaturę - tam dodatkowo farba osypała się wzdłuż brzegów. To zniszczenie oczywiście wpływa na obniżenie wartości obrazu. I choć postaramy się wykonać prace konserwatorskie jak najlepiej, zniszczenie już się dokonało. Następnym krokiem będzie czyszczenie obrazu z zabrudzeń. W świetle ultrafioletowym zobaczymy, jaki jest stan werniksu itp. Może usuniemy stare werniksy - to okaże się w trakcie prac.

Na końcu czeka was żmudny proces scalania oddzielonych kawałków...

- Najpierw zdejmiemy z krosna pozostałości obrazu. Wysiłek konserwatorski skoncentrowany będzie na dobraniu właściwych metod i środków scalających. Poprzedzimy to próbami, w tej chwili jeszcze nie wiemy, jakie kleje zastosujemy. Będziemy chcieli oba brzegi przeciętego płótna skleić na styk, unikając dublażu, czyli podklejania tyłu obrazu nowym płótnem. Musimy też znaleźć sposób na wzmocnienie spoiny, inaczej w tym miejscu obraz może się załamywać. Trzeba będzie kleić milimetr po milimetrze. Końcowym etapem będzie uzupełnienie ubytków warstwy malarskiej.

Obraz ma wymiary 60x73 cm, do scalenia jest więc 266 centymetrów. To może potrwać dwa, trzy miesiące...

- Mniej więcej. Chcielibyśmy, żeby Monet trafił do swojej sali na początku czerwca.

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    20 głosów