Kolej w Wielkopolsce: kto wreszcie zrobi porządek?
14.01.2010
, aktualizacja: 14.01.2010 19:37
Czy pasażerowie pociągów odczują w końcu jakieś zmiany na lepsze? Tak, mniej więcej za dwa lata.
ZOBACZ TAKŻE
- Długa droga wielkopolskiej kolei do porządku (04-02-10, 17:28)
To był trudny tydzień dla osób dojeżdżających do pracy, czy szkoły koleją: pociągi się spóźniały, część składów w ogóle nie wyjechała na trasy. Choć w Wielkopolsce i tak było lepiej niż w południowej Polsce, gdzie oblodzona trakcja całkowicie zablokowała przejazd pociągów, dlatego notowały one rekordowe opóźnienia, nawet po kilkaset minut.
Nie zmienia to jednak faktu, że pod adresem PKP, a także samorządowej spółki Przewozy Regionalne padło wiele gorzkich słów, a na internetowych forach pojawiły się głosy, by jak najszybciej na nasze tory wjechali zagraniczni przewoźnicy i "zrobili tu porządek".
Na rewolucję nie ma co liczyć
Wbrew nadziejom Deutsche Bahn na nasz rynek się jednak nie spieszy, niedawno rzecznik tej firmy zdementował informacje o ekspansji na polskim rynku, potwierdził jedynie ściślejszą współpracę z Intercity. A jeśli nawet w przyszłości niemiecka spółka chciałaby urwać kawałek kolejowego tortu, to i tak najbardziej będzie zainteresowana przewozami, które przynoszą zyski, czyli między głównymi miastami, np. Poznaniem a Warszawą.
Pasażerowie jeżdżący na trasach lokalnych na rewolucję nie mają co liczyć. Mimo że konkurencja jest tu możliwa od kilku lat, z czego skorzystało polsko-brytyjskie konsorcjum Arriva PCC, wygrywając przetarg na obsługę linii niezelektryfikowanych w Kujawsko-Pomorskiem. Nie jest to jednak łatwy kawałek chleba, o czym Arriva przekonała się w pierwszym roku swojej działalności, kiedy miała kłopoty z taborem i współpracą z PKP. Może dlatego nie zdecydowała się poszerzyć swojego zasięgu także o Wielkopolskę, mimo że przedstawiciele firmy spotykali się z naszym marszałkiem.
Trzeba pamiętać, że przewozy regionalne są nierentowne i generalnie nikomu nie opłacałoby się ich prowadzić, gdyby nie dopłacało się do nich z publicznej kasy. Wielkopolski Urząd Marszałkowski co roku przeznacza na to miliony złotych, w tym ponad sto milionów.
Pasażerowie w tłoku
Mimo że urząd przekazuje na przewozy coraz więcej pieniędzy (w 2005 r. zaczynał od 46 mln zł), nie idzie za tym znaczna poprawa jakości usług. Co prawda pociągi są bardziej punktualne, jest ich też na niektórych trasach więcej, ale w wielu pasażerowie podróżują w tłoku, bo składy są za krótkie. Kierownicy zatłoczonych pociągów piszą raporty o tym do swoich przełożonych, ale niczego to nie zmienia. Spółka ma po prostu duże problemy z taborem, konkretnie z pociągami elektrycznymi, które są stare (mają po 30-40 lat) i często się psują.
Niestety, dopiero w lutym Urząd Marszałkowski ogłosi przetarg na zakup co najmniej 20 nowych pociągów. Pierwsze wyjadą jednak na tory nie prędzej niż za dwa lata.
Tak więc, nawet jeśliby jakiś zagraniczny przewoźnik był zainteresowany przewozami regionalnymi w Wielkopolsce, musiałby dostarczyć swój własny, lepszy tabor, żeby podróżni odczuli zmianę. A przypomnijmy, że Arriva wchodząc w grudniu 2007 r. do Kujawsko-Pomorskiego miała tylko jeden swój nowy pociąg i liczące kilkadziesiąt lat niemieckie wagony. Korzystała więc z 13 szynobusów należących do województwa.
Marszałek rozczarowany
Jeśli więc nie zagraniczna konkurencja, to co? Będziemy skazani na Przewozy Regionalne? Ta spółka, wcześniej należąca do grupy PKP, od roku jest w rękach samorządów. Czy to coś zmieniło? Wicemarszałek Wojciech Jankowiak jest rozczarowany i nie ukrywa, że to był dla spółki rok stracony.
Dziś każde województwo (a jest ich 16) ma udziały w Przewozach Regionalnych. Naszego marszałka interesowało najbardziej przekształcenie spółki w samodzielne oddziały, każde województwo prowadziłoby więc własny biznes, nie wrzucając pieniędzy do wspólnego worka. Zwyciężyła jednak opcja jednej, wielkiej spółki.
To rozczarowanie doprowadziło do odgrzania pomysłu, który pojawił się już kilka lat temu, czyli utworzeniu Kolei Wielkopolskich. Nasza własna spółka zacznie działać jednak nie prędzej niż za rok i to nie w całym województwie, ale najpierw na kilku trasach. Z dnia na dzień nie uda się przecież zdobyć pracowników, koncesji, certyfikatów, trzeba podpisać też porozumienia, żeby pasażerowie Kolei Wielkopolskich mogli kupować bilety w kasach należących do PKP czy Przewozów Regionalnych.
O dziwo, nasza własna spółka najmniejsze problemy będzie miała z taborem, bo Urząd Marszałkowski już jest właścicielem 22 szynobusów, za rok wyjedzie na tory siedem zmodernizowanych składów tzw. EZT, a za dwa lata będzie miała ponad 20 pociągów elektrycznych, na zakup których przeznacza blisko pół miliarda złotych.
Co więcej, pociągi będą mogły wreszcie jeździć szybko, bo remontowane są torowiska: w tym roku do Wągrowca, w przyszłym do Wolsztyna.
Zmianę na lepsze pasażerowie odczują jednak dopiero wtedy, gdy Koleje Wielkopolskie ruszą pełną parą. A nie stanie się to wcześniej, niż za dwa lata.
Nie zmienia to jednak faktu, że pod adresem PKP, a także samorządowej spółki Przewozy Regionalne padło wiele gorzkich słów, a na internetowych forach pojawiły się głosy, by jak najszybciej na nasze tory wjechali zagraniczni przewoźnicy i "zrobili tu porządek".
Na rewolucję nie ma co liczyć
Wbrew nadziejom Deutsche Bahn na nasz rynek się jednak nie spieszy, niedawno rzecznik tej firmy zdementował informacje o ekspansji na polskim rynku, potwierdził jedynie ściślejszą współpracę z Intercity. A jeśli nawet w przyszłości niemiecka spółka chciałaby urwać kawałek kolejowego tortu, to i tak najbardziej będzie zainteresowana przewozami, które przynoszą zyski, czyli między głównymi miastami, np. Poznaniem a Warszawą.
Pasażerowie jeżdżący na trasach lokalnych na rewolucję nie mają co liczyć. Mimo że konkurencja jest tu możliwa od kilku lat, z czego skorzystało polsko-brytyjskie konsorcjum Arriva PCC, wygrywając przetarg na obsługę linii niezelektryfikowanych w Kujawsko-Pomorskiem. Nie jest to jednak łatwy kawałek chleba, o czym Arriva przekonała się w pierwszym roku swojej działalności, kiedy miała kłopoty z taborem i współpracą z PKP. Może dlatego nie zdecydowała się poszerzyć swojego zasięgu także o Wielkopolskę, mimo że przedstawiciele firmy spotykali się z naszym marszałkiem.
Trzeba pamiętać, że przewozy regionalne są nierentowne i generalnie nikomu nie opłacałoby się ich prowadzić, gdyby nie dopłacało się do nich z publicznej kasy. Wielkopolski Urząd Marszałkowski co roku przeznacza na to miliony złotych, w tym ponad sto milionów.
Pasażerowie w tłoku
Mimo że urząd przekazuje na przewozy coraz więcej pieniędzy (w 2005 r. zaczynał od 46 mln zł), nie idzie za tym znaczna poprawa jakości usług. Co prawda pociągi są bardziej punktualne, jest ich też na niektórych trasach więcej, ale w wielu pasażerowie podróżują w tłoku, bo składy są za krótkie. Kierownicy zatłoczonych pociągów piszą raporty o tym do swoich przełożonych, ale niczego to nie zmienia. Spółka ma po prostu duże problemy z taborem, konkretnie z pociągami elektrycznymi, które są stare (mają po 30-40 lat) i często się psują.
Niestety, dopiero w lutym Urząd Marszałkowski ogłosi przetarg na zakup co najmniej 20 nowych pociągów. Pierwsze wyjadą jednak na tory nie prędzej niż za dwa lata.
Tak więc, nawet jeśliby jakiś zagraniczny przewoźnik był zainteresowany przewozami regionalnymi w Wielkopolsce, musiałby dostarczyć swój własny, lepszy tabor, żeby podróżni odczuli zmianę. A przypomnijmy, że Arriva wchodząc w grudniu 2007 r. do Kujawsko-Pomorskiego miała tylko jeden swój nowy pociąg i liczące kilkadziesiąt lat niemieckie wagony. Korzystała więc z 13 szynobusów należących do województwa.
Marszałek rozczarowany
Jeśli więc nie zagraniczna konkurencja, to co? Będziemy skazani na Przewozy Regionalne? Ta spółka, wcześniej należąca do grupy PKP, od roku jest w rękach samorządów. Czy to coś zmieniło? Wicemarszałek Wojciech Jankowiak jest rozczarowany i nie ukrywa, że to był dla spółki rok stracony.
Dziś każde województwo (a jest ich 16) ma udziały w Przewozach Regionalnych. Naszego marszałka interesowało najbardziej przekształcenie spółki w samodzielne oddziały, każde województwo prowadziłoby więc własny biznes, nie wrzucając pieniędzy do wspólnego worka. Zwyciężyła jednak opcja jednej, wielkiej spółki.
To rozczarowanie doprowadziło do odgrzania pomysłu, który pojawił się już kilka lat temu, czyli utworzeniu Kolei Wielkopolskich. Nasza własna spółka zacznie działać jednak nie prędzej niż za rok i to nie w całym województwie, ale najpierw na kilku trasach. Z dnia na dzień nie uda się przecież zdobyć pracowników, koncesji, certyfikatów, trzeba podpisać też porozumienia, żeby pasażerowie Kolei Wielkopolskich mogli kupować bilety w kasach należących do PKP czy Przewozów Regionalnych.
O dziwo, nasza własna spółka najmniejsze problemy będzie miała z taborem, bo Urząd Marszałkowski już jest właścicielem 22 szynobusów, za rok wyjedzie na tory siedem zmodernizowanych składów tzw. EZT, a za dwa lata będzie miała ponad 20 pociągów elektrycznych, na zakup których przeznacza blisko pół miliarda złotych.
Co więcej, pociągi będą mogły wreszcie jeździć szybko, bo remontowane są torowiska: w tym roku do Wągrowca, w przyszłym do Wolsztyna.
Zmianę na lepsze pasażerowie odczują jednak dopiero wtedy, gdy Koleje Wielkopolskie ruszą pełną parą. A nie stanie się to wcześniej, niż za dwa lata.
- 5 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Kolej w Wielkopolsce: kto wreszcie zrobi porządek?
ps01
14.01.10, 22:51
A co z torami przez Oborniki Wlkp. w stronę Piły? Tam nie da się jużpodróżować z żadną rozsądną prędkością, a remontu w planach nie ma. Z Luboniado Wolsztyna będzie się jeździć cztery razy »
-
Kolej w Wielkopolsce: kto wreszcie zrobi porządek?
poletta84
15.01.10, 19:30
Mam dość pierd....ej kolei!!! Ja już nie mam sił na te zasrane pociągi.Brakuje mi już cenzuralnych słów na opisanie tego, co się dzieje w Poznaniu.Jeżdżę codziennie do pracy i rano pociąg »
Najczęściej czytane24 htydzień




